Można wiele wygrać, można wiele stracić

Marcin Dybek
opublikowano: 2008-08-20 00:00

Na co zwrócić uwagę inwestując na rynku alternatywnym

Ze wszystkich wskaźników finansowych, dla akcjonariusza największe znaczenie mają te, które odnoszą mierniki rentowności (zysk netto, EBITDA, EBIT czy zysk operacyjny) do wyceny rynkowej całej spółki. Do standardu narzędzi inwestora giełdowego należy liczenie wskaźników C/Z, C/EBIT, C/WK i EV/EBITDA. Interpretacja wskaźników zawsze może być dwojaka. Niska ich wartość po pierwsze może oznaczać niedowartościowanie akcji albo, co jest ważne, dyskontowanie przez rynek spodziewanego spadku dynamiki zysków. Podobnie, wysoka wartość takiego wskaźnika, jak C/Z spółki o wysokim potencjale wzrostu, nie musi oznaczać przewartościowania akcji.

Zawsze interesujące jest obserwowanie zmian powyższych wskaźników. Liczniki, w rozumieniu górnej części matematycznego ułamka zwykłego, zmieniają się codziennie. Te zmiany są niewielkie w krótkim okresie, dlatego nie powodują gwałtownych zmian wartości wskaźników rynkowych akcji. Baczną obserwację dzień w dzień można sobie darować, gdyż wiele ona nie wniesie. Jednak żaden inwestor nie powinien ignorować zmian wskaźników wywołanych publikacją wyników finansowych. Może się bowiem okazać, że atrakcyjność inwestycji w akcje, które akurat posiadamy, spadła z dnia na dzień. Zmiany rentowności spółki mierzone są tylko raz na 6 miesięcy, więc spore przeszacowania są możliwe.

Szczególnie prawdziwe jest to w przypadku spółek notowanych na New Connect. To małe spółki, w większości wypadków bez historii. Inwestycja w nie opiera się głównie na podstawie zaufania w możliwości zarządu realizacji biznesplanu. Co więcej, nie chodzi tu o plan rozwoju zwiększający przychody o kilka procent, tylko o plan zrobienia biznesu od początku do końca. Mogą być wielcy wygrani, ale i wielcy przegrani. Palcem pokazywał nie będę, ale wiele spółek z tego rynku zbankrutuje.

Wskaźniki rynkowe są ważne, trzeba je obserwować, ale zdrowo jest zachować wobec nich dystans. To, że dla danej spółki nagle okażą się szczególnie atrakcyjne, wcale nie musi oznaczać, że cena jej akcji poszybuje. Podobnie, pogorszenie wskaźników nie musi potwierdzić działania prawa powszechnego ciążenia na notowania. Pamiętajmy, że na podstawie wskaźników oceniamy wartość akcji na podstawie dokonań spółki w ciągu ostatniego roku. To bardzo krótki okres, w którym mogły zajść okoliczności wpływające na wynik finansowy, niemające szans na powtórzenie. Czasami jesteśmy w stanie je wychwycić ze sprawozdania finansowego, czasami nie. Po drugie, każdy wskaźnik trzeba do czegoś odnieść. Musimy wiedzieć, czy np. C/Z równy 18 to dużo, czy mało. Nie ma obiektywnej metody, która dałaby układ odniesienia. Analitycy przyjmują różne wartości jako poziomy równowagi. Zawsze jednak czynią to na podstawie mniej lub bardziej subiektywnej oceny.

Na 58 notowanych akcji na New Connect tylko dla 36 możliwe jest policzenie wskaźnika C/Z. Pozostałe ponoszą straty. Jedna, Vision, ma nawet ujemny kapitał własny, co jest dość niepokojącym zjawiskiem, bo świadczy o długookresowym braku rentowności.

Wśród spółek rentownych, rozbieżności wskaźnika C/Z są bardzo duże. Wahają się od 2,8 dla Techpark2 do 307,6 dla Marsoft. Zazwyczaj wartości skrajne się pomija, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że są rezultatem przypadku. Jednak pierwsze 5 spółek o najniższym wskaźniku C/Z ma go średnio na poziomie 5,62, czyli niewiele więcej. Są to, poza już wymienioną, DFP, Blupreipo, Centklima i Bluetax. Pierwsze 10 ma C/Z wart 8,05. Sytuacja może się jednak zmienić i za pół roku będziemy mieli inną czołówkę.

Widząc niedoskonałości oceny wartości akcji na podstawie wskaźników, naturalne jest poszukiwanie innych metod wyceny. To niechybnie prowadzi nas do zainteresowania się metodą dyskontowania przepływów pieniężnych, w skrócie DCF. Nie ma obecnie metody, która by miała lepsze od niej oparcie w teorii finansów. Mimo to, DCF również idealna nie jest. By ją zastosować, potrzeba oszacować kilka kluczowych parametrów. Jest to na tyle duży kłopot, że analitycy często zgadują ich wartości, patrząc w sufit. W ten sposób, źle zastosowana metoda DCF daje taki wynik, jaki chce się osiągnąć. Wcale nierzadka jest sytuacja, w której analityk wycenia akcje jakiejś spółki na podstawie wskaźników, a następnie tak dobiera parametry modelu DCF, by otrzymać zbliżone wyniki. To absurd, ale w raporcie analitycznym powinny znaleźć się obie metody wyceny. Jeżeli analityk zamieściłby znacząco inne wyniki zastosowania każdej z nich, to tym samym podważyłby wiarygodność raportu i własnych kompetencji.

Niemniej, warto jest nauczyć sięmyśleć kategoriami DCF. Przykładowo, czytając informacje ze spółek od razu w głowie przekładać je na przyszłe przepływy pieniężne.

Marcin

Dybek