Ministerialne spory o autostrady

Adam Sofuł
23-01-2007, 00:00

Spory wewnątrz rządu są rzeczą naturalną. Ministrowie mają swoje zadania, swoje ambicje, a pieniędzy, jakkolwiek liczyć, zawsze jest za mało, by wszyscy wychodzili z posiedzenia Rady Ministrów zadowoleni. W tym kontekście negocjacje między resortami finansów i transportu na temat sposobu wydawania pieniędzy na drogi nie są niczym nadzwyczajnym.

Obie strony mają poważne argumenty. Trudno mieć pretensje do ministra Jerzego Polaczka, że chce większej elastyczności w wydawaniu pieniędzy, bo na razie wyśnione autostrady grzęzną w biurokratycznych procedurach. Nie można też jednak krytykować minister Zyty Gilowskiej, że chce pilnować publicznego grosza, bo często bywało, że szastano nim nader rozrzutnie. Jeżeli jednak chcemy mieć cień nadziei na drogi, trzeba tę dyskusję jak najszybciej zakończyć decyzją. Jaką? Tu chyba jest pole do popisu dla premiera, który powinien być w tym sporze arbitrem.

Tu jednak dochodzimy do dwóch podstawowych problemów, z jakimi borykają się w ostatnich kilkunastu latach kolejne rządy, a obecny nie jest wyjątkiem. Pierwszy problem to puste szuflady. Wszystkie partie, będąc w opozycji, narzekają — w tym przypadku na budowę autostrad. Można by mieć nadzieję, że przyglądają się stosowanym w innych krajach rozwiązaniom, rozmawiają z ekspertami o niezbędnych zmianach przepisów. A gdy obejmą władzę, prezentują zwarty i przemyślany pakiet rozwiązań. Porzućmy marzenia — jedyne, co robi opozycja po dojściu do władzy, to usiłuje przekuć hasła wyborcze na język ustaw. Z widocznym (a w przypadku autostrad może raczej niewidocznym) skutkiem.

Drugi problem to triumf polityki. W sporze między ministrem Polaczkiem a minister Gilowską stawiamy —nie rozsądzając, kto ma rację — na zwycięstwo ministra finansów. Bo dla Jarosława Kaczyńskiego minister Zyta Gilowska jest wizytówką rządu (i to nie tylko z tej racji, że jest także wicepremierem), a Jerzy Polaczek jest tylko jednym z wielu ministrów. Ponadto, o ile Zyta Gilowska może się pochwalić (inna sprawa czy zasłużenie) nadspodziewanie małym deficytem budżetowym, to minister Polaczek nie błyśnie setkami kilometrów autostrad. Zresztą Zyta Gilowska już nieraz udowodniła swoją mocną pozycję — m.in. wtedy, kiedy resort finansów musiał opuścić Cezary Mech, który był wszak jednym z głównych kandydatów na szefa tego resortu.

Najsmutniejsze jest to, że niezależnie od tego, który minister zwycięży, budowa autostrad nie ruszy z kopyta. Może tylko zwłoka będzie o kilka miesięcy krótsza. Tak naprawdę pieniądze nie są bowiem jedynym ani nawet nie najważniejszym problemem polskiego drogownictwa. Ta branża ma ich setki tysięcy — rozrzuconych po setkach ustaw przepisów, które sprawiają, że przygotowanie do budowy trwa co najmniej dwukrotnie dłużej niż sama inwestycja. Nawet jeśli ministrowie dojdą do korzystnego dla kierowców kompromisu, to i tak będzie to rozwiązany tylko jeden problem. Tysiące innych pozostaną.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Ministerialne spory o autostrady