Minęliśmy górkę cenową, nadejdzie kolejna?

opublikowano: 15-08-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Firmy nie podnoszą już cen tak szybko jak kilka miesięcy temu. Przed nami wciąż jednak potężne podwyżki cen energii.

Inflacja w Polsce liczona jako roczna zmiana cen konsumpcyjnych osiągnęła nowy szczyt. Zmiany cen z miesiąca na miesiąc są jednak coraz niższe, co wskazuje, że mogliśmy już minąć fazę największej presji cenowej. Firmy nie podnoszą już cen tak szybko jak zimą i wiosną. Teraz istotne są dwa pytania: jak szybko inflacja będzie hamować oraz jak mocno proces ten zostanie zaburzony przez skokowe podwyżki cen energii dla gospodarstw domowych. Na rynku dominuje przekonanie, że na głębszy spadek inflacji będzie trzeba jeszcze długo poczekać.

W lipcu inflacja cen produktów konsumpcyjnych wyniosła w Polsce 15,6 proc. wobec 15,5 proc. w czerwcu, podał Główny Urząd Statystyczny. To nowy szczyt, inflacja jest najwyższa od marca 1997 r.

O ile jednak roczna zmiana cen jest najbardziej zrozumiałą miarą inflacji, o tyle miesięczne zmiany są ważniejsze dla oceny, w jakim kierunku zmierzają ceny. A tutaj widać lekkie osłabienie tendencji podwyżkowych. Inflacja bazowa, nie uwzględniająca żywności i energii, wynosi w ujęciu miesięcznym 0,7 proc., najmniej od grudnia (dane oczyszczone z efektów sezonowych). Słabsza jest też dynamika cen energii dla gospodarstw domowych oraz paliw. Wciąż dość szybko drożeje żywność, aczkolwiek nie jest to przyrost nadzwyczajny na tle historycznym.

0,7 proc. inflacji bazowej to wciąż bardzo dużo, bo gdyby ceny rosły tak w każdym miesiącu, to roczna inflacja bazowa wynosiłaby 8,7 proc. Przypomnijmy, że cel inflacyjny w Polsce to 2,5 proc. Kierunek zmian jest jednak pozytywny.

Jest kilka czynników, które powinny sprzyjać dalszemu hamowaniu cen. Przede wszystkim słabnie popyt w gospodarce, zarówno konsumpcyjny, jak też inwestycyjny. Odbiorcy nie będą już akceptować podwyżek tak łatwo jak kilka miesięcy temu. Ponadto powoli zaczyna się pogarszać sytuacja na rynku pracy – widać to po wyraźnym spadku liczby ofert. To jednak z kolei sprawia, że presja płacowa powinna maleć. Warto również zauważyć, że zaburzenia w łańcuchach dostaw zaczynają częściowo ustępować. Może nie w każdej branży, ale dostępność surowców i komponentów nie pogarsza się już tak jak kilka miesięcy temu.

Obraz inflacyjny nie jest jednak jednoznacznie pozytywny. Z czynników mogących podbijać inflację należy przede wszystkim wymienić nadchodzące podwyżki cen energii dla gospodarstw domowych. Do tej pory ceny wzrosły o ok. 37 proc. (w ciągu roku), podczas gdy na rynkach hurtowych energia zdrożała o kilkaset procent. Od nowego roku ceny dla odbiorców indywidualnych, które są regulowane przez państwo, muszą się znacząco zwiększyć.

Wysoki wzrost cen energii będzie też utrudniał hamowanie inflacji bazowej, ponieważ presja kosztowa przedsiębiorstw z tej strony będzie ogromna. Zdolność przerzucania tych kosztów na ceny się zmniejsza, ale firmy muszą to robić, by nie utracić płynności.

Wreszcie do proinflacyjnych czynników można zaliczyć wybory parlamentarne, które będą sprzyjały zwiększaniu wydatków publicznych. Rząd będzie podlegał presji, by podtrzymać wzrost gospodarczy i niskie bezrobocie kosztem przedłużenia wysokiej inflacji.

Najgorsze pod względem inflacji mamy prawdopodobnie za sobą. Okres, kiedy bardzo wysoki wzrost cen objął ogromną większość gospodarki, powoli mija. Powrót do normalności zajmie jednak wiele kwartałów, a kryzys energetyczny i turbulencje polityczne mogą ten proces wydłużyć.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ignacy Morawski

Polecane