Mostostal Warszawa króluje w odpadach

AP
opublikowano: 2012-07-23 00:00

Spółka zgarnia intratne zlecenia na spalarnie i sortownie. Na tym rynku nie będzie powtórki z dróg — mówią eksperci.

Mostostal Warszawa ma już umowę na budowę spalarni odpadów w Szczecinie za 666 mln zł brutto, o kolejną walczy w Bydgoszczy. W piątek, razem z Accioną Infraestructuras, podpisał kontrakt na zaprojektowanie i wybudowanie sortowni za 275,36 mln zł brutto dla Kielc i tamtejszego powiatu.

— To trzecie po Białej Podlaskiej i Sosnowcu tego typu zlecenie. I największe. Będą pojawiać się podobne, ale o wartości 60-100 mln zł. Powinno powstać kilkadziesiąt takich zakładów — mówi Andrzej Grygo, zastępca dyrektora obszaru ochrony środowiska i energetyki odnawialnej w Mostostalu Warszawa.

Jego zdaniem, to rynek na 5-6 lat. Najbliższe zlecenia szykują m.in. Olsztyn, Żory i Jarocin.

— W energetyce nie będzie powtórki z drogownictwa, bo mało firm ma kompetencje do prac — mówi Andrzej Grygo. Analitycy to potwierdzają.

— Pozostaje mieć nadzieję, że te kontrakty będą kalkulowane z wyższą rentownością niż w drogownictwie, które zniszczył wzrost kosztów budowy. W przypadku kontraktów na spalarnie wydaje się, że nie ma przesłanek do podobnych ryzyk — mówi Maciej Stokłosa, analityk DI BRE Banku.

Dostrzega zmiany w ukierunkowaniu spółki.

— W ubiegłych latach spółka realizowała do 1 mld zł przychodów z samego drogownictwa. Tymczasem w portfelu zamówień w segmencie na 2013 r. ma kontrakty warte jedynie 40 mln zł. Segment drogownictwa w Mostostalu czekają duże cięcia związane z ogłoszonym programem restrukturyzacji zadłużenia — mówi Maciej Stokłosa.

Zdaniem Krzysztofa Pado z Domu Maklerskiego BDM, ryzykiem przy projektach spalarni będzie to, że w Polsce nie budowano takich obiektów, więc polskie firmy nie mają jeszcze kompetencji.

— To wiąże się z ryzykiem kosztowym podwykonawców. Bo jeżeli tylko garstka firm wyspecjalizuje się w zleceniach, to później mogą się okazać drożsi. Niemniej rynek spalarni zapowiada się do 2015-16 r. interesująco — mówi Krzysztof Pado.