
Wtorkowy zjazd cen obligacji implikowany jest serią najnowszych odczytów inflacyjnych z kilku dużych gospodarek Eurolandu. Chodzi głównie o Francję i Hiszpanię, gdzie inflacja zaskoczyła wzrostem do rekordowego poziomu.
W przypadku Francji, drugiej pod względem wielkości gospodarki strefy euro, inflacja cen konsumenckich w styczniu – według wstępnego oszacowania – zdynamizowała się nieoczekiwanie do 7,2 proc. podczas gdy oczekiwano jej utrzymanie na poziomie ze stycznia, 7 proc. Z kolei w Hiszpanii CPI wzrosła do 6,1 proc. Tutaj oczekiwano spadku do 5,7 proc. z 5,9 proc. w styczniu.
Dowodzi to nieprzewidywalności rozwoju sytuacji i dużego ryzyka błędnych prognoz odnośnie dynamiki wzrostu cen.
Odczyty te od razu zostały zinterpretowane przez rynek, jako pretekst dla Europejskiego Banku Centralnego do podwyższenia stawek procentowych. W rezultacie spekulacji, docelowa stopa EBC została przez rynek podniesiona do 4 proc., zaś termin podwyżek przesunięto aż do lutego 2024 r. Tymczasem na początku bieżącego roku wyceniano ją na 3,5 proc.
W reakcji rentowność benchmarkowych dwuletnich niemieckich obligacji rządowych – należących do najbardziej wrażliwych na zmiany polityki monetarnej – skoczyła do 3,17 proc., osiągając najwyższy poziom od 2008 r. Natomiast w przypadku innych kluczowych papierów, 10-letnich bundów, zyski z nich wzrosły do 2,65 proc. podczas gdy w styczniu rentowność oscylowała poniżej progu 2 proc.
Jak wskazują traderzy, spekulacje przeniosły się poza rynki strefy euro odciskając swoje piętno również na amerykańskim długu. W przypadku 10-letnich obligacji rentowności dotarły do pułapu 4 proc., poziomu nie widzianego od listopada 2022 r.
