Kiedy Jean Lemierre, prezes Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, proponował jej pracę — odmówiła. Nie chciała wyjeżdżać z Polski.
Po kilku miesiącach ponowił ofertę. „Chyba naprawdę muszę im być potrzebna” — pomyślała. Sytuacja NBP była dobra... Zgodziła się.
Szef EBOiR, ogłaszając publicznie nominację, oznajmił z przekonaniem, że nie ma nikogo lepszego, kto mógłby pełnić funkcję wiceprezesa zarządzającego zasobami ludzkimi i administracją. Było święto, jakieś toasty. Krótko. Potem przyszły zwykłe dni zwykłej, czasem rutynowej pracy.
7.00 Luksusowa Knightsbridge. W tej dzielnicy wynajem apartamentu kosztuje od 500 do 2000 funtów tygodniowo (czyli od 3250 do 13 000 zł). Najtańszy dom da się kupić za milion funtów. Niedaleko wabi klientów dom handlowy Harrod’sa. I gromadzi tłumy Hyde Park — choć znajomi namawiali Hannę Gronkiewicz-Waltz, nie odważyła się jeszcze rankiem wejść do jeziora, w którym londyńczycy pływają już od połowy kwietnia. Na razie więc poranny banał: prysznic, toaleta i ulubione muesli z mlekiem.
7.55 Dziś pani wiceprezes EBOiR do pracy dotrze metrem. Najczęściej podwozi ją mąż Andrzej, który jednak akurat jest w Polsce. Taki to już los prywatnego konsultanta — trzeba podróżować do kraju. Ale jest i zaleta tego zajęcia, bo na co dzień nie muszą żyć w rozłące.
Tylko prezes banku ma służbowy samochód. Samochód czy metro... Właściwie bez różnicy — trasy do City są tak oblegane, że korki są nie tylko na ulicach, ale również pod ziemią.
Inny Polak w EBOiR, były premier Krzysztof Bielecki, także metrem jeździ do pracy — i to na co dzień. Parking pod gmachem banku kosztuje 5 tys. funtów rocznie (33 tys. zł). To dużo. Nawet dla kadry menedżerskiej. Dlatego wiele miejsc świeci pustkami. Kolejka za to ustawia się do placyków, przeznaczonych dla skuterów — chyba najszybszego środka lokomocji. Na wielu londyńskich drogach skuter jest tak samo uprzywilejowany jak autobus.
8.55 Hanna Gronkiewicz-Waltz w swoim gabinecie jest po godzinie. Może zjawić się między ósmą a dziesiątą. Dostosowuje początek pracy do rozkładu obowiązków. Dziś uznała, że dziewiąta to najwłaściwsza pora. A zatem do windy i na 11 piętro — do swojego gabinetu.
— Pani prezes zawsze znajdzie czas, by chwilę porozmawiać. Pyta, jak się czuję i czy wszystko w porządku. Niby nic... Ale nie jest to powszechne. Jest otwarta, usposobieniem wzbudza zaufanie — mówi recepcjonistka.
Otwarta. Ale na wizytówce nie podaje adresu prywatnego. W Londynie nie ma w tym nic nienaturalnego — zgodnie ze zwyczajem po kodzie pocztowym biznesmeni łatwo orientują się, w jakiej dzielnicy ktoś mieszka.
U pani prezes już w sekretariacie widać polski akcent. Na stoliku — raporty banku z działalności w Polsce. Przekroczysz próg gabinetu — i rzuci ci się w oczy srebrny orzeł nad biurkiem. I fotografie. Najważniejsza stoi obok komputera — ona, córka i mąż. Zaraz przy drzwiach wisi zaś plakat z napisem Solidarność i podobizną Lecha Wałęsy. Symbole przemian. Dla nas wypłowiałe, ale ciągle czytelne dla Anglików.
Trzy piętra wyżej jest też już w gabinecie Jan Krzysztof Bielecki. Z panią prezes łączą go poglądy polityczne i gust co do wystroju biura. U byłego premiera na białych murach też roi się od zdjęć: ja i Jan Paweł II, ja i Kofi Annan... No i polska flaga z narodowym orłem.
Pani prezes wskazuje na szafę w ścianie. Przywilej kobiety. Tylko ona ma w gabinecie schowek na parę butów, kostium lub płaszcz.
Ale nie ma czasu na pogaduszki. W biurze czeka sekretarka. Z całą listą informacji. Pani Hanna uważnie ją przegląda, selekcjonuje. Później codzienna lektura obowiązkowa: dzienniki — ot, choćby „Financial Times”. I herbata. Kawy nie pija. Stara się także w Internecie sprawdzić, o czym piszą polskie gazety.
9.35 Spotkanie z dyrektorami bankowych pionów i kandydatami na nich. To od jej decyzji zależy zatrudnienie nowych pracowników. Osobiście zajmuje się naborem tych najlepszych — na najwyższe szczeble. W decyzjach pomagają jej trzy agencje łowców głów. Zarządza 1200-osobową ekipą bankierów: to 900 pracowników w Londynie, pozostałych zatrudnia w 30 biurach regionalnych.
Ze względów etycznych nie mogła ściągnąć do Londynu najlepszych współpracowników.
— I znów tylko prezes EBOiR jest wyjątkiem: ma swego człowieka, którego można nazwać dyrektorem gabinetu. Nawet moja sekretarka to Brytyjka — pracowała już za czasów poprzednika. Tylko jedna osoba przeszła do nas z NBP za mego urzędowania, ale po licznych testach i rozmowach kwalifikacyjnych. Jest dobra, no to się dostała! Pracuje w departamencie prawnym. I studiuje w London School of Economics. Uważam, że w bankowości powinna panować prosta reguła: jeżeli ktoś się nie nadaje, to żadne koneksje nie pomogą — opowiada Hanna Gronkiewicz-Waltz.
11.30 Pora na finanse i sprawy pracowników. Trzeba przejrzeć cudze decyzje i podjąć swoje. W ręku pani prezes jest kilkadziesiąt milionów funtów. Idą na pensje i koszty administracyjne banku.
Ile sama zarabia?
— Brutto jakieś 60 proc. więcej niż w Polsce. Mam jednak teraz dwa domy. Prócz tego w Międzylesiu pod Warszawą muszę utrzymywać mieszkanie w Londynie. Dużej różnicy w dochodach nie czuję — ocenia.
Dziś ma spokój, ale czasem rozstrzyga spory, gdyż jest również sędzią drugiej instancji w sprawach konfliktów pracowniczych. W instytucjach międzynarodowych takie spory rozwiązuje się wewnętrznie — pracownik nie może się skarżyć na przykład do sądu brytyjskiego. To jakby powrót do wyuczonego fachu. Bo jest prawnikiem, ale — jak mówi — „poglądy polityczne nie pozwoliły mi w latach 80. wykonywać tego zawodu”.
12.45 Pani prezes ustala, w jakich konferencjach weźmie udział — do jej obowiązków należy reprezentacja i promocja EBOiR.
— Właśnie dlatego wybieram na ogół konferencje tematycznie powiązane z naszym bankiem albo konkretnym krajem. We wrześniu pojechałam do Moskwy na konferencję „Euro Money”. Wypowiedziałam się, co należy zrobić, by umocnić wiarygodność Rosji i tym samym odbudować zaufanie inwestorów zagranicznych. Na początku listopada w Wiedniu prowadziłam panel, zorganizowany przez Narodowy Bank Austrii — o tym, jak winna wyglądać polityka monetarna. A 18 listopada wybieram się do Edynburga, by przedstawić wizję konsekwencji poszerzenia Unii Europejskiej — opowiada o swoim kalendarzu Hanna Gronkiewicz-Waltz.
Średnio co dwa tygodnie wyjeżdża na dwa dni w różne zakątki Europy. To właściwie eliminacja, eliminacja, eliminacja zaproszeń.
13.10 Lunch. Na miejscu, w bankowej restauracji. Ceny dań nie są wysokie, gdyż EBOiR pokrywa część kosztów. Co w menu? Hanna Gronkiewicz-Waltz prawie zawsze decyduje się na jarzyny i ryby (lubi dorszowate). I owoce morza, ale tych tu nie podają. Za mięsem nie przepada. Podobnie jak za angielską kuchnią. Jeżeli nie ma wyjścia, decyduje się na wędliny. I wodę. Potem obowiązkowa herbata w kawiarni. Można wtedy z kimś pogadać.
14.00 Pani prezes Gronkiewicz-Waltz na powrót siedzi już w gabinecie. Trzeba przygotować informacje dla zarządu oraz opracowywać strategię rozwoju banku.
Jest jedynym wiceprezesem z krajów objętych pomocą EBOiR. Prócz niej w ścisłym zarządzie zasiadają Holender, Niemiec i Amerykanka. Proporcje są zachowane: dwie kobiety i dwóch mężczyzn.
— Praca wiceprezesa polega na wspólnym ustalaniu strategii dla poszczególnych krajów. Znam rynki Europy Środkowej i Wschodniej, mogę więc dzielić się doświadczeniami. Planuję też szkolenia i poszczególne etapy rozwoju dla ludzi mi podległych — mówi Hanna Gronkiewicz-Waltz.
EBOiR jest bankiem międzynarodowym, ale stanowiska średniego szczebla zajmują głównie pracownicy z Anglii. Panuje zatem anglosaski styl pracy: rzetelność, uporządkowanie, spokój. Anglicy wiedzą, jak wprowadzić w życie postawione zadania. Wszystko jest zrobione na czas, ale nie towarzyszy temu nadmierny stres. W banku organizuje się mnóstwo szkoleń — dla lepszej komunikacji i poziomu zarządzania.
18.00 Ostatni dokument nareszcie spoczywa w szufladzie. Koniec pracy.
Prowadzenie banku, w którym aż 60 krajów ma udziały, nie jest bardziej stresujące dla pani prezes niż kiedyś kierowanie NBP.
— Teraz spokojnie mogę wyjechać na konferencję na weekend. Jeżeli coś się będzie działo, zadzwonią. Gdy pracowałam w NBP, wciąż musiałam obserwować kurs złotego. I pilnować polityki monetarnej oraz jeździć często do Sejmu, bo posłowie pracowali nad zmianami ustawy o NBP. Wtedy radziłam sobie ze stresem, nie czułam go. Dopiero dziś wiem, że to była bardzo wyczerpująca praca — wspomina pani prezes.
19.00 Wtorek. Właśnie we wtorki Hanna Gronkiewicz-Waltz prowadzi grupę modlitewną Odnowy w Duchu Świętym w Ealing — dzielnicy, gdzie najwięcej rodaków. To głównie młodzi Polacy, którzy w Anglii uczą się języka i pracują. Głosi katechezy. Na początku przychodziło około 20 osób. Teraz — z 60. Wszyscy starają się przynajmniej raz w roku pojechać do jakiejś podlondyńskiej miejscowości, by spokojnie porozmawiać o Bogu. I o sobie.
Jeśli nie spotkanie modlitewne — to koncert lub spacer po Hyde Parku. Niekiedy spotkania z Polonią lub te organizowane przez ambasadora RP w Londynie — Stanisława Komorowskiego. Albo długie rozmowy ze znajomymi z Polski, którzy właśnie zawitali do Londynu.
— Niedawno sobie uświadomiłam, że przez półtora roku, od kiedy tu jestem, nie miałam nawet czasu, by spotkać się z londyńskimi znajomymi, których poznałam wiele lat temu... Nieładnie... Ale cały czas coś wypada. A jeżeli — rzadko — nie mam gości ani żadnych spotkań... Lubię mieć czas dla siebie i dla męża — mówi Hanna Gronkiewicz-Waltz.
Pani wiceprezes lubi także zakupy. Na South Kensington gęsto jest od sklepów najlepszych projektantów mody. — Cóż, mieszkam niedaleko Harrod’sa. Kusi. Ale moja granica to 200 funtów (1300 zł). Więcej na kostium jeszcze nie wydałam... Dlatego wolę zakupy w Warszawie. W Londynie z ubrań kupiłam sobie jedynie spodnie. Wszystko inne — w kraju — opowiada pani prezes.
Hanna Gronkiewicz-Waltz oszczędność wyniosła z warszawskiego domu rodzinnego. Nie lubi rozrzutności. Nawet do fryzjera chodzi w Polsce lub we Włoszech. Te ceny...
W weekendy często jest w Polsce. A jeśli zostaje — zwiedza coś poza Londynem. Tak poznała na przykład Szkocję. A w zeszłym roku w sierpniu z mieszkającą w Polsce córką Dominiką i jej znajomymi udało się jej pojechać do Bornemouth na południu Anglii. Zapamiętały piękne piaszczyste plaże, olśniewające ogrody i park narodowy.
Dominika poszła w ślady mamy i w zeszłym roku skończyła Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Pracuje w Warszawie.
20.30 Hanna Gronkiewicz-Waltz uwielbia kuchnię śródziemnomorską. Nie gustuje w restauracjach. — Wolę jeść w swoich czterech ścianach. Jeżeli jest szczególna okazja, wybieram włoską restaurację blisko domu lub chińską — nieco dalej. Mój mąż lubi polską kuchnię. Jest więc częstym gościem Polskiego Ogniska, gdzie je schabowego. Korzystam i zamawiam wtedy barszcz czerwony z uszkami. I pierogi — mówi Hanna Gronkiewicz-Waltz.
21.30 Przed snem rytuał — pani Hania koniecznie musi obejrzeć wiadomości brytyjskie i polskie. Po telewizji pisze czasami jeszcze artykuły lub opracowania naukowe. Albo czyta dla przyjemności — najczęściej zakupione na lotniskach biografie, na przykład żony Goebbelsa lub książkę o bin Ladenie. Albo coś o duchowej stronie człowieka, no, choćby książki ks. Tischnera o miłosierdziu. Z beletrystyki? Niech będzie „Demon i panna Prym” Paulo Coelho.
A potem — jak cały Londyn — zasypia.
Jutro też jest dzień. Roboczy.