Minister otwarcie atakuje premiera

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2022-02-16 20:00

Oddalenie przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) skarg rządów Węgier i Polski na rozporządzenie z 16 grudnia 2020 r., ustanawiające mechanizm warunkowości chroniący unijny budżet, było oczywistością już wtedy, gdy skargi… dopiero zapowiedziano.

Czyli na końcu szczytu budżetowego Rady Europejskiej (RE) z 10-11 grudnia 2020 r., podczas którego premierzy Viktor Orbán i Mateusz Morawiecki zaszantażowali wspólnotę zawetowaniem wieloletnich ram finansowych 2021-27. Oznaczałoby to wysadzenie fundamentów UE, zatem w końcu wymiękli, zadowalając się mglistymi gwarancjami w konkluzjach RE: „Komisja Europejska zamierza opracować i przyjąć wytyczne dotyczące sposobu, w jaki będzie stosować rozporządzenie. Wytyczne te zostaną opracowane w ścisłym porozumieniu z państwami członkowskimi. W przypadku wniesienia skargi o stwierdzenie nieważności w odniesieniu do rozporządzenia wytyczne zostaną sfinalizowane po wydaniu wyroku przez TSUE. Przewodnicząca KE będzie w pełni informowała RE. Do czasu sfinalizowania wytycznych KE nie zaproponuje środków na mocy rozporządzenia”. Przekładając polityczne chciejstwo na realia, obaj premierzy jedynie kupili czas, najpierw 14 miesięcy do wyroku TSUE, zaś w drugim etapie ileś tam miesięcy do wydania wytycznych przez KE.

Chłodna analiza kalendarza oraz relacji KE wobec RE potwierdza, że jeszcze daleko do skutków finansowych orzeczenia TSUE. W krótkim horyzoncie budżety Węgier i Polski naturalnie zostaną uderzone kosztami postępowania. Ciekawie zapowiadają się natomiast następstwa polityczne. Na Węgrzech wyrok TSUE zostanie rozegrany – przez obie strony zresztą – przed wyznaczonymi na 3 kwietnia wyborami parlamentarnymi, notabene chytrze połączonymi przez Viktora Orbána z referendum w sprawie ochrony dzieci. U nas natomiast odżył ostry konflikt między ministrem Zbigniewem Ziobrą a premierem Mateuszem Morawieckim. Przed przypomnianym szczytem RE z 2020 r. podwładny zarzucił szefowi tzw. miękiszonizm, zaś zgniłemu kompromisowi – niekonstytucyjność. Po wczorajszym wyroku TSUE poszedł znacznie dalej i publicznie przywalił po nazwisku: „Jest to więc też dowód na bardzo poważny, polityczny, historyczny błąd premiera Mateusza Morawieckiego, który wyraził akceptację na szczycie w Brukseli dla wprowadzenia tego rodzaju rozporządzenia”. W normalnym państwie o ustroju parlamentarno-gabinetowym po takim ataku minister wylatuje na zbity pysk. U nas jednak bez poselskich szabel Solidarnej Polski cała konstrukcja tzw. Zjednoczonej Prawicy trafia do śmietnika i natychmiast mamy wybory. Dlatego wódz przystawki może bezkarnie besztać każdego – no, może poza najwyższym prezesem – wszak niedawno zdyskwalifikował sądowy projekt prezydenta.

– Gdyby nie sejmowa arytmetyka, nigdy by cię w moim rządzie nie było. – Tak? No to tylko spróbuj mnie wyrzucić…
Adam Chelstowski / Forum

Ministra o nieposkromionych ambicjach dodatkowo rozsierdziła decyzja Trybunału Konstytucyjnego. Organ Julii Przyłębskiej w pełnym składzie rozpatruje wniosek Zbigniewa Ziobry – występującego w drugim wcieleniu prokuratora generalnego – o uznanie przepisu traktatu o funkcjonowaniu UE (na podstawie którego wprowadzono mechanizm budżetowej warunkowości) za niezgodny z Konstytucją RP. Julia Przyłębska kolejny raz wykonała jednak rozkaz swojego pryncypała Jarosława Kaczyńskiego i rozprawa została bezterminowo odroczona. A przecież wizerunkowy triumf Zbigniewa Ziobry w wewnętrznej wojnie władców już był ustawiony, sprawozdawcą kolejnego ciosu w UE jest prokurator Stanisław Piotrowicz, zaś ostrość TK została bardzo umocniona złożeniem ślubowania przez prokuratora Bogdana Święczkowskiego. Na razie odpłynęło to jednak w nieokreśloną przyszłość…