Średnie, z dobrymi zespołami menedżerskimi, najlepiej z niszowych branż — takich firm szuka brytyjski fundusz.
Montagu, jeden z najstarszych w Europie funduszy private equity, zarzucił
wędkę na polskie firmy. A raczej sieć, bo do wydania ma grubą kasę — zostało mu
jeszcze 35 proc. z zebranych w 2005 r. 2,3 mld EUR, czyli grubo ponad 3 mld zł.
— Średnio przeprowadzamy trzy-cztery transakcje rocznie. W Europie
Zachodniej inwestujemy w spółki średniej wielkości, a nasze zaangażowanie
zazwyczaj przekracza 100 mln EUR. Uwzględniając jednakże specyfikę regionu
Europy Środkowo-Wschodniej, próg ten wynosi 40 mln EUR. Interesują nas spółki
osiągające wyniki na poziomie co najmniej 10 mln EUR EBITDA. Jesteśmy pozytywnie
zaskoczeni, jak gospodarczy boom i akwizycje w ostatnich latach przełożyły się
na wzrost liczby spółek tej wielkości w regionie. W Polsce jesteśmy bardzo
zajęci — mówi Michał Chałaczkiewicz, dyrektor i szef polskiego biura Montagu
Private Equity.
Stawiają na ludzi
Zarządzający funduszem odrobili lekcję
przed przyjściem do Polski — nie tylko obniżyli próg wielkości inwestycji, ale i
są elastyczniejsi niż konkurenci.
— Akceptujemy zarówno pakiety
mniejszościowe, jak i większościowe — mówi Michał Chałaczkiewicz.
Michał
Chałaczkiewicz, zanim dołączył do Montagu, przez cztery lata pracował w Innova
Capital. Teraz w warszawskim biurze ma być okiem na nasz region dla funduszu,
który dotychczas inwestował tylko w Europie Zachodniej. W 2008 r. przeprowadził
tu pierwszą transakcję —za ponad 80 mln EUR wykupił Euromedic International,
węgierską spółkę zajmującą się diagnostyką medyczną obecną również w Polsce.
— Fundusz zainteresował się naszym regionem, bo dostrzega potencjał wzrostu
wyższy niż w Europie Zachodniej, a po wejściu do UE region jest bardziej
stabilny. Polska, ze względu na kondycję i wielkość gospodarki, jest szczególnie
interesująca. Dostrzegamy tu dużo dobrych zespołów menedżerskich — mówi Michał
Chałaczkiewicz.
A mocni menedżerowie to dla Montagu podstawa. W odróżnieniu od innych
funduszy, nie przychodzi do przejmowanych firm z zaciągiem własnych menedżerów.
— Inwestujemy wyłącznie w spółki z dobrym zarządem i chcemy, aby
menedżerowie zostali w nich po transakcji. Często realizujemy wykupy
menedżerskie, w których zespół inwestuje razem z nami. Nie kupujemy firm po to,
by zrobić w nich rewolucję, wymienić władze, lecz by dostarczyć narzędzia do
rozwoju: kapitał, konsultantów, wiedzę i doświadczenie z 400 zrealizowanych
transakcji — mówi Michał Chałaczkiewicz.
Montagu przedstawia się jako partner menedżerów w rozwijaniu firm.
— Mamy
specjalny zespół, który koncentruje się na wspomaganiu rozwoju spółek
portfelowych. Zachodnie rynki rosną dużo wolniej, więc dzięki doświadczeniom
mamy opanowane metody poprawiania efektywności firm, optymalizowania kosztów
produkcji, procesów zakupów, oferty czy kanałów sprzedaży. Dla niemal wszystkich
spółek portfelowych przeprowadziliśmy też dodatkowe akwizycje — tłumaczy Michał
Chałaczkiewicz.
Lubią nisze
Fundusz rzadko kupuje marki, które są
powszechnie znane.
— Szukamy spółek, które działają w sektorach odpornych na
cykle gospodarcze, z branż z wysokimi barierami wejścia na rynek, liderów w
niszach. Ponad połowa portfela to sektor medyczny i farmaceutyczny oraz firmy
związane z gospodarką odpadami — jesteśmy właścicielami największej spółki z
tego sektora w Wielkiej Brytanii. Interesują nas też firmy z sektorów
okołoinfrastrukturalnych, usługi i produkcja dla biznesu — mówi Michał
Chałaczkiewicz.
Montagu ma za sobą przejęcia spółek giełdowych. Zerka również na warszawską
giełdę.
— Giełda jest bez wątpienia konkurencją dla funduszy. Ale dla wielu
spółek średniej wielkości, które debiutowały kilka lat temu, zaczyna być
obciążeniem. Zrealizowały cele emisyjne, teraz mają kolejne plany, a na giełdzie
co kwartał trzeba raportować dobre wyniki. Fundusz może pogodzić się z tym, że
dwa-trzy lata będą słabsze, a potem nastąpi poprawa wyników w ramach
realizowanego planu. Rynek giełdowy nie — mówi Michał Chałaczkiewicz.