Minęło 20 lat od katastrofy w Czarnobylu

(Paweł Kubisiak)
opublikowano: 2006-04-23 14:22

26 kwietnia 1986 roku doszło do największej katastrofy w historii światowej energetyki jądrowej - katastrofy w Czarnobylu. W elektrowni atomowej eksplodował wówczas jeden z bloków energetycznych

26 kwietnia 1986 roku doszło do największej katastrofy w historii światowej energetyki jądrowej - katastrofy czarnobylskiej. W elektrowni atomowej w Czarnobylu na Ukrainie, która wówczas wchodziła w skład Związku Radzieckiego, eksplodował jeden z bloków energetycznych. Uwolniony przy wybuchu materiał radioaktywny doprowadził do skażenia znacznej części środkowej, wschodniej i północnej Europy.

Dokładna liczba ofiar skutków wybuchu i rozprzestrzenienia się nad kontynentem radioaktywnego pyłu do dziś nie jest znana, ale według niektórych źródeł, skutki awarii z kwietnia 1986 r. mogły spowodować śmierć nawet kilku tysięcy ludzi.

W pierwszych doniesieniach zachodnich agencji o awarii elektrowni jądrowej nie potrafiono umiejscowić jej położenia, a władze radzieckie przez dwa dni nie informowały o zajściu. Dopiero 28 kwietnia okazało się, że siłownia znajduje się niedaleko od Kijowa, a w zasięgu radioaktywnej chmury mogą się znajdować setki tysięcy ludzi.

Sygnały dotyczące podwyższonego poziomu radiacji zaczęły początkowo napływać ze Skandynawii; pomiary w Szwecji wykazały dwukrotnie wyższy poziom promieniowania radioaktywnego w porównaniu z dopuszczalnymi normami. 28 kwietnia Moskwa podała pierwszy komunikat mówiący o "awarii w elektrowni atomowej na Ukrainie". Depesze agencji TASS informowały, że są ofiary, nie podawano jednak żadnych liczb. Doniesienia mówiły, że w wypadku został uszkodzony jeden z reaktorów i podjęto środki w celu "likwidacji następstw". Nie informowano o szczegółach.

Tymczasem z najbliższych okolic elektrowni władze ZSRR ewakuowały około 116 tysięcy osób, kolejne 230 tysięcy - z terenów zagrożonych. 27 kwietnia mieszkańcy, leżącego w bezpośrednim sąsiedztwie Czarnobyla, 50-tysięcznego miasta Prypeć dostali kilka godzin na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy, po czym zostali przewiezieni w rejon Kijowa.

Choć zapewniano ich, że ewakuacja ma charakter tymczasowy, od tamtego dnia miasto wygląda jak wymarłe, a w jego okolicach do dziś straszą wraki porzuconego sprzętu używanego w czasie usuwania skutków katastrofy. Obszar wokół elektrowni pozostaje do dziś niezamieszkany.

W wyniku eksplozji i odsłonięcia pokrywy reaktora do atmosfery przedostały się ogromne ilości radioaktywnych pierwiastków: jodu 131, cezu 137, strontu 90 i plutonu 239, którego okres rozpadu wynosi ponad 20 tysięcy lat. Skażone zostało 100 tysięcy kilometrów kwadratowych terenu, głównie na terytorium Białorusi.

Zanotowano zwiększony poziom zachorowań na białaczkę u dzieci, choroby tarczycy i anemię, zmiany w układzie immunologicznym. Były też doniesienia o przypadkach katarakty, niewyjaśnione stany znużenia, bólu głowy i depresji. W ciągu pierwszych sześciu lat po katastrofie liczba zachorowań na raka tarczycy tylko w okolicach Homla na Białorusi wzrosła z czterech rocznie w latach 1986-89, do pięćdziesięciu pięciu w roku 1991.

Raport Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) przygotowany na 20-lecie katastrofy podaje, że na Ukrainie, w Rosji i Białorusi u ludzi, którzy w czasie awarii w elektrowni przebywali na terenach zagrożonych, zdiagnozowano 5 tysięcy przypadków raka tarczycy. WHO szacuje, że 9 tysięcy likwidatorów skutków katastrofy, ludzi ewakuowanych i mieszkańców terenów zagrożonych w najbliższych latach umrze na raka.

W Rosji do dziś podkreśla się, że w Czarnobylu nie doszło do katastrofy, a jedynie do awarii. Według oficjalnych danych, bezpośrednio w wyniku wybuchu i awarii reaktora śmierć poniosło 31 osób, a 187 zapadło na ostrą chorobę popromienną. Byli to głównie pracownicy elektrowni oraz strażacy, którzy znaleźli się na miejscu tuż po eksplozji.

Rosyjscy naukowcy nie stwierdzili większej niż uprzednio śmiertelności powiązanej z chorobami mogącymi mieć pochodzenie popromienne, a więc rakiem różnych narządów, czy białaczką. Wiadomo jednak, że wcześniej po prostu nie prowadzono dokładnej ewidencji występowania tych chorób.

- Nie ma danych, które jednoznacznie i bez żadnych wątpliwości pozwoliłyby powiązać wzrost liczby nowotworów tarczycy wśród Polaków z awarią w Czarnobylu - powiedział PAP endokrynolog prof. Jerzy Sowiński z Akademii Medycznej w Poznaniu. Wciąż nie można też ustalić, czy wzrosła u nas liczba wad genetycznych.

Przeprowadzone po awarii reaktora atomowego w Czarnobylu (26 kwietnia 1986 r.) badania ujawniły, że ponad 20 proc. Polaków, zwłaszcza kobiet, ma problemy z tarczycą - przypomniał prof. Sowiński - wiceprzewodniczący Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej. Wykazano też, że częstość występowania nowotworów tarczycy wśród Polaków jest większa niż w przeszłości.