Ministerstwo dziwnych kroków

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2003-08-11 00:00

A mój dziadek wczoraj w lesie widział Lenina — chwali się małoletni Jasio, uczeń pierwszej klasy szkoły elementarnej. Ej, Jasiu, co ty mówisz, to niemożliwe — oponuje wychowawczyni. No naprawdę widział — upiera się Jaś. Jasiu, to niemożliwe. Może twój dziadek widział jelenia? — docieka pani. A, może i jelenia — łaskawie zgadza się Jaś. Dzisiaj tak „dowcipowo”, bo to środek lata, ogórki, i okoliczności, poniekąd, to uzasadniają.

Oto, w czwartkowej „Gazecie Wyborczej” przeczytaliśmy wywiad z wicepremierem Jerzym Hausnerem, z którego wynikało, że rząd wycofuje się z kolejnego pomysłu na drodze do zbożnego celu zreformowania naszego systemu podatkowego i finansów publicznych w ogólności. Tym razem z pomysłu objęcia producentów rolnych 9-proc. podatkiem dochodowym i włączenia dużych producentów rolnych do normalnego opodatkowania CIT-em. Ponieważ w „PB” bezgranicznie ufamy kolegom z „Gazety Wyborczej”, przeto, piórem red. Krzyżanowskiego, pryncypialnie daliśmy wyraz swojemu rozczarowaniu i oburzeniu, że rząd robi kolejny krok wstecz.

Jakie było nasze zdziwienie, kiedy następnego dnia okazało się, że to jednak nie Lenin, a jeleń. Bo w piątkowej Gazecie przeczytaliśmy sprostowanie ministra gospodarki, podpisane przez Tomasza Jeziorańskiego, doradcę ministra ds. komunikacji społecznej, że rząd się z tych propozycji nie wycofuje, a szczegóły opracowuje Ministerstwo Finansów. Jak zrozumieliśmy, błąd powstał w toku autoryzowania wywiadu w ministerstwie i kolegów z „GW” nie obciąża.

I teraz są dwie możliwości. Albo, w myśl zasady, że jak partia mówi, że da — to mówi, a jak mówi, że zabierze — to zabierze, urzędnicy, wyjątkowo niefortunnie, pomylili się i rząd z objęcia opodatkowaniem rolników i dużych producentów rolnych się nie wycofuje. W końcu to, niezależnie od kłopotów ze ściąganiem takiego podatku, dodatkowe wpływy, a te się przecież przydadzą. Albo, przez przejęzyczenie, a raczej przekreślenie (w końcu nie takie wyrazy w tym rządzie giną) urzędnicy — niezależnie od intencji premiera — napisali prawdę: rząd się z tych propozycji, dla świętego spokoju, wycofał. Ale, ponieważ ten podatek i tak miał obowiązywać dopiero od 2005 roku, po co o tym od razu tak głośno mówić.

Wszak okazji do wycofania jeszcze będzie sporo, a może nawet na takim wycofaniu da się „coś ugrać”.