Złoto bywa nazywane inwestycją desperatów. Choć może lepiej napisać, że jest to inwestycja ostatniej instancji. Wybierana wtedy, gdy wszystkie inne klasy aktywów zaczynają zawodzić. A tak było właśnie w pierwszych miesiącach 2022 r. Amerykańskie akcje zaliczyły najgorsze od 1939 r cztery pierwsze miesiące roku. Obligacje notują najostrzejszą przecenę od przynajmniej 40 lat. Nawet bitcoin jest stratny o prawie 16 proc. licząc od początku stycznia.
Na szalejącą inflację i postępujące spowolnienie gospodarcze nałożyła się wojna na Ukrainie oraz groźba kryzysu naftowego po ewentualnym nałożeniu embarga na dostawy ropy naftowej z Rosji. Realnie ujemne stopy procentowe, wysoka inflacja, ryzyko geopolityczne i utrzymujący się stan wysokiej niepewności – to wszystko skłaniało inwestorów do zakupu złota, którego notowania w ujęciu dolarowym w I kwartale poszły w górę o 8 proc., w marcu zbliżając się do nominalnego rekordu z 2020 r. Według szacunków Światowej Rady Złota był to kwartał, w którym nowego właściciela znalazły 1234 tony złota. Czyli najwięcej od IV kwartału 2018 r. i aż o 34 proc. więcej niż rok wcześniej. Był to także rezultat o 19 proc. wyższy od 5-letniej średniej.
Inwestycyjny pęd
Wzrost popytu na złoto w I kwartale był napędzany przede wszystkim napływem pieniędzy do funduszy ETF. Podmioty tego typu globalnie zwiększyły swój stan posiadania o 269 ton, niemal wyrównując historyczne rekordy z lata i jesieni 2020 r. To także więcej niż 173 tony, jakie ETF-y sprzedały netto w całym roku 2021. Warto dodać, że ekspansji ETF-ów nie towarzyszył typowy dla tego zjawiska wzrost długiej spekulacyjnej pozycji na giełdowych rynkach terminowych czy na rynku OTC. To by sugerowało, że za zakupami „złotych” ETF-ów raczej nie stał kapitał spekulacyjny.

Źródło: Światowa Rada Złota.
Silny napływ kapitału obserwowano przede wszystkim na Zachodzie. ETF-y północnoamerykańskie kupiły 171 ton kruszcu, a europejskie 111 ton. Z funduszy azjatyckich odpłynęło 15 ton. Daleki Wschód pozostaje na razie regionem stosunkowo słabo dotkniętym zarówno przez inflację, jak i przez napięcia geopolityczne koncentrujące się wokół Europy i Bliskiego Wschodu.
Słabsze niż w poprzednim kwartale zapotrzebowanie zgłaszano na sztabki i monety bulionowe. Detaliczny popyt inwestycyjny oszacowano na 281,9 ton, czyli o ponad 40 ton mniej niż kwartał wcześniej oraz o 22 proc. mniej niż w analogicznym kwartale roku poprzedniego. Różnicę zrobił przede wszystkim rynek chiński, na którym sprzedaż złotego bulionu spadła aż o 43 proc. r/r. Spadek sprzedaży w Państwie Środka wiązano z narzuconymi przez władze lockdownami stanowiącymi esencję polityki zero-covid forsowanej przez władze Chińskiej Republiki Ludowej. Tendencja ta zapewne będzie kontynuowana w drugim kwartale, który objął kwietniowy lockdown Szanghaju oraz częściowe zamknięcie Pekinu.
Złote sztabki i monety wciąż chętnie kupowali mieszkańcy Zachodu. Widać to choćby po statystykach US Mint, która w minionym kwartale sprzedała 518 tys. uncji złotych monet bulionowych. Był to najlepszy od 1999 r. wynik osiągnięty w pierwszym kwartale. Najwyższą od dziesięciu lat sprzedaż odnotowano w Wielkiej Brytanii. Na największym w Europie rynku niemieckim kupiono 47,2 ton złota inwestycyjnego, co było drugim rezultatem w historii statystyk Światowej Rady Złota.
Boom na złoto inwestycyjne widoczny był także na polskim rynku. Mennica Polska w raporcie rocznym pochwaliła się sprzedażą złota za 1,3 mld zł w 2021 r. Konkurencyjna Mennica Skarbowa informowała o przychodach rzędu 1,1 mld zł. Łącznie obie firmy sprzedały w ubiegłym roku 7,6 ton kruszcu, co pozawalałoby szacować wielkość polskiego rynku złota na przeszło 10 ton rocznie. W marcu „giełdowa” cena złota wyrażona w polskiej walucie po raz pierwszy w historii przekroczyła 9 tys. złotych, a ceny popularnych monet jednouncjowych sięgnęły 10 tys. złotych. Kwietniowa korekta obniżyła ceny do ok. 8,8 tys. w przypadku najczęściej nabywanych jednouncjowych bulionówek.
Spłoszeni konsumenci
Nieco wyhamował za to popyt na złotą biżuterię, której na świecie sprzedano 474 ton, a więc o 7 proc. mniej niż przed rokiem. W tym przypadku obok Chin (-8 proc. r/r) głównym „winowajcą” był rynek indyjski, gdzie sprzedano o 26 proc. mniej złotych ozdób niż rok temu. Łącznie Chiny i Indie odpowiadają za 55-60 proc. globalnego popytu jubilerskiego. Słabość popytu zgłaszanego przez Hindusów tłumaczono niekorzystnym układem kalendarza oraz rekordowo wysokimi cenami złota wyrażonych w indyjskiej rupii. Podobny przypadek miał miejsce w Turcji, gdzie rekordowo wysokie ceny w krajowej walucie skutkowały spadkiem wolumenu sprzedaży złotej biżuterii o 17 proc. r/r.
Swoją aktywność na rynku złota ograniczyli bankierzy centralni. Władze monetarne dokonały zakupu netto 83,8 ton złota, co było wynikiem o 29 proc. niższym niż rok temu. Z drugiej strony było to rezultat przeszło dwa razy wyższy względem bardzo słabego ostatniego kwartału 2021 r. Największych zakupów dokonał Egipt, dorzucając do skarbca 44 tony królewskiego metalu i zwiększając swoje rezerwy za jednym razem aż o 19 proc.
Sporym zwiększeniem rezerw kruszcu (o 37 ton, do poziomu 430 ton) pochwaliła się też Turcja. Indie dodały 6 ton, a Irlandia dorzuciła trzy tony do czterech ton kupionych w drugiej połowie ubiegłego roku. Wznowienie zakupów złota od krajowych producentów ogłosił Bank Rosji, który w 2020 r. zawiesił swój program ekspansji rezerw kruszcowych. Po stronie sprzedających stał bank centralny Kazachstanu, który upłynnił 34 tony złota stanowiących 8,5 proc. stanu rezerw kruszcu. Uzbekistan rzucił na rynek 25 ton. Dość nieoczekiwany spadek rezerw złota (o dwie tony) zaraportowała Polska, choć prezes NBP Adam Glapiński publicznie wyrażał zamiar zakupienia stu ton kruszcu jeszcze w tym roku.
Istotnych zmian nie odnotowano po stronie podażowej. Przez pierwsze trzy miesiące 2022 r. kopalnie dostarczyły na rynek 856,5 ton żółtego metalu – a więc o 3 proc. więcej niż przed rokiem. Za to za sprawą wyższych cen o 15 proc. wzrosły dostawy złotego złomu, które wyniosły 310,5 ton i odpowiadały za przeszło jedną czwartą światowego zapotrzebowania na królewski metal.
Co dalej z ceną złota?
Od połowy kwietnia obserwujemy zdecydowaną przecenę żółtego metalu. Notowania kontraktów terminowych obniżyły się w tym czasie z niemal 2 000 USD/oz. do ok. 1868 USD za uncję, co oznacza spadek o prawie 6,5 proc. w ujęciu dolarowym. O ile utrzymujące się ryzyko geopolityczne i wymykająca się spod kontroli inflacja cenowa w otoczeniu realnie ujemnych stóp procentowych powinny wspierać popyt inwestycyjny na złoto, to już słabnąca koniunktura gospodarcza stanowi wyzwanie dla utrzymania sprzedaży złotej biżuterii.
