Morski wiatr napędzi gdyńskie terminale

Katarzyna KapczyńskaKatarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2020-08-24 22:00

130 mld zł inwestycji i 34 tys. miejsc pracy — na takie efekty budowy farm na Bałtyku liczy port. Nie tylko on na tym skorzysta

Morski Port Gdynia przygotowuje się do zawarcia umów z partnerami, z którymi będzie inwestować w tzw. port zewnętrzny na tzw. zalądowionych obszarach Bałtyku, co pochłonie nawet 1 mld EUR. Po drodze jest mu m.in. z krajowymi podmiotami paliwowo-energetycznymi, planującymi inwestycje w morskie farmy wiatrowe, czyli tzw. segment offshore. Rozmowy są zaawansowane. Dostawy prądu mają się rozpocząć już za 4-5 lat. Port szacuje, że budowa pól energetycznych na Bałtyku przyczyni się do inwestycji o wartości 130 mld zł i utworzenia 34 tys. miejsc pracy. Siebie widzi w roli głównego operatora.

PORTOWY REKORD:
PORTOWY REKORD:
W Porcie Gdynia pełną parą idzie przeładunek elementów do budowy lądowych farm wiatrowych ze statków na ciężarówki. Niedawno do Nabrzeża Helskiego przybił LibertyHarvest, który przywiózł 139 elementów wież, ustanawiając portowy rekord.
Fot. ARC

— Chcemy, by zestawy farm wiatrowych były u nas kompletowane, a następnie wywożone na koncesjonowane obszary morskie. Mamy doświadczenie w przeładunku lądowych konstrukcji farm wiatrowych realizowanym na terenach terminali kontenerowych oraz przewagę w postaci dogodnej lokalizacji — mówi Adam Meller, prezes Morskiego Portu Gdynia. Podobne oczekiwania ma resort gospodarki morskiej.

— Port Gdynia ma być zapleczem logistycznym morskich farm wiatrowych. Zakładamy, że będzie współpracować z dużymi polskimi grupami paliwowo-energetycznymi przy dostawie elementów morskich wież wiatrowych, bo ma już doświadczenie na tym rynku. Oprócz tego konieczna będzie ich obsługa także przez mniejsze porty, takie jak Ustka, Łeba czy Władysławowo — mówi Grzegorz Witkowski, wiceminister gospodarki morskiej.

Podkreśla, że budowa portu zewnętrznego potrwa kilka lat, więc oprócz planowanego w nim terminala offshore konieczne będzie pozyskanie terenów lądowych niezbędnych do przeładunku elementów morskich wież, np. od Stoczni Wojennej, należącej do Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Ilona Kachniarz, rzecznik PGZ, zapewnia, że „każda atrakcyjna pod względem biznesowym propozycja zakupu z pewnością zostanie rozważona”.

Obecnie przeładunki elementów wież wiartowych są realizowane np. przez działającą na terenie portu firmę BCT Gdynia. Na pokładzie jednostki Chipolbrok Galaxy, zarządzanej przez Chińsko-Polskie Towarzystwo Okrętowe, dostarczono niedawno 60 śmigieł o długości 63 m, 30 gondoli silnikowych, ważących 69 ton każda, i piasty utrzymujące konstrukcję wiatraków. Część z nich trafi na teren budowy farmy wiatrowej Jasna, która zostanie uruchomiona w Polsce do końca roku. Będzie mogła wyprodukować 400 GWh energii elektrycznej, co odpowiada rocznemu zapotrzebowaniu na energię około 100 tys. średniej wielkości gospodarstw domowych.

Terminy gonią

Port analizuje możliwości utworzenia zaplecza do obsługi morskich farm wiatrowych na terenach gmin Kosakowo i Rumia oraz Gdyni. Musi szybko przygotować tereny m.in. dlatego, że przedstawiona niedawno przez resort klimatu nowa wersja tzw. ustawy offshorowej skraca terminy dla podmiotów chcących korzystać z dofinansowania budowy morskich farm.

— Decyzje o przyznaniu wsparcia dla projektów, które zakwalifikują się do pierwszej fazy, będą podejmowane do połowy 2021 r. Pierwotne założenia mówiły o końcu 2022 r. — podkreśla Mariusz Witoński, prezes Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej.

Wyjaśnia, że w związku z tym prace nad przygotowaniem projektów do prekwalifikacji trzeba było mocno przyspieszyć. Żeby dostać wsparcie, inwestorzy będą musieli przedstawić przekonujące dane, określające stan zaawansowania projektów, budżet i harmonogram realizacji. Ważną zmianą w projekcie ustawy jest także zwiększenie mocy morskich farm wiatrowych, które będą mogły powstać w ramach pierwszej fazy systemu wsparcia — z pierwotnie szacowanych 4,6 GW do 5,9 GW.

Wiatraki na kryzys

Projekt obliguje przyszłych inwestorów wiatrowych do współpracy z krajowymi podmiotami i dokumentowania jej w sprawozdaniach. Na zamówienia liczą polskie stocznie, pogrążone w koronakryzysie. Do dostaw szykuje się też Grupa Przemysłowa Baltic, skupiająca m.in. podmioty związane z gdańską stocznią, oraz gdyński Crist.

— Branża stoczniowa potrzebuje nowego impulsu i wydaje się, że jest on na wyciągnięcie ręki. Budowa morskich farm wiatrowych na polskich wodach Bałtyku stworzy nowy rynek, tak potrzebny w czasach kryzysu. To wielomiliardowy biznes, z którego znacząca część mogłaby zostać w polskich firmach i portach. Jednostki do budowy i późniejszej obsługi farm oraz same konstrukcje fundamentów turbin to tysiące ton stali i praca dla przedsiębiorstw na wiele lat — podkreśla dyrektor Maciej Lisowski z Crista.

„PB” już w ubiegłym roku pisał, ze spółka przygotowuje projekty statków, które mogą budować morskie farmy energetyczne oraz transportować konstrukcje i urządzenia niezbędne do ich budowy i obsługi.

40 TWh Na tyle szacowana jest roczna produkcja energii elektrycznej z wiatru w Polsce po wybudowaniu farm projektowanych na Bałtyku, czyli za ponad dekadę.

29,1 GW Taka jest łączna moc morskich farm wiatrowych na świecie, szacowana przez Global Wind Energy Council. Dekadę temu wynosiła zaledwie 3 GW, a do 2030 r. ma urosnąć do 205 GW.