Polski rynek giełdowy przeżywa okres doskonałej prosperity. Indeksy osiągają kolejne rekordy, a liczba nowych spółek na rynku GPW wciąż sytuuje nas pod tym względem w ścisłej czołówce europejskiej. Kapitalizacja warszawskiej giełdy w pierwszym półroczu 2005 zwiększyła się o 44 proc., do 232,1 mld zł, a liczba notowanych spółek wzrosła o 18 proc. w porównaniu z pierwszą połową 2004 r.
Pod koniec pierwszego półrocza na GPW notowane były 244 spółki. W pierwszej połowie roku zadebiutowało 19 spółek, co daje czwarte miejsce w Europie pod względem liczby debiutów. W ciągu całego minionego roku warszawski parkiet z 36 debiutami zajął drugie miejsce w Europie, po nieprównywalnie większym rynku londyńskim.
Mocno rosną też obroty. W minionym półroczu średnie dzienne obroty na rynku kasowym wyniosły 623 mln zł i były o 200 mln zł wyższe w porównaniu z pierwszą połową 2004 r.
Liczby te są imponujące, a perspektywy wcale nie gorsze. Tym bardziej że krok po kroku zbliżamy się do Unii Europejskiej. Sejm uchwalił ostatnio trzy nowe ustawy: o obrocie instrumentami finansowymi, o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych i o nadzorze nad rynkiem kapitałowym. Nowe regulacje mają zastąpić prawo o publicznym obrocie papierami wartościowymi i dostosować polskie przepisy do prawa UE i zliberalizować rynek.
Jesteśmy coraz bardziej europejscy, więc wytrawni gracze giełdowi nie byliby sobą, gdyby nie szukali nowych okazji do pomnożenia kapitału. Niektórzy znajdują je na rynku niepublicznym — w Polsce działa już grupa Business Angels, inwestująca w małe spółki i będąca sama w sobie uzupełnieniem dla funduszy venture capital /private equity. Lecz typowi gracze giełdowi szukają okazji do szybszych zarobków. I coraz częściej spoglądają na rynki zagraniczne. I to nie tylko po to, aby przewidzieć koniunkturę na GPW.
Na rynkach kasowych w USA i Europie inwestorzy mają dostęp do akcji spółek znanych w każdym zakątku kuli ziemskiej, których kapitalizacja i płynność osiągają wartości zupełnie abstrakcyjne w przypadku rynku polskiego. Dla przykładu: największą spółką świata jest Exxon Mobil z kapitalizacją 377,9 mld USD i obrotami wynoszącymi w 2004 r. 103,2 mld USD. Dla porównania: warszawski blue chip, TP SA ma kapitalizację wynoszącą 8,6 mld USD, a obroty w 2004 r. na poziomie 2,07 mld USD. Te liczby mówią same za siebie.
Rynki zagraniczne to duże szanse na godziwe zyski, ale także możliwość dywersyfikacji rodzimego portfela. Jednak czy polski gracz giełdowy może kupować akcje europejskich blue chipów? Tak, i wcale nie jest to trudne, gdyż polskie biura maklerskie oferują swoim klientom dostęp do zagranicznych rynków. I na przekór powszechnie panującym opiniom akcjonariuszem zagranicznych spółek można stać się szybko i bez większych problemów. Wystarczy otworzyć rachunek inwestycyjny, zawrzeć stosowne umowy z domem maklerskim i już można inwestować.
Szeroką ofertę mają również fundusze inwestycyjne. Na rynku działa 35 funduszy lokujących środki w aktywa denominowane w walutach obcych — począwszy od funduszy akcji europejskich aż po fundusze obligacji dolarowych. Jest więc w czym wybierać. Trzeba się tylko zastanowić, czy warto podjąć ryzyko. Za takim krokiem przemawia choćby potencjał największych giełd. A za tym, że warto zainteresować się zagranicznymi rynkami, przemawia choćby przykład Enterprise Investors, największego funduszu private equity działającego w Polsce, który inwestuje nie tylko na polskim rynku.
Szerzej o inwestycjach zagranicznych na kolejnych stronach Drogi po Kapitał. Zapraszamy do lektury!