Przepychanki na górze zepchnęły na dalszy plan sprawę prywatyzacji — twierdzi Wiesław Walendziak, przewodniczący sejmowej Komisji Skarbu.
„Puls Biznesu”: Dlaczego premier odwołał ministra Cytryckiego?
Wiesław Walendziak: Musiało tak się stać. Po prostu szefowie resortów, którzy mają konkretne wizje programowe, przegrywają z niejasnymi interesami oligarchów i partyjnych baronów.
Ale czy do takich ludzi należał odchodzący szef resortu?
— Oczywiście. To niewątpliwie człowiek merytoryczny. Jego słabością był jednak brak zaplecza politycznego.
O czym świadczy druga już w tym roku zmiana na stanowisku ministra skarbu?
— Te przepychanki personalno-ambicjonalne zepchnęły w cień samą prywatyzację polskiej gospodarki. Mam wrażenie, że przekształceniami własnościowymi w naszym kraju nikt się już nie zajmuje. Nikt też na serio nie formułuje żadnych celów, ścierają się natomiast jedynie różne grupy nacisku. To widać najlepiej po obradach Komisji Skarbu, na których ostatnio nie pojawiał się nie tylko minister skarbu, ale nawet podsekretarze stanu z jego resortu. Nie mieli dyspozycji, co mogą powiedzieć.
Czy zmiany nie zaszkodzą realizacji wpływów z prywatyzacji?
— Oczywiście, że tak. Sądzę, że dług publiczny na koniec roku będzie większy niż ten, którym straszył niedawno szef resortu finansów.
Z czym będzie musiał zmierzyć się nowy minister skarbu?
— Jeśli nie dojdzie do zmiany na stanowisku premiera, to nowy szef resortu będzie mógł tylko grzecznie podpisywać to, co zostanie mu podsunięte przez doradców politycznych Leszka Millera.