Młodzi mają chęć

Marta Bellon
opublikowano: 2012-01-03 00:00

Start w biznesie ułatwiają unijne dotacje i prywatny kapitał. Młodzi przedsiębiorcy narzekają jednak na nadmierną biurokrację

Młodzi ludzie mają teraz zdecydowanie większą szansę na zrealizowanie marzeń o rozpoczęciu działalności gospodarczej. Mogą liczyć na wsparcie licznych instytucji otoczenia biznesu i korzystać z przywilejów debiutującej firmy — niższego czynszu czy bezpłatnych porad prawnych i podatkowych. Do młodych przedsiębiorców przekonują się też prywatni inwestorzy, którzy zauważają potencjał ich pomysłów i wierzą, że przekują go w zyski.

— Ludzie młodzi coraz chętniej zakładają start-upy. Moim zdaniem możemy mówić o początku rewolucji przedsiębiorczości w Polsce. Coraz szybciej rozwijają się instytucje wspierające start-upy, m.in. fundusze seed i venture, inkubatory przedsiębiorczości, co bardzo pomaga w tworzeniu mody na przedsiębiorczość — mówi Dariusz Żuk, prezes fundacji Polska Przedsiębiorcza. Ale założenie własnej firmy, a zwłaszcza utrzymanie się na rynku, to nadal wyzwanie, któremu niewielu jest w stanie podołać. Udaje się to 15-25 proc. przedsiębiorców.

Trzeba się spieszyć

Młodzi ludzie, chcący stworzyć od podstaw własny biznes, nadal bardzo często w poszukiwaniu kapitału w pierwszej kolejności zaglądają do własnych kieszeni, pukają do rodziny i znajomych. Zadebiutować w biznesie coraz częściej pomagają jednak unijne dotacje.

— Mamy teraz w Polsce dość wyjątkową sytuację na rynku kapitału wysokiego ryzyka. Nigdy wcześniej ani prawdopodobnie przez następne kilkanaście lat nie będzie w naszym kraju tak dużo stosunkowo łatwo dostępnego kapitału na rozwój młodych, ryzykownych przedsięwzięć, ile jest teraz — mówi Kamil Bargiel z firmy SentiOne, zajmującej się monitorowaniem opinii internautów na temat firm, marek, produktów oraz usług w sieci, a także ochroną wizerunku firm w internecie.

Jego zdaniem, uzyskanie kapitału do 200 tysięcy EUR jest w zasięgu każdego, kto potrafi udowodnić, że ma dobry pomysł na biznes i odpowiednie kwalifikacje.

— Dzieje się tak za sprawą funduszy unijnych, które zasilają fundusze venture oraz seed capital. Jednak te fundusze skończą się za dwa lata i wtedy spodziewam się znacznego spadku dynamiki inwestowania w młode, innowacyjne projekty. Dlatego wszystkim młodym ludziom, którzy myślą o zyskaniu dofinansowania na własny start-up, radzę się pospieszyć — mówi Kamil Bargiel.

Pod opieką

Kasa kasą, ale w okresie rozkręcania działalności gospodarczej przydaje się też ktoś, kto przeprowadzi debiutanta przez labirynt biurokracji i zawiłości prawnych. Mogą na to liczyć podopieczni Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości czy lokatorzy inkubatorów technologicznych.

— Jesteśmy jedną z firm inkubowanych w Krakowskim Parku Technologicznym, który wspiera innowacyjne przedsiębiorstwa, oferując szeroką gamę świadczeń — od tańszej przestrzeni biurowej po usługi doradcze, szkolenia z zakresu księgowości, prawa czy marketingu. Mieliśmy też okazję współpracować z innymi instytucjami przy okazji różnych projektów. Zawsze spotykaliśmy się z pozytywnym przyjęciem oraz informacją zwrotną ze strony samej instytucji— mówi Marek Wierzbicki, współzałożyciel firmy Berrylife, projektującej i wprowadzającej interaktywne rozwiązania na potrzeby wydarzeń i stałych ekspozycji.

Jednak nikt żadnego przedsiębiorcy nie zwolni z codziennych obowiązków związanych z prowadzeniem firmy. A jak sami przyznają — znaczna część z nich to bariery, które niejednego marzyciela sprowadzają na ziemię. Młode firmy najczęściej narzekają na nadmierną biurokrację, procedury prawne, administracyjne i podatkowe oraz opieszałość urzędów w wydawaniu decyzji.

— W Polsce zajmują one tygodnie, a czasem nawet miesiące i zabierają cenny czas, który można by w tym czasie spożytkować na budowanie produktu i jego sprzedaż. Czasem razem z naszymi wspólnikami łapiemy się za głowy, uświadamiając sobie, że jedną piątą naszego czasu spędzamy na czynnościach administracyjnych — mówi Kamil Bargiel.

Daleko od ideału

Przedsiębiorcy mają również wiele uwag do sposobu działalności funduszy inwestycyjnych. — Podejście instytucji finansujących, mam tutaj na myśli w szczególności fundusze wysokiego ryzyka, do młodych przedsiębiorców, którzy szukają kapitału, jest niestety dalekie od ideału. W dalszym ciągu inwestorzy wymagają podpisania niekorzystnych umów, które w praktyce dają im pełną władzę w nowo tworzonej spółce. Poza tym cały czas stosunek ilości udziałów, które zabierają polskie fundusze w odniesieniu do wielkości zainwestowanego kapitału, jest znacząco mniej korzystny dla przedsiębiorcy, niż ma to miejsce w przypadku funduszy z zagranicy — uważa Kamil Bargiel.

Dodaje, że inwestorzy są negatywnie nastawieni do nowych projektów, bojąc się związanego z nimi ryzyka.

— Wymagają oni od przedsiębiorców przedstawienia dokładnych biznesplanów, zawierających szczegółowo rozpisane przychody i koszty na najbliższe kilka lat, a także niechętnie inwestują w projekty, które nie mają swojego odpowiednika w Stanach Zjednoczonych. A przecież koncepcja start- -upu, jego model biznesowy, to żywy organizm, który cały czas się zmienia, a często przechodzi zmiany radykalne, w związku z czym niemożliwe jest dokładne określenie takich zmiennych jak poziom przychodów, czy kosztów kilka lat w przód. Takie usztywnianie powoduje, że spora liczba projektów, które dostają dofinansowanie w Polsce, przegrywa na rynku przez brak elastyczności, która jest najmocniejszą bronią młodych firm w walce rynkowej z dużymi graczami obecnymi na rynku. Wszystko to powoduje, że w Polsce nie powstanie prędko start-up na miarę Facebooka lub Google’a. Po prostu nie ma u nas systemu wspierającego podejmowanie większego ryzyka — podkreśla Kamil Bargiel.

W polskiego Google’a mocno wierzy natomiast Dariusz Żuk. Według niego, projekty na miarę najpopularniejszej wyszukiwarki świata czy komunikatora Skype mogą powstać już w ciągu kilku najbliższych lat.

— To, czego jeszcze potrzebujemy, to myślenia globalnego i wychodzenia ze swoimi projektami na rynki europejskie, ale również szukania kolejnych rund inwestycji w swoje projekty i dopracowania modelów biznesowych, m.in. w Stanach Zjednoczonych, Dolinie Krzemowej. Potrzebujemy w kraju również szybszego budowania systemu wspierania przedsiębiorczości związanego ze wspieraniem instytucji inwestujących w start-upy oraz wprowadzania skutecznych systemów kredytowych dla startujących firm. Nie odczuwam większych problemów związanych z barierami związanymi z podatkami, przepisami czy też innymi często powtarzanymi barierami. Jedyne, co bym zmienił, to system prawa gospodarczego, dochodzenie swoich należności prawie trzy lata to jednak za długi termin i może zniszczyć praktycznie każdy startujący biznes — podkreśla prezes Żuk.

4,5 tys. Tylu młodych przedsiębiorców wychowały do tej pory Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości, zarządzane przez fundację Polska Przedsiębiorcza…

1,4 tys. …a tyle firm korzysta aktualnie ze wsparcia tych inkubatorów.