Mo-Bruk, giełdowa spółka specjalizująca się w przetwarzaniu odpadów, zbiera 50 mln zł na spłatę zapadających w sierpniu trzyletnich obligacji. Obligatariusze mają zrolować na dwa lata 20 mln zł, a brakujące 30 mln zł wyłożą banki.
![WALKA O ŚMIECI: Mo-Bruk poświęcił ostatnie trzy lata na zwiększenie mocy produkcyjnych. Prezes Józef Mokrzycki uważa, że to był dobry ruch, biorąc pod uwagę zwiększające się wymagania środowiskowe. Jednak warunki działania w tej branży są trudne: przeszkadza zarówno niechęć społeczna, opieszałość urzędnicza, jak i olbrzymia konkurencja szarej strefy. [FOT. WM] WALKA O ŚMIECI: Mo-Bruk poświęcił ostatnie trzy lata na zwiększenie mocy produkcyjnych. Prezes Józef Mokrzycki uważa, że to był dobry ruch, biorąc pod uwagę zwiększające się wymagania środowiskowe. Jednak warunki działania w tej branży są trudne: przeszkadza zarówno niechęć społeczna, opieszałość urzędnicza, jak i olbrzymia konkurencja szarej strefy. [FOT. WM]](http://images.pb.pl/filtered/2607ac93-43c5-4ec2-a8a4-e3c73d91919a/14988ead-ef78-571e-8e8e-fe46bd84fbd0_w_830.jpg)
— Nie musielibyśmy przedłużać spłaty tych zobowiązań, gdyby nie opieszałość urzędników. Emitowaliśmy obligacje na uruchomienie zakładu utylizacji odpadów niebezpiecznych w Piekarach Śląskich i zakładu przetwarzania mułów węglowych w Wałbrzychu. Oba powinny już przynosić dochody, ale z powodu rażącej przewlekłości procesów administracyjnych zakład w Piekarach w ogóle nie powstał. Liczymy, że zobowiązania, które teraz bierzemy na siebie, spłacimy z bieżących przychodów i zysków. Ostatnie lata poświęciliśmy na rozbudowę mocy, teraz nasze wysiłki skupimy na ich zatowarowaniu — mówi Józef Mokrzycki, prezes Mo-Bruku.
Kosztowna opieszałość
Pieniądze obligatariuszy, zamiast do Piekar Śląskich, trafiły na budowę instalacji w Zabrzu i Skarbimierzu. Historia inwestycji w Piekarach skończyła się uznaniem postępowania przez Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) za rażąco przewlekłe oraz pozwem złożonym przez Mo-Bruk przeciwko prezydentowi miasta o 25 mln zł odszkodowania za utracone zyski.
— Takich pozwów może być więcej, bo chcemy dać administracji sygnał, że przewlekanie wydawania decyzji wiąże się z odpowiedzialnością, także finansową — mówi Józef Mokrzycki.
Miasto tłumaczy opóźnienia m.in. protestami mieszkańców, naciskami Mo- -Bruku na urzędników, potrzebą dodatkowych analiz i niezgodnością biznesplanu spółki z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. W prowadzeniu biznesu Mo-Brukowi przeszkadza także szara strefa w branży odpadowej. Jej najprostszą metodą działaniajest wywóz na dzikie wysypiska. Również łatwe jest tzw. przetwarzanie kodów odpadów. Za tonę odwiezionych na składowisko niesortowanych odpadów marszałek województwa dostaje 115 zł, za tonę przesegregowanych — 75 zł. Nic nie płaci się za wysegregowane odpady mineralne, czyli ziemię, gruz i kamienie. Ponieważ system kontroli jest niewydolny, na wysypiska — według dokumentów — trafiają głównie odpady segregowane i kamienie, dzięki czemu firmy uiszczają zaniżone opłaty.
11 bezradnych służb
Rozwiązaniem byłoby zrównanie opłaty marszałkowskiej, o co branża apeluje od kilku lat.
— Szara strefa w branży śmieciowej jest jedną z największych w Polsce. Rząd woli szukać przychodów, nakładając akcyzę na węgiel na grilla, a nie widzi uciekających milionów w branży śmieciowej. Nie chce lub nie potrafi kontrolować jej żadna z 11 służb. Dlatego uważam, że bardzo dobrym pomysłem byłoby utworzenie silnej i dobrze opłacanej policji środowiskowej — mówi Józef Mokrzycki.
Czy nowe rozporządzenie dotyczące ustawy o składowaniu odpadów zrówna stawki opłaty marszałkowskiej? Ministerstwo Środowiska wprost nie odpowiada. Prace nad projektem rozporządzenia zostały wstrzymane do czasu przyjęcia ostatecznych rozstrzygnięć w nowelizacjach ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach oraz ustawy o odpadach. Obie są obecnie w Sejmie.
— Zasadniczym celem nowelizacji rozporządzenia jest wypełnienie zobowiązań wobec Komisji Europejskiej, m.in. poprzez podniesienie opłat do poziomu porównywalnego z innymi krajami UE. Ponadto, analizując nowe stawki opłat, kierowano się ideą maksymalnego ograniczania składowania odpadów ze szczególnym uwzględnieniem rodzajów odpadów, które można przetworzyć innymi metodami niż składowanie — tłumaczy Anna Ostrowska z resortu środowiska.
Resort zapewnia również, że polskie prawo już przewiduje ograniczenie składowania odpadów na takim poziomie, że nie grożą nam żadne kary.
12 mln Tyle ton odpadów komunalnych produkują co roku Polacy. W 2011 r. tylko 11 proc. poddano recyklingowi. Według Krajowego Planu Gospodarki Odpadami, do 2018 r. ten poziom ma wzrosnąć do niemal 18 proc.