Mnóstwo pytań, mało konkretów

Katarzyna Jaźwińska
opublikowano: 2004-10-14 00:00

Posłowie komisji infrastruktury nie wiedzą, czy 5,6 mln EUR za km drogi to drogo czy tanio. Ale są dociekliwi.

Wczoraj posłowie sejmowej Komisji Infrastruktury mieli analizować projekt finansowania autostrady A-1 Gdańsk-Nowe Marzy (koło Grudziądza). Resort infrastruktury i Gdańsk Transport Company (GTC — koncesjonariusz trasy) podpisali umowę 31 sierpnia. O sprawie zrobiło się głośno, gdy do GTC weszła spółka NDI, której jednym z dyrektorów był Andrzej Różański, pomorski baron SLD.

Ryszard Kurylczyk, wiceminister infrastruktury, przypomniał wczoraj, że z GTC ustalono cenę 5,6 mln EUR/km. Jego zdaniem, to niezły wynik, bo kilka lat temu stawka miała być jeszcze wyższa.

— W poprzedniej wersji umowy podpisanej 14 sierpnia 2002 r. wartość projektu sięgała 585 mln EUR, czyli 6,5 mln EUR/km — mówi wiceminister.

Posłowie zgodnie stwierdzili, że trudno ocenić, czy cena jest niska czy wysoka. Nie ona okazała się zresztą najważniejsza. Posłów bardziej interesuje, jakie koszty poniosą podatnicy i kierowcy, kiedy trasa powstanie. Na nowej drodze natężenie ruchu ma być zbyt niskie, by inwestycja była rentowna. Państwo wzięło więc na siebie ryzyko z tym związane i będzie płacić GTC za utrzymanie magistrali.

— Opłaty będzie ustalał resort infrastruktury. Koncesjonariusz pobierze je i przekaże państwu, które z kolei będzie płacić mu za dostępność autostrady — mówi Bernard Pisarski, dyrektor GTC.

Ile? Trudno spekulować, bo nikt nie podaje symulacji wpływów z opłat. Trudno oszacować, ile trzeba dopłacić. Z pewnością niemało. Czemu więc państwo samo nie zbuduje trasy? Ryszard Kurylczyk uważa, że nie ma środków. Posłowie podkreślają jednak, że do końca roku w Krajowym Funduszu Drogowym uzbiera się 1,2 mld zł.