Do 21 czerwca regionalne oddziały Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) przyjmują wnioski o przyznanie pomocy młodym rolnikom. W tym naborze do rozdzielenia mają 800 mln zł, jednak nie więcej niż 100 tys. zł na osobę. Do wzmożonego napływu klientów mogą już przygotowywać się właściciele hektarów rolnych, ale też producenci ciągników i innych maszyn rolniczych oraz branża budowlana.

Stawiają na rozwój
Młody rolnik ma nie więcej niż 40 lat i prowadzi gospodarstwo rolne nie dłużej niż 15 miesięcy bądź dopiero planuje je przejąć. Jednorazowo może otrzymać na start 100 tys. zł. Firma badawcza Martin & Jacob zapytała 1000 rolników, spełniających te kryteria i zamierzających skorzystać z programu, na co wydadzą pieniądze. Ponad 90 proc. z nich posiada już co najmniej 11 ha ziemi, a 8 proc. nie więcej niż 5 ha, więc żeby spełnić kryteria programu, będą musieli ziemię dokupić lub wydzierżawić (średnio trzeba posiadać co najmniej 10,5 ha). Bez względu na dotychczasowy areał zgodnie jednak deklarują, że to na ziemię chcą przeznaczać pieniądze, również unijne. Ponad 80 proc. badanych chce dokupić kolejne hektary.
— Pokazuje to, że jest grupa młodych rolników, którzy nie myślą o ucieczce ze wsi, ale chcą tam inwestować i się rozwijać się — mówi Aneta Uss-Lik z Martin & Jacob.
Jedna piąta młodych rolników sfinansuje nowe ziemie z pieniędzy z UE, 38 proc. mówi o przejęciu jej po rodzicach, 11 proc. chce wziąć kredyt bankowy, 9 proc. deklaruje zapłatę gotówką, a 3 proc. z pieniędzy pożyczonych od znajomych. Gdyby młodzi rolnicy całą obecną unijną transzę wydali tylko na ziemię, przybyłoby im ok. 26 tys. ha (według ostatniej średniej ceny gruntów rolnych podanej przez GUS). Kwota ta jednak w sporej części trafi też to producentów maszyn rolniczych (patrz wykres).
— Wydawałoby się, że po takim dopływie unijnych pieniędzy będziemy kupować mniej aktywów trwałych, takich jak maszyny, a większym powodzeniem powinny cieszyć się bardziej „miękkie” inwestycje, jak szkolenia, oprogramowanie itd. Jednak najwyraźniej wciąż jeszcze potrzebujemy sprzętu. Co ciekawe, takie właśnie zakupy zadeklarowali i ci najmniejsi (pod względem areału), i ci najwięksi. Ci drudzy najpewniej będą kupować więc raczej maszyny uzupełniające (jak np. ciągniki pomocnicze), a nie główne — komentuje Aneta Uss-Lik z Martin & Jacob.
Ciągniki do wymiany
Producenci już zacierają ręce, zwłaszcza że poprzedni rok nie był dla nich łaskawy. Sprzedaż nowych ciągników (mierzona liczbą rejestracji) spadła w 2013 r. o ponad 22 proc., do 14968 sztuk. Branża zgodnie tłumaczyła spadek wyczerpaniem funduszy unijnych. Powolne wyhamowanie zniżkowej tendencji widoczne było pod koniec I kwartału tego roku — w marcu rynek kurczył się o 4 proc., podobnie w kwietniu (w porównaniu z odpowiednimi miesiącami 2013 r.), jak podaje Martin&Jacob.— Średni wiek ciągnika to u nas nadal ponad 20 lat przy średniej w UE około 8 lat, wciąż mamy więc sporo do nadrobienia. Zwłaszcza młodzi rolnicy znają się na nowym sprzęcie i nowych technologiach i wiedzą, że mogą dzięki nim uzyskać lepszą wydajność uprawy. Inwestycja w najnowszy sprzęt im się więc po prostu opłaca — mówi Karol Zarajczyk, prezes Ursusa. Do 23 tys. młodych rolników trafiło w poprzednich naborach 1,6 mld zł. Jak podaje ARiMR, m.in. dzięki takiemu wsparciu, to Polska ma największy odsetek młodych gospodarzy w UE — stanowią w państwach Wspólnoty 7 proc. ogółu rolników, a u nas 13 proc.
OKIEM INWESTORA
Grunt to pieniądze
PIOTR SAWALA
wiceprezes W Investments, funduszu inwestującego m.in. w ziemię rolną
Deklaracje młodych rolników, dotyczące zakupu ziemi, dodatkowo pokazują słuszność inwestycji w nią. Ceny od początku roku urosły o około 10 proc., a wciąż pozostają znacząco niższe niż chociażby w Niemczech — u nas to 30 tys. zł wobec około 50 tys. zł tam. Nie ma powodu, by u nas było taniej — to taka sama ziemia, ten sam klimat, ta sama wegetacja. Patrząc na dotychczasowe tempo wzrostu cen, należy się spodziewać, że w ciągu 4-5 kwartałów nasze ceny zrównają się z zachodnimi. Dodatkowo wzrost ten stymuluje sam system dopłat do hektarów — z nowego budżetu unijnego polski rząd ma do wydania 13,5 mld EUR tylko na nie. Poprzedni system dopłat preferował rolnictwo ekstensywne — opłacało się koszenie łąki na najsłabszych glebach. Dlatego to one najmocniej drożały. W przyjętych w połowie kwietnia rozwiązaniach lepszym wsparciem cieszy się rolnictwo intensywne — sprzedają się więc teraz ziemie dobre. Co więcej, uprawa ziemi to bezpieczny biznes — jeśli plony się udają, rolnik zarabia na sprzedaży tego, co zbierze. Jeśli plony straci, to korzysta z różnych form wsparcia z tytułu klęski. Zakup ziemi to dla rolnika lepsza inwestycja niż zakup sprzętu — ten opłaca się przy min. 400-500 ha, bo wtedy jest w pełni wykorzystany. Atrakcyjna dla rolnika inwestycja to natomiast we wszelkiego rodzaju maszyny/obiekty do przechowywania surowców, żeby nie musieli ich sprzedawać w cenowej górce.