Ministerstwa muszą zacisnąć pasa

Mira Wszelaka
opublikowano: 2002-01-07 00:00

Polska powinna jak najszybciej wejść do Unii, by móc korzystać z funduszy strukturalnych, nawet w niepełnym wymiarze. Tymczasem termin uruchomienia przedakcesyjnego programu SAPARD znów staje pod znakiem zapytania.

Stan finansów publicznych państwa nie wpłynie na opóźnienie procesu wejścia Polski do UE — uważa Andrzej Raczko, wiceminister finansów odpowiedzialny za negocjacje z UE.

— Tylko szybkie wejście do UE pozwoli uruchomić znaczne środki w ramach funduszy strukturalnych oraz dopłat bezpośrednich dla rolników. Polska właśnie ze względu na sytuację finansów oraz gospodarki nie może sobie pozwolić na jakiekolwiek opóźnienia w ich napływie — mówi Andrzej Raczko.

Najważniejszą sprawą będzie przy tym nie tylko dostęp do środków z UE, oferowanych nam w niepełnym wymiarze, ale przede wszystkim całkowite ich wykorzystanie. A nie będzie to łatwe, gdyż pomoc z Brukseli będzie wymagać dofinansowania ze strony budżetu państwa oraz samorządów, a także umiejętności w wypełnianiu skomplikowanych procedur.

Polska już korzysta z pokaźnych środków pomocowych Unii. Limity środków, które są przewidziane w budżecie Unii, to: 400 mln EUR rocznie w ramach PHARE, 350 mln EUR rocznie z ISPA oraz około 170 mln EUR w ramach programu SAPARD. Ponieważ do tej pory program ten nie ruszył, jest możliwość, że roczne porcje z lat 2000 i 2001 będą częściowo dokładane do alokacji na lata 2002 i 2003. Te pieniądze pomagają polskiemu budżetowi w finansowaniu części zadań inwestycyjnych. Polska współfinansuje te zadania w 25 proc.

— Korzystanie z tej pomocy jest niezwykle istotne, choćby ze względu na trudności finansów publicznych. Konstrukcja budżetu na 2002 r. zakłada, że wydatki państwa będą rosły w tempie inflacji. Oznacza to, że budżet musi oszczędzać na wydatkach, które nie przynoszą efektów inwestycyjnych, a wspierać te, które to gwarantują. Dlatego rola środków pomocowych, a później strukturalnych będzie kluczowa — podkreśla wiceminister Raczko.

Poszczególne resorty muszą więc zaciskać pasa, by wygospodarować środki potrzebne tak na dofinansowanie unijnej pomocy, jak i wszystkie działania związane z procesem integracji z UE.

— W sytuacji awaryjnej przewidziano środki w ramach tzw. rezerwy celowej, ale poszczególne ministerstwa raczej nie powinny na nie liczyć — mówi Andrzej Raczko

W 2001 r. rezerwa celowa została zablokowana już w pierwszej połowie roku i nie można było z niej skorzystać, kiedy była najbardziej potrzebna.

Pieniądze na współfinansowanie pomocy zagranicznej muszą się znaleźć w poszczególnych resortach.

— Budżet centralny nie powinien być bezpośrednim instrumentem popytowej stymulacji wzrostu gospodarczego. Budżet powinien stwarzać warunki do pobudzania gospodarki – podkreśla Andrzej Raczko.

Dlatego resort finansów przeprowadzi audyt w budżecie, wyszczególniając w nim środki pro- wzrostowe.

Minister zauważa, że realny dystans, jaki dzieli Polskę od Unii cały czas ulega zmniejszeniu.

— Poza PKB, który w Polsce jest dość niski w relacji do krajów UE, ważniejsze jest to, czy nasze tempo wzrostu gospodarczego będzie się utrzymywać powyżej średniego wzrostu w krajach „piętnastki”. Jeżeli tak się stanie, to dystans do UE będzie ulegał zmniejszeniu. Trzeba jednak zmienić strukturę gospodarki, m.in. rozwiązać problem rolnictwa — mówi.

W tym przypadku dużą pomocą mógłby się okazać program SAPARD, którego celem jest wielofunkcyjny rozwój obszarów wiejskich a także pomoc w modernizacji polskiego rolnictwa. Tymczasem Bruksela zgłosiła kilka zastrzeżeń co do mechanizmu jego obsługi.

— Jeżeli nie zdołamy ich rozwiązać w ciągu najbliższego czasu, to program nie ruszy w zakładanym terminie, czyli w połowie roku — mówi Andrzej Raczko.

Jest jeszcze szansa, aby termin nie został przesunięty. Najpierw jednak Polska musi przesłać do Brukseli uzupełnioną dokumentację. Zastrzeżenia Brukseli są istotne i dotyczą np. systemu informatycznego ARiMR, odpowiedzialnej za przepływ środkó, czy np. procedur, które dla UE nie są do końca jasne.