Multi-kulti na rynku wina

opublikowano: 31-08-2017, 22:00

Dolina Rodanu jest jedna, ale na tyle długa, że wino z południa różni się od tego z północy jak nonszalancki Włoch i opanowany Skandynaw

Od Lyonu aż do delty Rodanu ciągnie się około 240 km doliny, która jest prawdopodobnie najstarszym regionem winiarskim Francji. Na północy stoki są strome, granitowe, a winnice uprawiające kilka wybranych szczepów ściśle przylegają do rzeki. Na południu gleby są bardziej piaszczyste, a łagodny wiatr roznosi śródziemnomorskie zapachy po nasłonecznionych pagórkach — w kieliszku gra mieszanka różnych szczepów, nic nie jest tak surowe ani nie unosi się z takim dystansem jak na górze mapy. Najwyższej klasy wina północnej części to jednak tylko 5 proc. całej produkcji doliny, dlatego etykiet nadających się do roli inwestycji trzeba szukać i w górę rzeki, i tam, gdzie „dolce vita”.

Paul Jaboulet Aîné Hermitage La Chapelle — czytamy na etykiecie — to kolejno: producent, apelacja i wino, którego nazwa pochodzi od dawnego trzynastowiecznego kościoła z widokiem na Hermitage.
Zobacz więcej

WINO NA NIEDZIELĘ:

Paul Jaboulet Aîné Hermitage La Chapelle — czytamy na etykiecie — to kolejno: producent, apelacja i wino, którego nazwa pochodzi od dawnego trzynastowiecznego kościoła z widokiem na Hermitage. [FOT. FOTOLIA]

Kaplica święci syrah

Stwierdzenie, że północna część Doliny Rodanu różni się od południowej poziomem prestiżu, wcale nie musi być aż tak obraźliwe — utarło się i jest prawdą, że obszary oddalone od brzegu morza produkują po prostu mniej, ale wedle trudniejszych do spełnienia rygorów. Mimo że cały region, spójnie opisywany na etykietach jako Côtes du Rhône, i tak nie dorównuje cenowymi rekordami sławnej Burgundii czy popularnemu Bordeaux, w północnych stronach znajdą się nawet butelki warte kilkanaście tysięcy złotych.

Nie zawsze co prawda wysoka cena oznacza wybitny potencjał jej wzrostu, ale w tych paru przypadkach popyt i podaż zadziałały zgodnie z pierwszymi rozdziałami podręczników do ekonomii: eksperci Wine Searcher podają, że zainwestowaliby m.in. w skrzynki od Paula Jabouleta czy z Domaine Jean- Louis Chave, ale też w kilka przykładów prosto z niezdyscyplinowanego południa. Pierwsze nazwisko kojarzy teraz bez wątpienia cały region, ale początki sprzed prawie dwustu lat sprowadzały się do tego, że Antoine Jaboulet uprawiał winorośle na pojedynczym, małym kawałku obszaru Hermitage. Dzisiaj jednym z najbardziej poszukiwanych trunków znad Rodanu okazuje się tamtejsze wino La Chapelle — czerwone — a zaraz za nim La Chapelle Blanc z typowego dla północnej części pomieszania szczepów marsanne i roussanne.

Średnia cena dla wszystkich roczników pierwszego to około 650 zł za butelkę — które może warto byłoby nawet wydać bez inwestycyjnego celu, a tylko po to, żeby spróbować czystego szczepu syrah. Wina z Hermitage w przeważającej części oparte są na tej odmianie, która zresztą uznawana jest wraz ze swoimi ciemnymi skórkami za jeden z symboli Doliny Rodanu. Podobny północny zestaw otrzymamy też w Domaine Jean-Louis Chave, a więc od producenta mającego największy udział w stokach apelacji Hermitage.

Winorośle odsadzone są na specjalnych tarasach tworzących łącznie osiem różnych od siebie pól, z innymi mikroklimatami i delikatnie odmiennymi właściwościami gleby. Wina z ich owoców — czerwone z winogron syrah i białe ze wspomnianej wcześniej mieszanki — kosztują przeciętnie odpowiednio 1 tys. zł i 780 zł, podaje Wine Searcher. Nieznacznie więcej od La Chapelle i odrobinę mniej od win, które znawcy bez cienia drwiny określają lalawinami.

Wina z Lalalandu

Brzmi jak lekkoduszne południe, tymczasem chodzi o najdalszą północ, a dokładnie apelację Côte-Rôtie, na samej górze mapy Doliny Rodanu. Producent, któremu baczniej przyglądają się w tym rejonie inwestorzy, to E. Guigal — gracz zresztą nie do przeoczenia, bo zbierający owoce właściwie z całej długości brzegu Rodanu, od północnego czubka po południową apelację o przydługiej nazwie Châteauneuf-du-Pape. Jak każe pomyśleć stereotyp, z szerokiego repertuaru win Guigala najwyższy popyt rozbudzają te z Côte-Rôtie na północy: La Landonne, La Turque i La Mouline — wszystkie za około 1,4 tys. zł, bo taka jest średnia dla roczników w obiegu.

Lala-wina, również typowo, oparte są na ciemnym szczepie syrah, ale tylko La Landonne całkowicie, a przy tym z gron winorośli liczących 35 lat. Krzewy dobiegające nawet 75 lat dają owoce dla pozostałych dwóch czerwonych win, jednak nie wygląda to tak, jak można się spodziewać, bo La Mouline i La Turque tworzy mieszanka syrah-viognier — winogron o ciemnych i jasnych skórkach. Połączenie z Côte-Rôtie, a jakby nie z północy, tylko z fantazją południa.

Zasięg GSM

Im bliżej ujścia, tym klimat bardziej jak z pocztówki, na której rozgrzane słońcem kamienne budynki zapadają się w wielki lawendowy dywan — lepiej na nie uważać, bo w tych okolicach czyha Châteauneuf-du-Pape. Żeby wspomnieć o nim na głos, trzeba przeczytaćpo prostu château i resztę dosyć podobnie, jak jest napisana. Warto się nad tym na moment skoncentrować, chociażby dlatego, że z tej apelacji pochodzą aż dwa warte uwagi nowe zlepki wyrazów: Château de Beaucastel i Château Rayas. Pierwszy z producentów pokazuje, na co stać południe Doliny Rodanu, bo na blisko stu hektarach upraw jest aż trzynaście odmian winogron, w tym trzy podstawowe, czyli GSM.

Mieszanka kryjąca się pod tym skrótem to czerwone szczepy grenache, syrah i mourvèdre, których połączenie na tyle sprawdziło się w nadrodańskich winnicach, że jego sława obiegła nawet drugą, południową półkulę. Skrót GSM, prezentowany na butelkach win z Australii, wydawałby się więc kwintesencją nieskrępowanego mieszania się wszystkiego w Châteauneuf-du-Pape — gdyby nie Château Rayas, które zapatrzyło się chyba w kierunku szorstkiej północy. Z przeciętną ceną bliską 2 tys. zł za butelkę, którą podaje Wine Searcher, czerwone wino z Château Rayas jest wyjątkowo cenione za możliwości długiego starzenia, ale też wyjątkowe w ogóle, bo z jednego szczepu, którym w dodatku nie jest syrah.

Wino z południowej części Doliny Rodanu — również z apelacji Châteauneuf-du-Pape — udowadnia, że wystarczy mu sama odmiana grenache, nawet jakby była jedną z najpowszechniejszych na świecie. Nie ma mowy o przymykaniu oka na inne, obce owoce, czemu trudno się dziwić, bo znacząca część zamkniętych w sobie stoków Rayas nigdy nie widziała słońca, kiedy jest najcieplej pomarańczowe, dlatego że każdego dnia, jak za karę, zwrócona jest ku północy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Multi-kulti na rynku wina