To podobnie jak ten ślepy koń — w dowcipie — który na pytanie, czy wystartuje w Wielkiej Pardubickiej, odpowiedział prostolinijnie: nie widzę przeszkód. Minister Zbigniew Kaniewski też nie widzi. Nie widzi powodów odwołania Stanisława Speczika, prezesa KGHM Polska Miedź. Co z tego, skoro Rada Nadzorcza KGHM widzi i „większością głosów zdecydowała jednak o odwołaniu Speczika” — o czym poinformował pogrążony w smutku minister Kaniewski. Rada nadzorcza, dodajmy, dziewięcioosobowa, w której trzech członków to przedstawiciele załogi kombinatu, reszta zaś — przynajmniej teoretycznie — reprezentuje Skarb Państwa, czyli poniekąd ministra Kaniewskiego. Poniekąd, bo jak poinformował przewodniczący rady Kaczmarek, Bohdan Kaczmarek (wszelkie podobieństwo nazwiska do osób powszechnie znanych, a szczególnie do znanego, byłego ministra skarbu, Wiesława Kaczmarka, należy uznać za przypadkowe i niezamierzone — ot, raptem, kilka razy byli na piwie podczas studiów, ale przecież to było dawno), w sprawie odwołania prezesa i dwóch członków zarządu panowała wyjątkowa zgodność.
Minister Kaniewski, zwany w poczcie internetowej „Łapińskim prywatyzacji” (jakie to drogi prowadzą do „klasyki”), „wynalazkiem Millera” (obok Łapińskiego, Naumana i Panasa) czy „aparatczykiem biernym, miernym, ale wiernym” zapowiedział kontratak. Znając jego skuteczność, zanim wyruszy do walki, przewróci się o dywan we własnym gabinecie. I, co najwyżej, nabije sobie guza.