Możejki ważniejsze od dywidendy

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 2006-05-30 00:00

Przejęcie jedynej rafinerii w krajach nadbałtyckich, eksportującej ropę do Europy Zachodniej i USA, to bardzo dobra informacja dla akcjonariuszy Orlenu. Nie dostaną oni wprawdzie obiecanej dywidendy (4,5 zł na akcję oznaczałoby jej stopę na poziomie ponad 8 proc.), ale płocki koncern znacznie wzmocni strategiczną pozycję w regionie. To warte jest znacznie więcej niż 2,8 mld dol., które Orlen w sumie zapłaci za Możejki. Kurs nabywcy zareagował pozytywnie, ale nadal jest o 18 proc. niższy niż ponad miesiąc temu, gdy notował lokalny szczyt (67 zł). Jeśli cena ropy ustabilizuje się, a zagraniczne fundusze powrócą na warszawską giełdę, Orlen może należeć do głównych celów ich zainteresowania. Koncern wyrasta na regionalnego lidera pod względem mocy przerobowych oraz przychodów. Wejdzie na rynki Litwy, Łotwy i Estonii, gdzie Możejki są głównym dostawcą.

Kurs Możejek na wileńskiej giełdzie zareagował na szczegóły przejęcia 10-procentowym wzrostem. Wartość rynkowa rafinerii przekroczyła tym samym 2,5 mld dol., ale to tylko nieznacznie mniej od ceny płaconej Jukosowi i litewskiemu rządowi przez polską firmę.

Zakup wiąże się z dodatkowymi inwestycjami. Orlen szacuje je nawet na 950 mln dol. w pięć lat, co ograniczy możliwości koncernu do wypłaty dywidendy. Znacznie zwiększy się też zadłużenie spółki. Dotąd równało się jednorocznemu zyskowi EBITDA (operacyjnemu powiększonemu o amortyzację) Orlenu. Koncern planuje emisję obligacji o wartości 2 mld zł, a agencja ratingowa Fitch umieściła spółkę na liście obserwacyjnej z negatywną perspektywą (Możejki też na nią trafiły, ale z perspektywą pozytywną). Jeśli jednak Orlen będzie zmierzać do redukcji zadłużenia, może w końcu osiągnąć optymalną strukturę kapitału (szczególnie po sprzedaży udziałów w Polkomtelu).

Od ostatecznego przejęcia Możejek dzieli płocczan jeszcze wiele formalności. Ich zakończenie uchroni Orlen, a pośrednio i Lotos, przed ostrą konkurencją z firmami rosyjskimi. Rafineria już teraz kontroluje do 3 proc. polskiego rynku, a jej przejęcie (np. przez Łukoil) groziłoby szybkim wzrostem tego udziału. Istnieje oczywiście ryzyko braku dostaw ropy z Rosji, ale skoro nie bał się go podjąć litewski rząd, dlaczego miałby się obawiać Orlen? Takie ryzyko musi jednak przypominać płockiej spółce, że najważniejsze zakupy — właśnie w segmencie wydobywczym — ciągle jeszcze przed nią.