Przekonanie, że giełda jest tylko dla wtajemniczonych, jest równie błędne, jak to, że gracze skazani są na krociowe zyski.
Giełdowa hossa, rekordy indeksów i gigantyczne zyski obwieszczane na pierwszych stronach gazet rozpalają wyobraźnię drobnych ciułaczy. Ubiegłoroczne oferty spółek skarbu państwa w nie mniejszym stopniu przyczyniły się do lawinowego wzrostu zainteresowania inwestowaniem zgromadzonych oszczędności na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.
Wystarczy przypomnieć dantejskie sceny rozgrywające się przed placówkami biur maklerskich podczas oferty akcji PKO BP... Pęd na giełdę był olbrzymi, a ten rok nie zapowiada się gorzej. Dość powiedzieć, że Ministerstwo Skarbu Państwa chce doprowadzić do giełdowego debiutu akcje takich przedsiębiorstw, jak np. Grupa Lotos czy Polskie Górnictwo i Gazownictwo.
Niewiedza drogo kosztuje
Decyzję o rozpoczęciu kariery giełdowego inwestora powinno poprzedzić odpowiednio wcześniejsze przygotowanie merytoryczne. Niewiedza oznacza bowiem straty. Zanim ruszymy na podbój giełdowego parkietu, musimy wybrać biuro maklerskie, które będzie pośredniczyć w naszych inwestycjach. Nie jest to łatwe, bo na polskim rynku działa ponad 20 biur maklerskich, a ich oferty są w dużym stopniu zbliżone. Wybór właściwego brokera zależy od tego, jakim graczem chcemy zostać. Inna oferta będzie najlepsza dla stabilnego akcjonariusza, inwestującego w akcje danej spółki na wiele lat, a inna dla aktywnego gracza często dokonującego zmian w portfelu. Dużo też zależy od zasobności kieszeni przyszłego inwestora.
Porównaj oferty
Na początku warto rozważyć założenie rachunku inwestycyjnego w biurze maklerskim należącym do banku, w którym przyszły rekin finansjery posiada rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy (ROR). Większość banków dąży do zaoferowania wszelkich usług finansowych klientom. Kompleksowa usługa skraca czas oczekiwania na przelew pieniędzy, co w pewnych sytuacjach jest niezwykle istotne. Może bowiem nadarzyć się wyjątkowo dobra okazja do zakupu akcji danej spółki, a tymczasem na rachunku inwestora nie ma wolnych środków. W takiej sytuacji szybki przelew potrzebnej kwoty z ROR i zakup akcji w odpowiedniej chwili może zaowocować dużym zyskiem. Zazwyczaj też banki nie pobierają opłat za przelewy gotówki na rachunki prowadzone przez własne biura maklerskie. Niemniej jednak przed założeniem rachunku warto zapoznać się z ofertą konkurencji, może bowiem zdarzyć się i tak, że będzie ona korzystniejsza od propozycji dotychczasowego pośrednika. Przed wyborem brokera stają także i ci, których banki nie oferują usług maklerskich. Najszybciej i najłatwiej z ofertą poszczególnych domów maklerskich zapoznać się można bez wychodzenia z domu — na ich stronach internetowych bądź w portalach finansowych. Te ostatnie zazwyczaj przed dużymi ofertami na rynku pierwotnym publikują zbiorcze zestawienia ofert w tabelach, co od razu pozwala dostrzec przewagi jednych biur nad drugimi.
Popatrz na ceny usług
Przede wszystkim należy zwrócić uwagę, które biuro oferuje najdogodniejsze stawki za usługi, czyli prowadzenie rachunku i prowizje maklerskie. Opłaty za prowadzenie rachunku najczęściej są pobierane raz w roku i wahają się w granicach 30-50 zł. Za prowadzenie rachunku założonego w drugiej połowie roku broker pobierze około połowy opłaty rocznej. Przykładowo największy polski dom maklerski CDM Pekao SA pobiera roczną opłatę wysokości 40 zł, a gdy rachunek otwierany jest później niż w czerwcu, wówczas nalicza 25 zł. Kolejny istotny czynnik, na który należy zwrócić szczególną uwagę przy wyborze biura maklerskiego, to wysokości prowizji pobieranych od wartości zlecenia kupna bądź sprzedaży akcji. Jest to tym ważniejsze, im mniejszą kwotą pieniędzy rozporządza przyszły inwestor. Na prowizję maklerską składa się opłata stała plus procent od wartości zlecenia. Oczywiste jest, że im te liczby są mniejsze, tym więcej zostaje w kieszeni inwestora. W przeciwnym przypadku koszty maklerskie mogą nawet całkowicie pożreć osiągnięty zysk. Pamiętać bowiem trzeba, że prowizję opłaca się dwukrotnie — zarówno przy zleceniu kupna akcji, jak i przy ich sprzedaży.
Oczekiwania są różne
Trudno jest wyznaczyć minimalną sumę, z jaką warto porywać się na inwestycje giełdowe. Wszystko zależy od tego, jaką przewidywaną wysokość zysku dany inwestor uzna za satysfakcjonującą. Dla jednych gra warta będzie świeczki już przy kilkuset złotych czystego zarobku, dla innych — dopiero przy kilku tysiącach.
Wydaje się jednak, że z portfelem chudszym niż przynajmniej tysiąc złotych nie ma co startować. Wspomniane CDM Pekao SA od realizacji transakcji kupna akcji za sumę 1 tys. zł pobierze opłatę wysokości 1,5 proc. + 7,5 zł, czyli 22,5 zł. Zakładając, że kupione walory po pewnym czasie zdrożeją o 10 proc. (czyli w portfelu przybędzie 100 zł) i inwestor zdecyduje się zrealizować zysk, wówczas za ich sprzedaż broker naliczy 24 zł. Razem więc prowizje wyniosą 46,5 zł i o tyle zmniejszy się nominalny zysk 100 zł.
Oczywiście kurs akcji może poszybować wyżej, a wówczas zysk dla inwestora (ale brokera również) będzie większy. Z drugiej jednak strony na inwestycji można stracić, lecz za sprzedaż przecenionych akcji i tak trzeba będzie zapłacić prowizję. Oczywiście im większe transakcje, tym mniejsza prowizja w ujęciu procentowym. Płaci się minimalną kwotę plus nadwyżka powyżej ustalonych progów, np. 500 zł, 2,5 tys. zł, 10 tys. zł i 50 tys. zł. Powyżej tych kwot inwestor może już indywidualnie negocjować stawki.
Najłatwiej przez internet
Następna sprawa to liczba punktów obsługi klienta (POK) danego domu maklerskiego, gdzie można składać zlecenia osobiście lub przez telefon. Ta forma inwestycji odchodzi już jednak do lamusa, natomiast coraz więcej inwestorów nie wyobraża sobie dokonywania transakcji inaczej niż za pośrednictwem internetu. Sieć zrewolucjonizowała dostęp do giełdowych inwestycji, bo nigdy przedtem nie było tak tanio i szybko. Rachunek internetowy to większa wygoda i możliwość sprawdzania oszczędności w dowolnej chwili.
Na stronach biur maklerskich można przeczytać o najważniejszych wydarzeniach w spółkach giełdowych, śledzić kursy i na bieżąco monitorować wydarzenia na giełdzie. Ponieważ nowe technologie obniżają koszty funkcjonowania biur maklerskich, więc klienci korzystający z internetu są uprzywilejowani pobieraniem niższych prowizji niż w przypadku zleceń tradycyjnych. W przypadku akcji wynoszą one średnio 0,5 proc., podczas gdy od złożonych osobiście lub telefonicznie nawet 2 proc.
Makler otoczy opieką
Większość domów maklerskich posiada specjalne działy analiz i doradztwa, których zadaniem jest monitoring działalności wybranych — z reguły kilkunastu największych — spółek i sporządzanie co jakiś czas, np. raz na miesiąc, rekomendacji dla klientów. Codziennie natomiast można liczyć na komentarze maklerów i analityków ukazujące się na stronach WWW. Większość biur ma zorganizowane tzw. call center, ponieważ umowa o prowadzenie rachunku zapewnia możliwość składania zleceń przez telefon. Tam inwestor może zasięgnąć rady maklera. W call center można też sprawdzić stan rachunku czy też zrealizowane zlecenia. Po wybraniu na klawiaturze aparatu telefonicznego numeru rachunku i hasła żądane informacje poda automat. Ciekawą usługą staje się dostęp do rachunku za pomocą telefonu komórkowego z WAP i informacje przesyłane przez brokera w formie SMS-ów. Zamożniejsi inwestorzy mogą liczyć na indywidualną opiekę maklera.
Nie każdego inwestora — a już na pewno nie aktywnego biznesmena prowadzącego własne przedsiębiorstwo — stać na poświęcanie kilku godzin dziennie na studiowanie notowań poszczególnych papierów. Dlatego większość domów maklerskich wychodzi naprzeciw oczekiwaniom majętnych klientów, oferując im indywidualną obsługę maklerską. Większość, czyli nie wszystkie — dlatego przed decyzją o wyborze biura maklerskiego koniecznie trzeba zapytać o możliwość indywidualnej obsługi maklerskiej. Polega ona na udzielaniu przez maklera informacji o sytuacji na rynku, podpowiadaniu, jakie walory, kiedy i za ile kupić lub sprzedać. Słowem — makler trzyma rękę na pulsie, czuwając nad bezpieczeństwem powierzonych mu pieniędzy.
Jeśli nie stać na własnego
Oczywiście nie każdego stać na swojego własnego maklera. Usługa ta oferowana jest bowiem klientom, którzy legitymują się dużą wartością aktywów na rachunku, z reguły wymaga się 100 tys. zł. Inwestorzy posiadający na rachunku kwoty mniejsze, ale również idące w tysiące złotych, mogą składać zlecenia do dyspozycji maklera (DDM). Makler będzie śledził rynek i w miarę potrzeby podejmie decyzję inwestycyjną. Nie zaszkodzi, jeśli w ofercie brokera znajduje się usługa pośrednictwa na zagranicznych rynkach papierów wartościowych. Po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej oraz w dobie globalizacji handel akcjami i innymi instrumentami finansowymi na zagranicznych, bardziej rozwiniętych giełdach będzie zapewne zyskiwał na atrakcyjności.
Na razie z ofertą pośredniczenia w transakcjach na giełdach zagranicznych wystąpiło około jednej trzeciej funkcjonujących w Polsce domów maklerskich. Większość z nich umożliwia handel akcjami na giełdach krajów należących do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) oraz w innych krajach, z którymi Polska zawarła umowy o popieraniu i wzajemnej ochronie inwestycji. Przed założeniem rachunku dobrze jest sprawdzić, czy wybrany broker oferuje taką usługę i porównać koszty względem konkurencji.
Procedury są proste
Kiedy już wybrało się dom maklerski, który będzie pośredniczył w transakcjach, wystarczy pofatygować się do POK z dokumentem tożsamości (dowód osobisty, paszport, karta stałego pobytu) i numerem NIP.
Następnie trzeba wypełnić wniosek o otwarcie rachunku. Można też ściągnąć formularze ze strony internetowej brokera, wypełnić i wysłać. Możliwe jest założenie rachunku indywidualnego, a także wspólnego dla małżonków. Można również ustanowić jednego lub kilku pełnomocników, którzy będą mogli składać dyspozycje maklerskie w imieniu właściciela rachunku.
Na dzień dobry nie płacisz
W większości domów maklerskich otwarcie rachunku jest bezpłatne. Zlecenie można składać na cztery sposoby: osobiście w POK, przez telefon, faks lub internet. Aby skorzystać z efektywności, jaką oferuje internetowy rachunek inwestycyjny, należy podpisać aneks do tradycyjnej umowy z biurem maklerskim. Klient otrzymuje wtedy hasła oraz — jeśli ma takie życzenie — dodatkowe zabezpieczenie w postaci tzw. tokena. Jest to urządzenie pełniące funkcję pagera, które za każdym razem zmienia hasła dostępu do rachunku. W tym przypadku należy się liczyć z jednorazowym kosztem 100-200 zł.
Kupuj tanio, sprzedaj drogo
Rynek oferuje posiadaczom rachunków inwestycyjnych szerokie możliwości lokowania pieniędzy. Można inwestować w instrumenty finansowe dopuszczone do obrotu giełdowego, czyli na tzw. rynku wtórnym. Można też brać udział w ofertach na tzw. rynku pierwotnym, gdzie oferują akcje spółki dopiero wybierające się na GPW.
W przypadku nowych emisji, w oznaczonych terminach, reklamowanych w mediach, biura maklerskie przyjmują zapisy i wpłaty od inwestorów na akcje. W zamian wydają klientom dokument potwierdzający przyjęcie zapisu. Jeśli inwestorzy złożą wystarczającą liczbę zapisów — subskrypcja akcji uwieńczona zostaje sukcesem i papiery wartościowe trafiają do obrotu na rynku wtórnym. Dopiero wówczas inwestorzy mogą nimi swobodnie handlować.
Cel jest jeden: zysk
Sens inwestycji giełdowych tkwi w tym, by kupić tanio, a sprzedać drogo. To podstawowa zasada, jaką kierują się inwestorzy na rynku kapitałowym. Wydawać by się mogło, że nic prostszego, jednak schody zaczynają się już na etapie rozważań, czy akcje danej firmy są rzeczywiście tanie, czyli warte kupna. A może jeszcze stanieją, może lepiej wstrzymać się z zakupem? Analogiczny dylemat towarzyszy podjęciu decyzji o sprzedaży posiadanych akcji. Rodzi się bowiem pytanie, czy kurs osiągnął już swoje apogeum i czy sprzedać walory teraz czy może jeszcze odczekać, licząc na dalszy wzrost?
Hossa czy bessa
Wyczucie momentu, kiedy zaczyna się hossa, a kiedy kończy i przeradza w bessę, jest niezwykle trudne. Problemy z tym mają nie tylko zwykli inwestorzy indywidualni, ale także profesjonaliści zajmujący się zarządzaniem setkami milionów złotych powierzonych przez klientów funduszy inwestycyjnych czy emerytalnych. Tymczasem jest niezwykle istotne, aby na wzrosty i spadki reagować z odpowiednim wyprzedzeniem, tak aby kupić akcje możliwie najtaniej, a sprzedać maksymalnie najdrożej.
Czasy, gdy kupowało się pierwsze lepsze akcje i osiągało niebotyczne zyski, odeszły w zapomnienie już kilka lat temu. Dziś dla zielonego inwestora sam wybór spó-łek, których akcje warto kupić, jest czarną magią. Firm na giełdzie jest bowiem grubo ponad 200. Pół biedy, jeśli niedoświadczona osoba postanawia zainwestować w same akcje — w najgorszym wypadku może stracić „tylko” wszystkie pieniądze.
Gorzej natomiast, jeśli da się skusić wizji kolosalnych zarobków, jakie daje gra na kontraktach terminowych, i przegra. Zyskać można co prawda bardzo dużo (i to nawet podczas bessy), ale ryzykuje się utratę nawet większej kwoty pieniędzy niż zainwestowana na początku. Przy grze na kontraktach terminowych można popaść w zadłużenie wobec domu maklerskiego, a stąd już prosta droga do wizyty komornika w domu.
