Ministerstwo Finansów broni interesów aparatu fiskalnego

Jacek Zalewski
opublikowano: 2003-06-11 00:00

Zaproponowany przez Radę Przedsiębiorczości liniowy PIT ze stawką 18 proc. i wynoszącą 4 tys. złotych kwotą wolną od podatku stałby się czynnikiem usprawnienia finansów publicznych oraz wyraźnego ożywienia popytu. Opiera się on na innej filozofii niż program ministra Kołodki i dlatego został przez resort oceniony krytycznie.

Głównym zarzutem jest niezachowanie neutralności wobec dochodów państwa. Przy stawce podatku 18 proc. byłyby one pozornie mniejsze o 3 mld zł, ale kwotę tę zdecydowanie przewyższa kwota obecnych ulg, szacowana na 6 mld zł z tytułu odliczeń od podatku i ponad 1 mld z tytułu zmniejszenia podstawy opodatkowania. Likwidacja wszystkich ulg musiałaby oczywiście uwzględniać prawa nabyte, zwłaszcza do ulgi budowlanej. Ministerstwo Finansów pomija w swojej argumentacji problem kwoty wolnej od podatku. Przecież proponujemy liczenie 18 proc. od podstawy pomniejszonej o znaczną kwotę wolną, na czym w największym stopniu skorzystaliby zarabiający najmniej. Ci uposażeni najniżej zapłaciliby dosłownie 1-2 procent podatku. A zatem propozycja Rady Przedsiębiorczości spełnia dwa warunki postawione w poniedziałek przez premiera Leszka Millera. Trzeci warunek, dotyczący polityki monetarnej, jest formą nacisku na NBP.

Prosty i skuteczny podatek liniowy tak naprawdę uderza w... urzędników aparatu skarbowego. W MF niepotrzebne stałyby się ze dwa departamenty, produkujące stosy przepisów i ich interpretacji, albowiem cała regulacja podatkowa zmieściłaby się na jednej stronie.

Zdzisław Jagodziński ekspert podatkowy Izby Przemysłowo-Handlowej Inwestorów Zagranicznych