Tani pieniądz oferowany przez Europejski Bank Centralny rozszedł się na pniu. W zorganizowanej wczoraj przez instytucję promocji wzięło udział 800 banków.
Łącznie pożyczyły z Frankfurtu 529,5 mld EUR. Okazja była warta uwagi, bo banki mogły zdobyć pożyczkę na trzy lata (z możliwością spłaty po roku), pod zastaw relatywnie mało wartych papierów, z oprocentowaniem znacznie niższym od rynkowego (główna stopa EBC, obecnie 1 proc. rocznie). Takich warunków banki prawdopodobnie długo nigdzie nie dostaną.
Tani bilion
Pożyczenie przez EBC bankom ponad pół biliona euro oznacza zalanie europejskiego systemu finansowego ogromną ilością pieniądza. Łącznie z poprzednią rundą długoterminowych pożyczek (z 22 grudnia 2011 r., rezultat: 498 mld EUR pożyczek dla 523 banków) EBC wpompował w ten sposób w system już 1,03 bln EUR.
I chociaż znacząca część tej kwoty (Societe Generale szacuje ten udział na dwie piąte) wróci z powrotem na depozyty w EBC, bo wiele banków pożycza pieniądze według zasady: „jak dają, trzeba brać”, część z pewnością zacznie krążyć po gospodarce. Grudniowa runda promocyjnych pożyczek pozwoliła powstrzymać proces kurczenia się strumienia kredytów płynących do firm i gospodarstw domowych strefy euro. Analitycy mają nadzieję, że wczorajsze „happy hours” EBC pozwoli ten strumień rozszerzyć.
— Pozytywne jest to, że w porównaniu z poprzednią rundą pożyczek mocno wzrosła liczba banków, które z tej oferty skorzystały. To znak, że więcej małych banków sięgnęło po kapitał. Będą chętniej niż duże przekazywać pieniądze do gospodarki. Skuteczność przeprowadzonych wczoraj operacji może więc być większa, niż wcześniej zakładano — mówi Laurent Fransolet, strateg Barclays Capital.
Na ratunek spekulantom
Ekonomiści zwracają jednak uwagę, że zalanie systemu finansowego płynnością nie może rozwiązać wszystkich problemów strefy euro.
— To łagodzi napięcia na rynkach finansowych, ale w żaden sposób nie rozwiązuje problemu wysokiego zadłużenia części krajów europejskich. Te problemy nadal trzeba rozwiązywać — mówi Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego.
— Fakt, że coś przestaje gnić, nie oznacza jeszcze, że zaczyna rosnąć. Operacje EBC mogą powstrzymać rozkładgospodarki, ale nie powodują jej wzrostu — dodaje Steve Barrow, ekonomista Standard Bank.
Według Marka Rogalskiego, analityka DM BOŚ, wątpliwe jest, czy dzięki pieniądzom z EBC akcja kredytowa w strefie euro przyspieszy.
— Doświadczenia USA z ostatnich lat pokazują, że takie agresywne luzowanie polityki pieniężnej raczej pomaga w spekulacji, niż daje impuls rozwojowy gospodarki — mówi Marek Rogalski. Ponadto udzielenie bankom setek miliardów pożyczek oznacza nic innego jak drukowanie pieniędzy, a to — według części ekonomistów — może skończyć się wzrostem inflacji.
— Wzrost płynności powoduje wzrost ryzyka. EBC nie może stracić z pola widzenia swojego zadania, jakim jest utrzymanie cen na stabilnym poziomie — ostrzegał niedawno Jens Weidmann, prezes Bundesbanku.
W dodatku część ekonomistów ostrzega, że zalewanie banków płynnością sprawia, że ewentualny czarny scenariusz dla strefy euro robi się jeszcze groźniejszy, niż wcześniej zakładano. Banki za pożyczone pieniądze kupują bowiem m.in. obligacje państw strefy euro. Jeśli Grecja, Portugalia czy Włochy miałyby kiedyś zbankrutować, im więcej ich obligacji jest w posiadaniu banków, tym gorzej.