S&P500 pod koniec stycznia przekraczał 7000 pkt. Wyprzedaż spowodowana wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie obniżyła wartość indeksu do końca marca o ponad 9 proc., ale bariera technicznej korekty nie została przekroczona. Morgan Stanley twierdzi, że świadczą o niej inne wskaźniki, jak prognozowany zysk na akcję, który w przypadku indeksu S&P500 spadł o 18 proc. od październikowego szczytu, a także to, że ponad połowa spółek z indeksu Russell 3000 straciła co najmniej 20 proc. wartości.
- Dla nas to nie jest zbytnia pewność siebie, ale rynek, który odpowiednio i chirurgicznie zdyskontował ryzyko zarówno na poziomie indeksu, jak i akcji – powiedział Michael Wilson, szef strategów Morgan Stanley.
Podkreślił, że rynek uwzględnił w cenach również ryzyko związane z kredytami prywatnymi, a także skutki rozwoju sztucznej inteligencji.
Bloomberg przypomina, że analitycy oczekują iż w rozpoczynającym się we wtorek sezonie publikacji kwartalnych wyników spółki z S&P500 pokażą średnio ich 12 proc. wzrost w ujęciu rocznym.
Strategowie Morgan Stanley uważają, że pomimo niepewności wynikającej z wojny na Bliskim Wschodzie oraz braku jasności co do kierunku polityki pieniężnej w USA, inwestorzy powinni być gotowi zwiększać ryzyko w portfelach.
- Ostatnia faza korekty rzadko kiedy jest łatwa i może wymagać ponownego przetestowania rynków, zwłaszcza jeśli stopy procentowe lub zmienność obligacji znów wzrosną – głosi raport.
