W wielu branżach przez ostatnie lata dokonała się rewolucja, jeśli chodzi o liczbę specjalistycznych produktów, np. chemia gospodarcza odmieniła sposób, w jaki sprzątamy domy. Tymczasem branża mrożonkowa została całkowicie zaniedbana w tym względzie. Taki krajobraz rynku mrożonek ocenia Tomasz Meller, prezes Nordisu.
Lody chrzanowe
— Inne spożywcze półki znacznie się rozrosły. My próbujemy dopiero budować kolejne kategorie — przygotowywać mrożonki specjalnie dla dzieci czy wprowadzać nietypowe lody. Chcieliśmy przekonać Polaków, żeby lody chrzanowe dodawać do mięsa. Na razie to jednak przyszłość, choć nie tak odległa, jak mogłoby się wydawać. Powracający z emigracji zarobkowej Polacy [m.in. z Wielkiej Brytanii] przywożą stamtąd zainteresowanie innymi smakami i to jest szansa dla całej branży — mówi Tomasz Meller.
Statystyczny Polak spożywa kilka kilogramów mrożonek rocznie, a Brytyjczyk kilkadziesiąt.
— Wciąż pokutuje u nas pogląd z czasów PRL, że mrożona żywność to ta gorszej jakości, a jest wręcz odwrotnie, o czym wie każdy dietetyk — przekonuje prezes Nordisu. Sprzedaż mrożonej żywności sięga około 2 mld zł rocznie i powoli rośnie. Rynek ten jest jednym z najbardziej rozdrobnionych segmentów przemysłu spożywczego. Penta Investments, czeski fundusz private equity, który wszedł na ten rynek dwa lata temu z wizją jego konsolidacji, szacował liczbę mrożonkowych dystrybutorów i producentów na około 800. Fundusz zespolił dwie duże firmy — silny na północy Polski Iglotex z Iglokrakiem z południa i przeprowadził wiele mniejszychakwizycji. Są jednak tacy jak Nordis, którzy są przekonani, że to nie w wielkości, ale w jakości produktów i elastyczności obsługi tkwi przewaga konkurencyjna mrożonkowego biznesu.
— Im większa firma, tym bardziej standardowa oferta, a mrożonkowe gusta klientów są bardzo zróżnicowane. Bywa, że drastycznie różnią się nawet pomiędzy regionami. W Lubuskiem dobrze sprzedają się inne produkty niż w okolicach Poznania, a to zaledwie 100 km w linii prostej — twierdzi Tomasz Meller.
Bez dużych sklepów
Spółka przyjęła też całkiem inną strategię niż większość producentów żywności.
— Nie pracujemy z kanałem nowoczesnym [supermarkety, hipermarkety i dyskonty — red.], bo nie chcemy być poddawani ciągłej presji cenowej. Nawet jeśli część tradycyjnych małych sklepów znika z rynku, to w ich miejsce powstają kawiarnie czy restauracje, więc produkty kierujemy również do kanału HoReCa, który stanowi obecnie 30 proc. naszych przychodów — opowiada Tomasz Meller. Zdaniem prezesa Nordisu, dalsze kurczenie się kanału tradycyjnego nie jest jednak przesądzone. — Wbrew pozorom szansę na rozwój ma również detal w pobliżu dyskontów. Klient zaczyna oczekiwać nie tyle taniej, ile szerokiej oferty, a ta w dyskontach jest raczej ograniczona i powtarzalna — twierdzi Tomasz Meller.
Kluczem sukcesu mrożonek jest jednak, jego zdaniem, w dotarcie wprost do domów.
— Gros klientów ma problem z przeniesieniem mrożonek w taki sposób, aby nie zaczęły się rozmrażać. Z naszego punktu widzenia takie bezpośrednie dostawy są jak najbardziej wykonalne i w perspektywie 5 lat będą kolejnym kanałem sprzedaży dla branży — przekonuje Tomasz Meller. Nordis zakończy ten rok z przychodami sięgającymi 180 mln zł, które rosną o 7-8 proc. rocznie. Połowę tej sumy uzyska z dystrybucji, a połowę z produkcji. Zatrudnia 600 osób i jest obecny w trzech mrożonkowych segmentach — lodach, warzywach i daniach gotowych, w których wedle prezesa Nordisu, zajmuje ogólnie 3-4 miejsca pod względem udziałów rynkowych. Mrożone dania gotowe zaczęły przyciągać do Polski dużych graczy. W połowie przyszłego roku ma ruszyć zlokalizowana w Opolu fabryka dań z makaronem, wybudowana przez belgijskiego giganta Ter Beke. Walkę o udziały w mrożonych wyrobach ciastkarskich zapowiedział Erlenbacher Backwaren, obecny w 36 krajach producent z grupy Nestle. Małopolski producent mrożonych pierogów i klusek — U Jędrusia — ogłosił plany ekspansji w krajach bałtyckich razem z siecią detaliczną Maxima, działającą na Litwie, Łotwie, w Estonii i Bułgarii.