Młoda kadra lepiej rozumie potrzebę jakości

Wojciech Surmacz
opublikowano: 2001-02-22 00:00

Młoda kadra lepiej rozumie potrzebę jakości

Niska cena wdrożenia systemu zarządzania może być złudna

Na cenę wdrożenia w firmie systemu zarządzania jakością ma wpływ przede wszystkim jej zarząd. Jeżeli zignoruje ten proces i całość powierzy pełnomocnikowi ds. jakości, to musi się liczyć z tym, że nie będzie to tania usługa.

Kiedy wdrożyć system zarządzania jakością? Czy kiedy firma się rozrasta? Czy jak upada? A może w trakcie stablilizacji?

Każdy specjalista ds. jakości odpowiada: już!

Zdaniem Piotra Gockiego, prezesa firmy konsultingowej TWOLSCH Group, firma, która zaczyna myśleć o certyfikacie, powinna zadać cztery pytania: Po co wdrażamy system zarządzania jakością? Ile nas to będzie kosztowało? Jak go wdrożyć? Ile nas będzie kosztowała rezygnacja z certyfikatu?

— Jeżeli na te pytania zarząd danej spółki potrafi sobie odpowiedzieć, jest to połowa sukcesu związana z wdrożeniem systemu zarządzania jakością — dodaje Piotr Gocki.

Wygrać certyfikat

Ryszard Jaskólski, prezes zarządu RBG Polska, twierdzi, że całość kosztów wdrożenia osadza się w podejściu firmy do systemu. Jeżeli do tego procesu jest desygnowana tylko jedna osoba, tzw. pełnomocnik ds. jakości, wtedy koszty są bardzo wysokie.

— Tacy ludzie nie czują biznesu. Facet od jakości będzie uzasadniał każde wydanie pieniędzy, żeby tylko wygrać certyfikat. Ja zawsze rezygnuję z tego typu firm — irytuje się prezes RBG.

Uzasadnia, że dużo mniejsze nakłady finansowe są wtedy, gdy weźmie się za to zarząd. Jego członkowie pytają bowiem konslutanta: komu i jakie szkolenia są potrzebne?

— Nie mydlmy sobie oczu tym, że wszyscy w firmie muszą zmienić mentalność. Pracownikom należy przede wszystkim wyeksponować przyszłe korzyści wynikające z posiadania np. ISO. A to jest zwykle za trudne dla jakościowych guru. Dla nich certyfikacja jest celem samym w sobie. Ja bym ich wszystkich jeszcze przed wdrożeniem posłał na praktyki do firm, mających ISO już 5-6 lat. Tam zobaczyliby, co dzieje się z systemem po jego wdrożeniu — poucza Ryszard Jaskólski.

Plastyczna młodość

W branży jakościowej panuje przekonanie, że za niewielkie pieniądze można wdrożyć system firmie młodej, istniejącej od kilku lat.

— W firmach młodych pracują zazwyczaj ludzie młodzi, którzy łatwiej się uczą nowych zasad. Wystarczy spojrzeć na wielkie koncerny zachodnie w Polsce. Zatrudniają głównie młodych, bo są oni bardziej plastyczni, podatni na wpływ nowoczesnych metod zarządzania — twierdzi Piotr Gocki.

Jak relacjonuje prezes RBG, gdy wchodzi do firmy starej i skostniałej, to oprócz tego że wdrożenie jest dużo droższe, to w 9 na 10 przypadków uzyskanie certyfikatu jest sztuką dla sztuki.

Bardzo duży wpływ na koszty wdrożenia systemu zarządzania jakością mają konsultanci. To przecież oni w dużej mierze decydują o jego kształcie i zawartości dokumentacji systemowej. Za to biorą konkretne pieniądze.

— Zwykle są to byli pełnomocnicy ds. jakości z polskich firm, w których systemy funkcjonują już co najmniej po kilka lat. Odeszli z nich, szukając własnej tożsamości. Usługi tych pojedynczych graczy nie są drogie. Ale w tym przypadku sprawdza się zasada: psie pieniądze — psi wynik. Wdrożenie systemu przy ich asyście ma zawsze taki sam efekt — mierny — zapewnia Ryszard Jaskólski.

Wojciech Surmacz

[email protected] tel. 611 62 38