Ekonomiści zapowiadają powrót siły naszej waluty. Czy polska produkcja to zniesie?
Przez rok złoty może zyskać kilkadziesiąt groszy do euro. Kurs spadłby poniżej granicy
opłacalności eksporterów.
Złoty będzie rósł w siłę — tak przynajmniej uważają rynki finansowe. Wczoraj z głównej siedziby banku Citigroup poszedł w świat raport z prognozą zapowiadającą silne umocnienie się naszej waluty. Na koniec przyszłego roku kurs EUR/PLN ma zejść do poziomu 3,76, a kilka miesięcy później sięgnie nawet 3,60. W okolicach tego poziomu złoty zostanie przez kilka lat — prognozują ekonomiści Citigroup. Wcześniej umocnienie naszej waluty zapowiadały inne banki. Czy polskie firmy są przygotowane na taki rozwój wypadków?
Wierzą w nas
— W najbliższych miesiącach złoty będzie spokojny, jednak w przyszłym roku czeka nas wyraźne umocnienie. Główny powód to prywatyzacja. Ponieważ to głównie zagraniczni inwestorzy będą kupować nasze spółki, do Polski napłynie potężny zastrzyk zagranicznego kapitału — tłumaczy Piotr Kalisz, ekonomista Citi Handlowego, współtwórca prognoz Citigroup.
Na korzyść złotego, wbrew pozorom, może też działać sytuacja fiskalna w Polsce.
— Ministerstwo Finansów, żeby ograniczać dług publiczny, może pod koniec przyszłego roku celowo umacniać złotego, sprzedając euro z funduszy unijnych na rynku. Część długu jest denominowana w zagranicznych walutach, więc im euro jest słabsze, tym zadłużenie jest mniejsze — mówi Piotr Kalisz.
Ekonomiści Citi nie są odosobnieni. Wcześniej podobne scenariusze snuły inne banki. Według HSBC, na koniec 2010 r. za euro będziemy płacić 3,40 zł. Bank of America zapowiada poziom 3,45 zł, SEB — 3,50 zł, a UBS czy Raiffeisen Bank — 3,60 zł. Nawet znacznie mniej optymistyczny dla naszej waluty Deutsche Bank zapowiada umocnienie do 4,00 zł na koniec 2010 r. i do 3,80 na koniec 2011 r.
— Naszą walutę wspierać będzie sytuacja międzynarodowa. Rezerwa Federalna w USA będzie najdłużej z banków centralnych utrzymywać niskie stopy procentowe, co będzie osłabiać dolara i umacniać euro. A umocnienie się euro do dolara zwykle umacnia też złotego do euro — tłumaczy Arkadiusz Krześniak, ekonomista Deutsche Banku.
Własne zdanie
Perspektywa powrotu złotego do siły podobnej do tej, jaką widzieliśmy w I połowie 2008 r., to zagrożenie dla polskich eksporterów. Według badania Narodowego Banku Polskiego, dla większości firm obecnych na zagranicznych rynkach działalność stanie się nieopłacalna, kiedy kurs EUR/PLN zbliży się do 3,70. Tak przynajmniej deklarują dziś ankietowani przez NBP przedsiębiorcy.
Z naszej sondy wynika jednak, że wiele firm — wbrew prognozom ekonomistów — nie zakłada umocnienia złotego.
— Prognoz na rynku jest bardzo wiele. Według naszych analiz najbardziej prawdopodobny scenariusz krótkookresowy to utrzymanie kursu złotego na poziomie nieodbiegającym istotnie od obecnie notowanych wartości — mówi Sławomir Jędrzejczyk, wiceprezes PKN Orlen do spraw finansowych.
Z dystansem do prognoz podchodzi też Marek Grzona, prezes grupy Trion, specjalizującej się w stolarce.
— Przypominam sobie sytuację sprzed kilku lat, gdy euro kosztowało powyżej 3 zł, a dolar 2 zł, po czym w krótkim czasie waluty te mocno zdrożały. To doświadczenie nauczyło mnie przyjmować podobne prognozy z dystansem, nie napawają mnie niepokojem. Spodziewam się wahań kursu euro w granicach 4-4,40 zł — mówi Marek Grzona.
W szybki powrót silnego złotego nie wierzy też Adam Piela, członek zarządu i dyrektor finansowy Grupy Kęty.
— Przeżyliśmy już euro po 3,2 zł, więc jesteśmy przygotowani na taką ewentualność. Jednak w wewnętrznych prognozach na przyszły rok będziemy zakładali, że nasza waluta będzie słabsza niż szacuje Citi — mówi Adam Piela.
— Za umocnieniem złotego przemawiają chociażby szeroko zakrojone plany prywatyzacyjne na przyszły rok. Kalkulujemy oczywiście takie ryzyko, jednak osobiście uważam poziom 3,60 za przesadzony i w realistycznych scenariuszach budżetowych zakładamy słabszego złotego — twierdzi Piotr Szeliga, prezes Impexmetalu.
Sławomir Jędrzejczyk zaznacza też, że umocnienie złotego nie zawsze musi dla eksporterów oznaczać kłopoty.
— Wzrost wartości waluty zwykle jest wynikiem polepszenia nastrojów i powrotu koniunktury, a oba te czynniki bezpośrednio wpływają na podwyższenie wolumenów sprzedaży i marż rafineryjnych, czyli oznaczają polepszenie naszych wyników — podkreśla wiceprezes PKN Orlen.
To, co smuci eksporterów, cieszy importerów.
— W planach uwzględniamy umocnienie złotego. Przewidują to wszyscy analitycy. Dla importera netto, którym jesteśmy, będzie to korzystny czynnik, głównie ze względu na spadek cen surowców, opakowań czy towarów — mówi Robert Wijata, członek zarządu Graala, największej rybnej firmy w Polsce. PJ, APN, GRA, KSA, WIS
Jacek
Kowalczyk