Murarz jeśli wraca, to mądrzejszy

Zbigniew Bachman
18-06-2007, 00:00

Materiałów jest mało, a ich ceny idą w górę szybciej niż mury na wzorcowej budowie. I trudno byłoby tu podać jedną przyczynę. Jest drożej m.in. dlatego, że wzrosły ceny cementu, a wzrosły, bo na siedmiu niemieckich producentów — obecnych także na polskim rynku — nałożono olbrzymią karę za praktyki monopolowe. 660 mln EUR, które musi zapłacić siedem firm, spłacają przecież nabywcy ich wyrobów.

Kolejny powód wspinaczki cen to gorączka inwestycyjna u naszych wschodnich sąsiadów. W gospodarce wolnorynkowej sprzedaje się przecież tam, gdzie można uzyskać lepszą cenę. A wschód Europy jest doskonałym rynkiem zbytu dla polskich wytwórców materiałów budowlanych. Kilka lat temu, kiedy stagnacja w naszym kraju doprowadziła do zamknięcia wielu mniejszych cegielni, eksport był ratunkiem dla tych, które się uchowały. Efekt jest taki, że dziś cement kupuje się w Afryce Południowej, a cegłę nasi przedsiębiorcy sprowadzają z Czech.

Nie da się także nie zauważyć braku wykwalifikowanych kadr dla budownictwa. Nie bez podstaw mówi się o olbrzymich rzeszach Polaków, którzy wyjechali do pracy za granicę. Podaje się nawet ogromną liczbę 2,5 mln. Szacunki wskazują, że około 300 tys. z nich to pracownicy sektora budowlanego. Oczywiście mamy szansę ściągnięcia ich z powrotem do kraju, ale tylko pod warunkiem, że rodzimi pracodawcy zaoferują im pensje dwa razy wyższe od tych, które dostawali przed wyjazdem.

Tymczasem szefowie spółek wykonawczych nadal zabiegają o zlecenia, stosując magię niskich cen. I inwestorom, i wykonawcom nadal zależy przede wszystkim na tym, żeby wybudować, a nie na tym, żeby wybudować dobrze. Konsekwencje tego widać na każdym kroku podczas spaceru po nowo i szybko powstających osiedlach. Kiepska jakość budowy stwarza na rynku osobliwe miejsce dla tych, którzy poprawiają już postawione budynki.

Jeśli już mowa o kłopotach z kadrami, to problemem jest nie tylko ucieczka za granicę fachowców, których już mamy, lecz także brak dobrego szkolnictwa zawodowego. Kształcenie zawodowe nie kończy się na szkole, która daje tylko podstawową wiedzę niezbędną do wykonywania zawodu. Choć niektórych może to rozbawić, pracujący w budownictwie — podobnie jak lekarze — muszą się stale szkolić i dokształcać. Rynek podlega przecież przeobrażeniom, reorganizacjom, pojawiają się nowe technologie. Większość pracowników na budowach to inżynierowie. Oni też są tam potrzebni, ale nie należy obarczać ich pracą, którą mógłby wykonać dobry technik.

W tej sytuacji, paradoksalnie, pozytywnym zjawiskiem stają się zagraniczne wojaże naszych robotników budowlanych. 17 lat działania naszych firm na rynku niemieckim sprawiło, że Polacy obyli się z nowymi technologiami. Zachęca to zagraniczne firmy budowlane do wchodzenia na nasz rynek i wykorzystywania polskich spółek jako podwykonawców. My też powinniśmy rozważyć przyjmowanie pracowników z innych, biedniejszych krajów. To, że są oni tańsi od Polaków, to nie jedyna korzyść. Dzięki nim możemy znaleźć drogę do wejścia na zagraniczne, nietknięte jeszcze inwestycjami, rynki. l

Zbigniew Bachman

dyrektor Polskiej Izby Przemysłowo-Handlowej Budownictwa

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Zbigniew Bachman

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Murarz jeśli wraca, to mądrzejszy