Minister zamyka podatkowe furtki

Jarosław KrólakJarosław Królak
opublikowano: 2013-02-14 00:00

Jacek Rostowski mówi stop firmom niepłacącym podatków. Budżet w potrzebie, więc przedsiębiorcy muszą dołożyć więcej

Ministerstwo Finansów (MF) rusza z krucjatą przeciwko zgodnym z prawem możliwościom unikania przez firmy podatków oraz dziurom w przepisach, pozwalającym zaoszczędzić kosztem budżetu państwa. Przedstawiło projekt zmian w ustawie o CIT i PIT, którego celem jest wycięcie szeregu metod tzw. optymalizacji podatkowej.

— W Polsce łatwo się unika opodatkowania. Resort finansów powinien się za to wziąć już 5 lat temu. Jednak lepiej późno niż wcale. Widać, że katastrofa dochodów budżetowych czegoś nauczyła MF — mówi prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów.

Jego zdaniem, polskie przepisy podatkowe są dziurawe jak sito.

— Pozwalają na szeroką tzw. optymalizację podatkową. Zdecydowanie czas z tym skończyć — dodaje Witold Modzelewski.

Agresywna gra

Urzędnicy ministra Jacka Rostowskiego dostali rozkaz: przewertować prawo podatkowe i namierzyć wszelkie sposoby służące ucieczce od podatku dochodowego. Robotę wykonali solidnie. Minister finansów wziął na celownik ulgi i furtki. Zdaniem ekspertów, najnowszy projekt nowelizacji ustawy o podatku CIT i PIT (datowany na 12 lutego) to nie pistolet, lecz armata wymierzona w przedsiębiorców.

— Resort finansów gra bardzo agresywnie. Przejrzał możliwe sposoby optymalizacji podatkowej i postanowił je ukrócić. Ten projekt jest niekorzystny dla przedsiębiorców i ma przynieść dodatkowe wpływy budżetowi państwa. Moim zdaniem, budżet zyska niewiele, a negatywne skutki zmian dla gospodarki będą ogromne — mówi Mariusz Machciński, partner w Stone&FeatherTax Advisory.

Tak samo ocenia projekt Renata Dłuska, partner w firmie doradztwa podatkowego MDDP.

— W ubiegłym roku ministerstwu się nie udało, więc próbuje ponownie. Widać że resort jest zdeterminowany, by osiągnąć cel — totalną fiskalizację. Problem w tym, że stosuje metodę spalonej ziemi. Zniesienie zgodnej z prawem optymalizacji spowoduje, że zyskają tylko inne kraje. Doradcy już intensywnie pracują nad nowymi metodami zmniejszenia podatków i patrzą w stronę zagranicznych jurysdykcji podatkowych. Skutkiem proponowanych zmian będzie to, że zarobią wszyscy, tylko nie Polska — uważa Renata Dłuska.

Wyroki bolą

Najdalej idącym pomysłem fiskusa jest obciążenie 19-procentowym podatkiem CIT spółek komandytowo-akcyjnych (mamy ich 7,4 tys.), które od lat są najkorzystniejszym „modelem optymalizacyjnym”. Jednak o tym mówi się od wielu miesięcy. Zupełną nowością jest zaś propozycja nałożenia CIT na spółki komandytowe, których jest w Polsce aż 41 tys.

— MF strzela sobie w stopę i gra nie fair z przedsiębiorcami, którzy lata temu uzyskali przyjazny pod względem podatkowym model prowadzenia biznesu w formie spółki komandytowo-akcyjnej. Teraz fiskus im to zabiera. Jeżeli MF wprowadzi swoje propozycje w życie, to z rynku mogą zupełnie zniknąć zarówno spółki komandytowo-akcyjne, jak i komandytowe. Takie destrukcyjne działanie nie przysporzy budżetowi znaczącychwpływów, a tylko wprowadzi sporo zamieszania na rynku — dodaje Renata Dłuska.

MF bolą też wyroki sądów, potwierdzające brak podatku CIT w przypadku przekazania przez spółki dywidend rzeczowych (np. nieruchomości). Fiskus poszedł po linii najmniejszego oporu: chce przechylić szalę na swoją korzyść poprzez zmiany ustawowe.

— Z projektu wynika, że spółka wydająca dywidendę rzeczową będzie musiała zapłacić podatek dochodowy z tego tytułu. Uderzy to w wiele spółek, gdyż przekazywanie dywidend rzeczowych zdarza się dosyć często — mówi Mariusz Machciński.

Pojawi się też nowe przestępstwo karnoskarbowe. Kto nie przedstawi urzędowi skarbowemu sprawozdania finansowego lub odpowiedniej opinii audytora, zapłaci grzywnę. To pokłosie sprawy Amber Gold, która nie składała sprawozdań finansowych i nie poniosła z tego powodu żadnych konsekwencji.

Sposoby fiskusa na eliminację optymalizacji podatkowej

obłożenie 19-procentowym CIT spółek komandytowoakcyjnych i komandytowych opodatkowanie CIT dywidend rzeczowych zwiększenie ograniczeń w zaliczaniu do kosztów podatkowych odsetek od pożyczek (tzw. cienka kapitalizacja) opodatkowanie wszystkich przysporzeń aportowych zasilających kapitał zapasowy w spółkach zniesienie prawa do korzystania ze zwolnienia od podatku w przypadku wypłat dywidend i innych dochodów z tytułu udziału w zyskach osób prawnych podlegających odliczeniu w spółce wypłacającej (tzw. pożyczka partycypacyjna) ograniczenie wysokości zaliczania do kosztów uzyskania przychodów wpłat dokonywanych przez podatników na fundusz szkoleniowy rozszerzenie restrykcji w zakresie cen transferowych na spółki komandytowe, komandytowo-akcyjne, jawne i partnerskie ograniczenia dotyczące kosztów uzyskania przychodów w przypadku umorzenia udziałów (akcji) ograniczenia prawa uznania za koszt podatkowy straty ze zbycia wierzytelności jedynie w kwocie netto, czyli bez VAT

Jarosław Królak

 

Fiskus zrobił, co zamierzał, a nawet ciut więcej. Podwójny podatek zapłacą nie tylko spółki komandytowo-akcyjne, ale też komandytowe

Resort finansów nie popuści spółkom komandytowo-akcyjnym (SKA). Nowa wersja projektu zmian w podatkach dochodowych od osób prawnych (CIT) i fizycznych (PIT), nadal — jak w projekcie z końca sierpnia 2012 r. — zawiera plan nadania im od przyszłego roku statusu podatników CIT (któremu obecnie, jako spółki osobowe, nie podlegają).

— Podatek będzie ustalany najpierw na poziomie spółek — będą go obliczały i wpłacały do urzędu skarbowego — a następnie, po wypłacie zysku, u wspólników — wyjaśnia Mariusz Machciński, partner, Stone & Feather Tax Advisory.

Musi być równo

To oznacza podwójne opodatkowanie. Resort finansów wyjaśnia przy tym, że ani akcjonariusz, ani komplementariusz SKA nie będzie opodatkowany na bieżąco z tytułu działalności prowadzonej przez spółkę. Nie będzie też już sporu o to, w którym momencie udziałowcy mają odprowadzać daninę — na bieżąco w ciągu roku czy dopiero po podziale i wypłacie zysków. Było o tym głośno w ubiegłym roku, minister finansów (MF) ostatecznie uznał ten drugi wariant (wydającw maju ogólną interpretację podatkową w tej sprawie), do czego m.in. przyczyniła się wcześniejsza uchwała Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA) ze stycznia 2012 r. Teraz jednak MF ocenia ją negatywnie. W uzasadnieniu do nowego projektu stwierdza, że to wyłom w systemie podatkowym, polegający na nieodprowadzaniu na bieżąco zaliczek do fiskusa. Resort argumentuje, że umożliwia to długie odraczanie zapłaty podatku, co uprzywilejowuje tę grupę podatników.

Znikające spółki

Nadanie SKA statusu podatnika CIT to jeden ze sposobów ukrócenia szkodliwej, jak to określa MF, optymalizacji podatkowej. Na tym jednak fiskus nie zamierza poprzestać. Podatkiem dochodowym postanowił też objąć spółki komandytowe (SK).

— Można się spodziewać, że takie rozwiązanie przekreśli dla szeregu podatników sens działania w formie SKA i SK. Spółki te mogą zniknąć z polskiego krajobrazu z końcem 2013 r. 19-procentowy jednorazowy podatek dla działalności gospodarczej zostanie zachowany tylko dla spółki jawnej, partnerskiej i indywidualnej działalności gospodarczej — mówi Mariusz Machciński.

Ekspert podkreśla, że dla objętych nowymi regulacjami spółek fiskus nie przewidział przepisów przejściowych, na co zwracała również uwagę Rada Legislacyjna działająca przy premierze, ale śladów jej opinii nie widać w projekcie. Zgodnie z nim, SKA i SK, których rok obrotowy rozpocznie się przed 2014 r. i skończy po tej dacie, będą musiały zamknąć księgi rachunkowe z końcem grudnia 2013 r. i sporządzić sprawozdanie finansowe. Pierwszy rok objęty CIT rozpocznie się w tych spółkach 1 stycznia 2014 r. i będzie trwał do końca przyjętego roku obrotowego. To oznacza, że wszystkie SKA i SK staną się podatnikami z początkiem przyszłego roku, niezależnie od tego, czy ich rok obrotowy pokrywa się z kalendarzowym, czy nie.

23 mld zł Tyle w 2012 r. wpłynęło do budżetu z podatku CIT.

320 mln zł Na tyle MF szacuje roczny wzrost wpływów budżetowych z CIT dzięki ograniczeniu optymalizacji podatkowej.

Iwona Jackowska

 

Resort finansów straszy, ale ubezpieczyciele się nie boją. Polisolokaty wprawdzie znikają, ale produkty strukturyzowane mają się dobrze

Ministerstwo Finansów chce od przyszłego roku opodatkować polisy lokacyjne i produkty strukturyzowane oferowane w formie ubezpieczeń. Decyzję uzasadnia koniecznością równego traktowania pod względem podatkowym inwestycji z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi (UFK) i innych produktów, które — dzięki opakowaniu w formę polisy — wciąż umykają fiskusowi. Niektóre z banków już zrezygnowały z polisolokat, inne postanowiły poczekać na konkretne decyzje. Są wśród nich: Credit Agricole i Nordea. Do niedawna towarzyszył im Deutsche Bank PBC, ale — jak poinformowała wczoraj Sabina Salamon, rzeczniczka banku DB PBC — już polisolokat nie sprzedaje. Projekt MF mocniej da się we znaki towarzystwom ubezpieczeniowym — zwłaszcza jeśli współpraca z bankami przynosiła im wymierne korzyści.

Benefia Życie pochwaliła się niedawno, że stała się drugą spółką życiową na rynku z udziałem 10,3 proc. właśnie dzięki współpracy z bankami w zakresie polisolokat, które stanowiły blisko 90 proc. sprzedaży. Jej produkty sprzedawały m.in. mBank i BGŻ, ale wycofały je już z oferty (obsługują tylko już sprzedane). Jednak nie na polisolokaty klienci banków wydawali najwięcej. Ich czas minął wraz z upowszechnieniem się produktów strukturyzowanych, które kusiły ponadprzeciętnymi zyskami. Ofert pozostało na rynku niewiele. Szczęśliwie, dla branży i klientów, fiskus zareagował ze sporym opóźnieniem, bo jeszcze kilka lat temu polisolokaty cieszyły się niebywałym powodzeniem.

Teraz główny bój rozegra się o struktury, których część wabi nie tylko potencjalnym zyskiem, ale również brakiem opodatkowania. Gdyby brak zachęt podatkowych rzeczywiście wpłynął na zmniejszenie zainteresowania tego typu ofertami, straty ubezpieczycieli mogłyby być ogromne. Szacuje się, że już w 2011 r. inwestorzy ulokowali w produktach strukturyzowanych ponad 10 mld zł, a rynek wciąż rośnie. Jednak towarzystwa ubezpieczeniowe na razie zachowują zimną krew.

— Przyporządkowanie do grupy III oznacza, że świadczenia z produktów strukturyzowanych oferowanych w formie ubezpieczenia na życie i dożycie będą objęte podatkiem od zysków kapitałowych. Zmiana ta na pewno znajdzie odzwierciedlenie w materiałach reklamowych, ale nie należy się spodziewać wyeliminowania tych produktów z oferty — twierdzi Marek Twardowski, dyrektor działu zarządzania projektami i produktami towarzystwa ubezpieczeniowego Nordei.

— Już dzisiaj znaczna liczba produktów strukturyzowanych jest oferowana w formie ubezpieczenia na życie z UFK, a zatem potencjalny zysk jest pomniejszony o podatek od zysków kapitałowych. Mimo to oferta cieszy się powodzeniem — zapewnia Marek Twardowski.

OKIEM EKSPERTA

Rewolucji nie będzie

MARCIN MAZUREK

ekspert Intelace Research

Opodatkowanie polisolokat na zasadach takich samych jak tradycyjnych lokat sprawi, że ten produkt straci rację bytu. Jednak jego znaczenie w całym rynku depozytów jest niewielkie, dlatego rewolucji nie będzie. Ubezpieczyciele nie byli z niego bardzo zadowoleni, większe znaczenie miało to dla banków. Jednak nie wyobrażam sobie, jak resort finansów poradzi sobie z opodatkowaniem polisolokat, jednocześnie nie obciążając typowych polis na życie.

OKIEM EKSPERTA

Podatek od wszystkiego

KRZYSZTOF MĄDRALA

były wiceprezes TU Europa

Rynek przygotowywał się na opodatkowanie tych produktów już od dwóch lat i stopniowo ograniczał ich sprzedaż. Pojawiło się też sporo produktów ustrukturyzowanych lub podobnych, które są w pewien sposób opodatkowane, ale wypełniają lukę po polisolokatach. Przy spadających stopach procentowych rentowność polisolokat już dziś jest znikoma. Szkoda jednak, że nie pozostawia się żadnej możliwości nieopodatkowanego oszczędzania, mimo że ministrowi finansów nadal zależy na ściąganiu pieniędzy do sektora bankowego.

Ewa Bednarz