Maj był kiepski w turystyce, stąd ciągłe promocje. Teraz biura odbiją straty.
Najnowszy raport portalu EasyGo. pl jasno pokazuje, że w maju touroperatorzy wciąż ostro walczyli o klienta. Stąd promocje, które dawniej kończyły się w marcu i zaczynały po sezonie. Teraz ofert last minute było bez liku — ich wartość sięgnęła 66 proc., o 18 proc. więcej niż miesiąc wcześniej. Dlatego, choć średnia cena rezerwacji w maju wyniosła 4442 zł, o 386 zł więcej niż rok wcześniej, to po raz pierwszy od dłuższego czasu wzrosła sprzedaż tańszych produktów — po 2-3 tys. zł. Prawie połowa osób, które zarezerwowały w maju oferty, wybrał wyjazdy już w czerwcu. Aż co trzeci klient zdecydował się na super last minute z wyjazdem za kilka dni.
— Patrząc tylko na ceny z maja, zaryzykuję stwierdzenie, że to był chyba najlepszy okres na zakupy turystyczne w tym roku. Niestety, ze smutkiem trzeba powiedzieć, że branża działa krótkowzrocznie. Klienci nauczeni doświadczeniem, że w ofercie last minute kupują taniej, nie będą skorzy do zakupów w przedsprzedaży. Brak konsekwencji cenowej sprawia, że teraz biura dopinają budżety, ale w styczniu nie przekonają klienta do zakupu z wyprzedzeniem — mówi Tomasz Domżalski z EasyGo.pl.
Jego zdaniem, touroperatorzy zdają sobie sprawę, że to działanie odbije się czkawką, ale ich sytuacja w maju była tak zła, że nie mieli wyboru. Ten i kolejne miesiące będą inne.
— Bezapelacyjnie popyt przewyższa podaż. Na wielu popularnych kierunkach już zaczęło brakować miejsc. Przedstawiciele biur jasno zaś precyzują, że straty z maja i wcześniejszych miesięcy muszą zostać pokryte w kolejnych miesiącach. Nikt nie będzie zatem nawet myślał o kolejnych obniżkach, promocjach czy wyprzedażach, a o prawdziwej ofercie last minute można zapomnieć. Taniej już na pewno nie będzie — uważa Tomasz Domżalski.