Mogło być przyjemnie, ale znów nie wyszło

Wiktor Krzyżanowski
opublikowano: 2002-05-31 00:00

No i udało się. Rada Polityki Pieniężnej, mimo sceptycyzmu rynkowych analityków, pokazała, że podejmuje decyzje oparte na analizie sytuacji gospodarczej, i nie „utwardza” stanowiska tylko dlatego, że politycy krzyczą. Nadal podtrzymuję tezę, że decyzja RPP nic nie zmieni, jeśli chodzi o poziom oprocentowania kredytów — banki komercyjne, jak udowodniliśmy wczoraj, są absolutnie nieczułe na ruchy stóp procentowych NBP. Nie zależy im na udzielaniu większej liczby kredytów, bo zarabiają na papierach skarbowych rządu. Bez ryzyka.

RPP, z drugiej strony, swoją decyzją sporo zmieniła. Po pierwsze — dostosowała poziom stóp procentowych do realiów gospodarczych. Skoro inflacja ma spaść w maju poniżej 3 proc., jak prognozuje większość ekonomistów, spadać powinny też stopy. To prawda, że inflacja może odbić, ale wtedy stopy trzeba będzie podnosić. Dziś i tak są za wysokie, ale to kwestia wcześniejszych decyzji RPP (lub ich braku). Czasu jednak nie da się cofnąć, więc ważne, że rada robi swoje. Za to płacą jej podatnicy.

Cieszy także, że nareszcie udało się doprowadzić do spotkania tuzów ze Świętokrzyskiej — Marka Belki, ministra finansów i członków RPP, na której czele stoi Leszek Balcerowicz, prezes NBP. Naszym zdaniem, rozmowy to jedyna akceptowalna metoda współpracy tych instytucji. To prawda, że system kursowy w Polsce nie jest idealny. To prawda, że może trzeba coś przedsięwziąć w perspektywie członkostwa Polski w UE. Ale tylko rzeczowa rozmowa twarzą w twarz daje szansę na rozwiązania dobre dla polskich firm i dla gospodarki. Żadne dialogi przez media czy złośliwości z sejmowej ambony nic nie załatwią. Cieszy, że NBP, RPP i resort finansów to rozumieją. Nareszcie jakaś normalność. Oby tak dalej.

Idylla nie mogła jednak trwać dłużej niż pół godziny. Nie w Polsce. Po słusznej decyzji RPP premier Leszek Miller powiedział, że jest zawiedziony. Inny specjalista od polityki monetarnej, Michał Tober, rzecznik rządu, niezadowolony stwierdził, że jest przestrzeń dla znacznie głębszej obniżki, nie tłumacząc oczywiście, jak do takich wniosków doszedł. A jakby tego było mało, ponad stu przedsiębiorców (czytaj prezesów spółek, w większości państwowych lub powiązanych z rządzącą ekipą) złożyło na ręce premiera list otwarty, w którym narzeka na zbyt wysoki kurs złotego i zbyt wysokie stopy procentowe oraz ich wpływ na złą sytuację gospodarczą. Cóż za zbieg okoliczności! Jak to dobrze, że „przedsiębiorcy” zgadzają się z postulatami rządu! Gdybym był starszy, pewnie bym napisał, że przypomina mi się poprzedni ustrój. Ale na szczęście mi się nie przypomina. Wciąż widzę jednak prawdziwe problemy polskich przedsiębiorców: brak reform strukturalnych, nadmierny fiskalizm, umacnianie złotego przez olbrzymie emisje papierów skarbowych. Problemy, których nie chce rozwiązać żaden rząd, z gabinetem Leszka Millera włącznie. Przy tych problemach obecna wysokość stóp procentowych wydaje się kwestią czwartorzędną. A pierwszorzędną — dalsza prywatyzacja.

Prawdziwi przedsiębiorcy, nasi zacni Czytelnicy, nie mają czasu na pisanie listów otwartych. Muszą zarabiać pieniądze i płacić podatki, z których utrzymywany jest i rząd, i deficytowe firmy państwowe. Kiedyś słyszałem (bo sam, na szczęście, nie pamiętam) slogan z dawnych lat: tak dalej być nie musi! Jakże aktualny...