Ministerialna kolejka do kasy

Utrzymanie w ryzach deficytu będzie dla ministra finansów wielkim wyzwaniem. Jego koledzy z rządu już sypią kosztownymi pomysłami

Reguły gry są jasne od samego początku — polityka finansowa musi być tak prowadzona, żeby deficyt sektora finansów publicznych, zgodnie z traktatowymi limitami, pozostawał poniżej 3 proc. PKB. Przy ul. Świętokrzyskiej wzięto już sobie tę zasadę do serca i każdy grosz jest oglądany dwa razy, żeby nikt w Brukseli i wśród inwestorów nie miał wątpliwości, że w budżetowych rachunkach wszystko się zgadza. Na razie jednak Paweł Szałamacha, minister finansów, nie może liczyć na zrozumienie ze strony rządowych kolegów. Z naszych szacunków wynika, że już pierwsze plany kilku resortów oznaczają pogłębienie dziury budżetowej tylko w przyszłym roku nawet o 7 mld zł.

KONIEC BEZTROSKI:
Wyświetl galerię [1/2]

KONIEC BEZTROSKI:

Paweł Szałamacha, minister finansów, ma znacznie trudniejsze zadanie, niż tylko przekonać inwestorów, że Polska to wciąż bezpieczna przystań do lokowania kapitału. Musi wyjaśnić rządowym kolegom, że budżet państwa nie jest z gumy i rozciąganie go dodatkowych wydatkami może się skończyć powrotem na cenzurowane. FORUM

Nalewanie z próżnego…

Resort finansów przekonuje, że w tym roku budżet jest tak poukładany, żeby deficyt nie był wyższy niż 2,8 proc. Minister zmieścił w wydatkach priorytetową obietnicę — 500 zł na dziecko. Koszt to 17,2 mld zł. Realizacja reszty programu Prawa i Sprawiedliwości (PiS) została rozłożona na raty. To jednak nie rozwiewa wątpliwości, czy leżące dzisiaj na stole pomysły uda się sfinansować, a tymczasem wydatków przybywa. Z naszych szacunków wynika, że najbardziej kosztowne są plany resortu rolnictwa. Sama nowelizacja ustawy

Dziura znów głębsza

Deficyt sektora finansów publicznych w proc. PKB o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich, w myśl której budżet weźmie na siebie dopłatę do składek, to roczny koszt ponad 900 mln zł. Przyjęta wczoraj przez rząd ustawa o zakazie sprzedaży ziemi też nie będzie obojętna dla kondycji finansów, bo oznacza spadek wpływów i wzrost wydatków łącznie prawie o 2,4 mld zł rocznie. Minister rolnictwa próbuje także przeforsować na forum unijnym umorzenie rat tzw. kar mlecznych. Jeśli się uda, też odczujemy to w budżecie. Pełną kwotę kar — 636,5 mln zł — Komisja Europejska (KE) już nam potrąciła, więc umorzenie kolejnych rat oznaczałoby, że w tym i przyszłym roku skarb państwa nie odzyska od rolników prawie 400 mln zł. Także Ministerstwo Transportu i Budownictwa próbuje upchnąć wśród rządowych wydatków swoje plany. Obecnie w uzgodnieniach międzyresortowych jest nowela ustawy o transporcie kolejowym, która ma wprowadzić m.in. zapis o konieczności uruchomienia wieloletniego programu utrzymania infrastruktury kolejowej. Koszt? Około 2 mld zł rocznie. Kolejny kosztowny pomysł pochodzi z Ministerstwa Środowiska. Branża hutnicza wymyśliła, że połowę dochodów, które osiągamy z aukcji uprawnień do emisji CO 2, można przeznaczyć na działania proekologiczne. Gdyby postulat został zrealizowany, budżet państwa straciłby ponad 1,1 mld zł tylko w 2017 r., a w kolejnych latach jeszcze więcej. Na razie nie ma jednak zielonego światła dla pomysłu hutników. Przy miliardowych kosztach niektórych ministerialnych pomysłów skromniewygląda 300 mln zł, które miałyby pójść z kasy państwa na górnictwo. Na co konkretnie? Z funduszy publicznych sfinansowano by wypłatę ekwiwalentu pieniężnego dla górników uprawnionych do bezpłatnego węgla z czynnych kopalni. Propozycja nie ma jeszcze formy dokumentu rządowego, a dodatkowo może budzić wątpliwości Brukseli, czy nie będzie stanowiła niedozwolonej pomocy publicznej.

...pod presją Brukseli

Przy ul. Świętokrzyskiej zaczynają się właśnie prace nad programem konwergencji, który wyślemy do Brukseli do końca kwietnia. Jak wynika z informacji „PB”, rząd będzie w nim przekonywał, że ten i przyszły rok poświęci na utrzymanie niedoboru w sektorze finansów publicznych w ryzach, a od 2018 r. zacznie powoli zasypywać deficyt. Dzisiaj pewne jest już, że w przyszłym roku z kasy trzeba będzie wysupłać ponad 23 mld zł na sfinansowanie nowego świadczenia dla rodzin. Chociaż część pieniędzy wróci do budżetu w podatkach, nie będzie to wystarczająco dużo, żeby minister finansów mógł spać spokojnie — zwłaszcza że wpływy uszczupli też wyższa kwota wolna od podatku. Obecnie trwają analizy, jak ją wprowadzić, żeby budżet udźwignął nowy ciężar. Z głosów płynących z rządu wynika, że proces będzie stopniowy i rozłożony w czasie. Gdyby jednak kwota wolna urosła w 2017 r. tylko do 5 tys. zł, a nie — jak obiecywało przed wyborami PiS — do 8 tys. zł, to z sektora finansów ubyłoby ok. 8 mld zł. Wpływy budżetowe o ok. 200 mln zł uszczuplą zapowiedzianą już obniżkę do 15 proc. CIT dla małych i średnich firm oraz bezpłatne leki dla osób powyżej 75. roku życia, które będą kosztowały ok. 500 mln zł rocznie. Ostatnio niepokój o nasze finanse wyraziła Komisja Europejska. Według prognoz brukselskich analityków, w przyszłym roku możemy się spodziewać wzrostu deficytu do 3,4 proc. PKB. Gdyby tak się stało, znów odżyłaby dyskusja, czy nie wrócimy do procedury nadmiernego deficytu. Komisja w swoich prognozach nie uwzględniła kwoty wolnej czy obniżenia wieku emerytalnego, założyła natomiast, że spadną stawki podatku VAT, co uszczupli dochody o 7-8 mld zł. Z naszych informacji wynika jednak, że raczej do tego nie dojdzie, bo budżetu nie stać na taki ruch. Źródło, z którego minister chce czerpać na pokrycie rządowych planów, to poprawa ściągalności podatków. Owoce wysiłku fiskusa resort finansów ocenia na co najmniej 15 mld zł wpływów w 2017 r. i tym argumentem zamierza przekonać Brukselę, że mimo presji wydatkowej pojawią się pozytywne dane po stronie dochodowej.

 

OKIEM EKSPERTA
Deficyt może wystrzelić w następnym roku

GRZEGORZ MALISZEWSKI, główny ekonomista Banku Millennium

Ten rok, głównie dzięki jednorazowym wpływom do budżetu, sektor finansów publicznych powinien zamknąć deficytem nie wyższym niż 2,8 proc. Rok 2017 wygląda już dużo bardziej ryzykownie — nie tylko ze względu na brak dodatkowych dochodów, ale przede wszystkim dlatego, że finanse poniosą pełny koszt programu „500+”. Należałoby też uwzględnić wzrost kwoty wolnej i presję na kolejne wydatki. To zaś powoduje, że deficyt budżetu może się zbliżyć do 70 mld zł, a sektora finansów publicznych — nawet przekroczyć 3,4 proc. prognozowane przez Komisję Europejską. Jest bardzo niepewne, jakie efekty przyniesie poprawa poboru podatków, prawie pewne jest natomiast, że nie stanie się to szybko.

OKIEM EKSPERTA
Deficyt może wystrzelić w następnym roku

GRZEGORZ MALISZEWSKI, główny ekonomista Banku Millennium

Ten rok, głównie dzięki jednorazowym wpływom do budżetu, sektor finansów publicznych powinien zamknąć deficytem nie wyższym niż 2,8 proc. Rok 2017 wygląda już dużo bardziej ryzykownie — nie tylko ze względu na brak dodatkowych dochodów, ale przede wszystkim dlatego, że finanse poniosą pełny koszt programu „500+”. Należałoby też uwzględnić wzrost kwoty wolnej i presję na kolejne wydatki. To zaś powoduje, że deficyt budżetu może się zbliżyć do 70 mld zł, a sektora finansów publicznych — nawet przekroczyć 3,4 proc. prognozowane przez Komisję Europejską. Jest bardzo niepewne, jakie efekty przyniesie poprawa poboru podatków, prawie pewne jest natomiast, że nie stanie się to szybko.

Niepotrzebna nowela budżetu

Resort finansów nie pokazał jeszcze szczegółów wykonania budżetu za 2015 r., ale jedynie podzielił się wstępnymi szacunkami. Wnioski? Jest lepiej, niż się spodziewał nowy rząd — okazuje się, że nowela budżetu nie była potrzebna. Dziura w kasie państwa nie przekroczyła 44 mld zł, wobec wcześniej zakładanych 46 mld zł i prawie 50 mld zł po nowelizacji. To przede wszystkim zasługa niezrealizowania dużej części wydatków i lekkiej poprawy dochodów pod koniec roku. Niezłe dane, w ocenie ministerstwa, pozwalają zakładać, że także deficyt całego sektora finansów udało się utrzymać poniżej 3 proc. PKB — zwłaszcza że po 11 miesiącach ubiegłego roku samorządy też miały wypracowaną solidną nadwyżkę (11,7 mld zł) i chociaż najwięcej wydatków ponoszą na koniec roku, to jest szansa, że zamknęły go z górką.

Niepotrzebna nowela budżetu

Resort finansów nie pokazał jeszcze szczegółów wykonania budżetu za 2015 r., ale jedynie podzielił się wstępnymi szacunkami. Wnioski? Jest lepiej, niż się spodziewał nowy rząd — okazuje się, że nowela budżetu nie była potrzebna. Dziura w kasie państwa nie przekroczyła 44 mld zł, wobec wcześniej zakładanych 46 mld zł i prawie 50 mld zł po nowelizacji. To przede wszystkim zasługa niezrealizowania dużej części wydatków i lekkiej poprawy dochodów pod koniec roku. Niezłe dane, w ocenie ministerstwa, pozwalają zakładać, że także deficyt całego sektora finansów udało się utrzymać poniżej 3 proc. PKB — zwłaszcza że po 11 miesiącach ubiegłego roku samorządy też miały wypracowaną solidną nadwyżkę (11,7 mld zł) i chociaż najwięcej wydatków ponoszą na koniec roku, to jest szansa, że zamknęły go z górką.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Ministerialna kolejka do kasy