Monika do Soczi

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2014-03-28 00:00

Co robi Witold Ziobrowski, szef fabryki przyjemności, weekendami? Kibicuje koszykarzom (przed telewizorem) i łyżwiarzom figurowym (na trybunach), a konkretnie jednej łyżwiarce — swojej żonie Monice.

Malowanie transparentów, pełne skupienie, pokerowa twarz, głośny aplauz i surowa ocena. To zadania wiernego kibica łyżwiarstwa figurowego. Witold Ziobrowski, prezes Lotte Wedel, wywiązuje się z nich znakomicie. Z żoną jeździ na zawody i maluje dla niej transparenty — ostatnio:

„Monika do Soczi!”. Bo choć o naszych łyżwiarzach figurowych nie słychać zbyt wiele od zakończenia kariery przez Dorotę Zagórską i Mariusza Siudka (brązowych medalistów mistrzostw świata przed piętnastoma laty, a później zdobywców drugich i trzecich miejsc w Europie), to amatorzy mogą się poszczycić zwycięstwami w mistrzostwach świata. W 2013 r. w Oberstdorfie zdobyli cztery pierwsze miejsca w czterech kategoriach, dwa razy stawali na drugim stopniu podium i trzykrotnie na trzecim. Wprawdzie czasem w poszczególnych kategoriach startowało zaledwie kilka osób, ale w jednej z nich nasza solistka wyprzedziła aż 32 łyżwiarki. W tym roku amatorskie emocje jeszcze przed nami, bo mistrzostwa odbędą się w maju.

Emocje aż kipią

— W tym sezonie byliśmy na zawodach w Łodzi, Krakowie, Warszawie i Dębicy. Przed nami najważniejsza impreza sezonu, czyli mistrzostwa świata w Oberstdorfie — mówi Witold Ziobrowski.

Oberstdorf to też najdłuższa impreza sezonu, bo trwa cały tydzień. Pierwsze zawody odbyły się tam w 2005 r. Wzięło w nich udział 120 zawodników z 12 krajów. Limit wiekowy wynosił 65 lat. W 2013 r. limit wzrósł do 78 lat, a wystartowało 343 zawodników, najwięcej z Niemiec i Wielkiej Brytanii (po 52 osoby), USA (36), Kanady (34). Polaków było ośmioro i mieli najwyższy wskaźnik medali przypadających na zawodnika: 1,13.

— W tym roku po raz pierwszy wystąpi tam moja żona. Początkowo sceptycznie podchodziłem do zawodów w tej dyscyplinie, bo nie podobała mi się jej niemierzalność. Jak skwantyfikować czyjeś subiektywne odczucie artystyczne? W bieganiu decyduje obiektywny wskaźnik, czyli czas. W łyżwiarstwie nie ma czegoś takiego. Z każdymi kolejnymi zawodami wdrażam się jednak coraz bardziej w system ocen i zaczynam dostrzegać pewne mierzalne elementy i realność ocen za elementy techniczne i artystyczne. Widzę, czy zawodnik wylądował dobrze, czy ma dobrze ustawione ręce, nogi i czy dobrze wszedł w tzw. akcent — opowiada prezes Lotte Wedel. Co podczas zawodów robi kibic? Dużo hałasu, ale nie tylko.

— Siedzi z pokerową twarzą, a w środku aż kipi z emocji. Porównuje wykonywane elementy do tego, jak chwilę wcześniej wyszły na rozgrzewce i treningu, oraz oczywiście nagrywa występ. A potem widać na ekranie, jak z wrażenia trzęsły mu się ręce — przyznaje Witold Ziobrowski. Później, jak wszyscy telewizyjni kibice łyżwiarstwa wiedzą, nadchodzi czas rzucania na lód kwiatów i zabawek. I czego nie wiedzą — czas na surową ocenę.

— Mężowi zdarza się powiedzieć, że na rozgrzewce skakałam wyżej, chociaż na zawodach skoki wyszły naprawdę dobrze. To chyba taki prezesowski zwyczaj, że zawsze może być lepiej — śmieje się Monika Ziobrowska.

Łatwiej zarządzać firmą

W tym sporcie trzeba być maksymalnie skupionym, bo ułamki sekundy decydują czy jakaś kombinacja się uda, a chwila odprężenia może zadecydować o upadku.

— To naprawdę ciężka praca umysłowa, a nie tylko fizyczna. Jednocześnie pozwala oderwać się od codziennych spraw — mówi Monika Ziobrowska.

— Ja już po chwili spędzonej na lodowisku stwierdzam, że łatwiej zarządzać firmą. Zdecydowanie lepiej się czuję, siedząc na trybunach — dodaje Witold Ziobrowski. Monika Ziobrowska o jeździe figurowej marzyła od zawsze. Dlatego jej mąż bez narzekania wstaje rano, by odwieźć dzieci do szkoły, bo żona już o 4.30 wychodzi z domu, by zdążyć na trening o szóstej.

— Kiedy miałam 8 lat, uprosiłam rodziców, by zapisali mnie do szkółki. Wtedy się okazało, że jestem za stara, bo przyjmowano dziewczynki 4-5 letnie. Mogłam chodzić tylko na ogólnodostępną ślizgawkę, oczywiście bez trenera. Podglądanie tego, co robią zawodniczki, i naśladowanie później na tafli nie przynosiło efektów. Zrezygnowałam więc i do łyżwiarstwa wróciłam w wieku 40 lat, kiedy nasze dzieci nieco podrosły. Okazało się wtedy, że wcale nie jestem za stara — opowiada.

Bo tak zmieniły się czasy i podejście do sportu. A jak pokazali biegacze, sportowcy amatorzy mają w Polsce sporą siłę. Dla tych biegających organizowane są kolejne zawody (sponsorowane przez polskie koncerny), mnożą się specjalistyczne sklepy, przychodnie przygotowują pakiety badań, a jedna z największych odzieżowych sieciówek H&Mwprowadziła nawet ubrania dla biegaczy. Łyżwiarze o takim zainteresowaniu mogą tylko pomarzyć. Ale tak naprawdę marzą o dobrych warunkach do trenowania, bo to jest najważniejsze.

— W Warszawie ani amatorzy, ani łyżwiarze wyczynowi nie mają dostępu do lodowiska przez cały rok, bo Torwar jest zamykany na trzy miesiące. Latem pozostają nam treningi „na sucho” bądź wyjazdy do Sanoka, Giżycka, Krynicy, gdzie są całoroczne lodowiska. Co z tego, że mamy świetnych trenerów i pracowitych zawodników, skoro nie mają gdzie trenować? — zastanawia się Monika Ziobrowska.

Renesans, ale tylko zimą

W kraju odbywa się nie więcej niż pięć ogólnopolskich imprez dla amatorów, finansowanych z ich własnych pieniędzy i funduszy klubów, w których trenują. — Często się zdarza, że w jednej konkurencji startują 50-latka i 20-latka — mówi Monika Ziobrowska.

Wpisowe to średnio 80-100 zł za konkurencję. Rywalizacja toczy się wśród par tanecznych, sportowych i solistów, ale inaczej niż w zawodach dla wyczynowców jedzie się tylko jeden program o określonej długości maksymalnej. Soliści mają dodatkowo wybór między pojechaniem programu dowolnego (z obowiązkowymi elementami technicznymi: skokami, piruetami i sekwencjami choreograficznymi) i interpretacyjnego (elementy techniczne nie są wymagane, nie ma też ograniczeń ilościowych jeśli chodzi o spirale, kroki i ich sekwencje, wypady). W ramach tych kategorii zawodników dzieli się jeszcze na klasy: elite, złotą, srebrną i brązową — zależnie od stopnia umiejętności.

— Za granicą to zdecydowanie bardziej popularna dyscyplina. Chociażby w Niemczech jest więcej zawodów, przyjeżdża też sporo zawodników z zagranicy, a więc jest solidna konkurencja — opowiada Monika Ziobrowska. Co zrobić, by zacząć uprawiać tę dyscyplinę? Kupić odpowiednie łyżwy — buty najlepiej skórzane, dobrze trzymające kostkę, z płozami do jazdy figurowej. Ceny zaczynają się od około 300 zł, ale dochodzą do 3000 zł.

— Pierwsze kroki na łyżwach warto zrobić z trenerem, bo to, czego się nauczymy na początku, przyniesie konsekwencje później. Mając dobre podstawy, możemy się dalej rozwijać. Pierwsze błędy zatrzymają nas w miejscu. Oczywiście, jeśli chcemy osiągnąć coś więcej niż zwykłe przesuwanie się po lodzie. Cena za indywidualną lekcję z trenerem kształtuje się między 60 a 100 zł plus wejście na lód. Ale jest też opcja tańsza — jazda z trenerem w grupie — opowiada Monika Ziobrowska.

Tym, którzy potraktują ten sport poważnie, będą chcieli intensywniej trenować i np. brać udział w zawodach, radzi też, by równolegle korzystali z zajęć tanecznych lub podstaw baletu. Przyda się też trening na sucho: skakanie na skakance, rozciąganie, bieganie, skoki.

Wierny kibic

Z pięciu zawodów krajowych i jednych międzynarodowych, w których startowała, Monika Ziobrowska powróciła z 8 medalami. W trzech ostatnich startach wystąpiła w dwóch kategoriach. Najświeższy sukces to złoto i srebro na pierwszych międzynarodowych zawodach, które odbyły się w Polsce. W programie dowolnym pokonała 10 zawodniczek, a w interpretacyjnym 8, choć nie było w nim podziału na wiek i klasy. Nic dziwnego, że Witold Ziobrowski jest dumny z osiągnięć żony.