Musimy zainwestować w polską kadrę

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2015-10-19 22:00

Wąskim gardłem dla zagranicznych inwestorów w Polsce i rodzimych firm planujących ekspansję są wykształceni pracownicy.

To zadanie dla biznesu, rządu i uczelni.

Debata "Czas na patriotyzm gospodarczy"
Marek Wiśniewski

Debata „PB” z cyklu Czas na patriotyzm gospodarczy nie mogłaby się odbyć w lepszym miejscu i czasie niż ta zatytułowana „Polska nowoczesna działa globalnie”. W poniedziałek 12 października o godz. 10 rano wokół PGE Stadionu Narodowego wciąż walały się zagubione kubki, butelki, biało-czerwone kartoniki i wszechobecne torby foliowe pozostawione przez 55 tys. kibiców, którzy fetowali awans polskich piłkarzy do EURO 2016. Wewnątrz atmosfera wciąż była podniosła. Udzieliła się panelistom. Już podczas próby mikrofonów przed rozpoczęciem nagrania nie wszyscy standardowo odliczali „raz, dwa, trzy”. — Polska 2:1 — oznajmiła Ilona Antoniszyn- -Klik, wiceminister gospodarki.

— Czy wyglądamy tak dobrze jak wczoraj zawodnicy? — dopytywał Artur Wiza, dyrektor zarządzający obszaru komunikacji korporacyjnej w Asseco Poland.

Nie, nie żałuję

Po tej krótkiej rozgrzewce zawodnicy byli gotowi do odpowiedzi na pytanie prowadzącego: czy trudno ściągnąć do Polski zagranicznych inwestorów, czy też „walą tu jak w dym”.

— Inwestorzy skanują świat. Polska spełnia wstępne parametry: oferuje duży rynek, wysoki poziom umiędzynarodowienia gospodarki, prawo, które pozwala handlować z UE i ze światem. Po takiej wstępnej decyzji inwestor przyjeżdża i zaczyna się prawdziwa walka. Konkurujemy nie tylko ze wszystkimi krajami Europy Środkowej i Wschodniej, ale także z Turcją czy Meksykiem. Mamy ogromne sukcesy w ściąganiu inwestycji usługowych — tu jesteśmy światowym hitem. Nam jednak najbardziej zależy na przemyśle. Udało się ściągnąć wielkie przedsięwzięcia, ale do tego potrzebna jest pomoc publiczna, zaangażowanie regionów i wiele innych czynników — stwierdziła Ilona Antoniszyn-Klik. Zdaniem Macieja Relugi, głównego ekonomisty Banku Zachodniego WBK, inwestycje zagraniczne musiały napłynąć szerokim strumieniem.

— Musiało tak się stać, bo po kilkudziesięciu latach komunizmu nie mieliśmy oszczędności. Nadal ich nie mamy w gospodarstwach domowych, ale przedsiębiorstwa zaczynają je gromadzić. Napływ zagranicznych inwestycji najpierw generuje import, np. maszyn, a potem eksport. W 20 lat udział eksportu w PKB podwoił się dzięki zagranicznym inwestorom — wyjaśnił Maciej Reluga.

Inwestorzy nie żałują, że przybyli nad Wisłę.

— Obchodzimy 25-lecie w Polsce, mamy dobre perspektywy na następne 25 lat. Podejmowaliśmy decyzję o wejściu do Polski, gdy nie było wiadomo, czy zostanie członkiem UE. Wpływ inwestorów można mierzyć twardymi parametrami: w firmach z zagranicznym kapitałem pracuje 1/3 zatrudnionych, realizują one 2/3 eksportu. Drugie tyle korzyści, jeśli nie więcej, można znaleźć na innych płaszczyznach. Pracownicy produkcyjni podnoszą kompetencje, potrafią pracować na kilku różnych stanowiskach, uczą się pracy w systemie zarządzania jakością. Mogą potem pracować wszędzie — uważa Jacek Siwiński, dyrektor generalny Velux Polska. Są też transfery na wyższym poziomie.

— Dawni menedżerowie i prezesi HP czy Oracle’a teraz pracują dla Asseco. Sam jestem takim przykładem — stwierdził Artur Wiza, który kilka lat temu pracował w HP.

Nie tylko grant

Odpowiedź na pytanie, czy granty są konieczne, żeby ściągnąć do Polski zagraniczne firmy, Ilona Antoniszyn-Klik, zaczęła od obalenia mitów.

— Najwięcej grantów i wsparcia dostają polskie przedsiębiorstwa. Dzieje się tak dlatego, że najwięcej pieniędzy pochodzi z funduszy unijnych kierowanych przede wszystkim do małych i średnich firm, więc międzynarodowe koncerny się nie kwalifikują. W Polsce pomoc publiczną dostaje 10 proc. firm. Na najbliższy okres zapisane jest 20 mld EUR, a program, w którym rozdajemy granty, ma budżet na poziomie 150 mln EUR. Jest to więc znikoma część pomocy publicznej. Nikt za grant rządowy nie decyduje się na inwestycję w Polsce. Te pieniądze firmy wykorzystują do budowy drobnej infrastruktury wokół inwestycji, jak rowy melioracyjne, parkingi, kawałki dróg — powiedziała wiceminister gospodarki. Skoro granty nie decydują, to co? Odpowiedzi udzieliła Katarzyna Kacperczyk, wiceminister spraw zagranicznych.

— Choć wizerunek Polski na świecie jest coraz lepszy, to musimy zabiegać o inwestorów. Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Ministerstwo Gospodarki, Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych współpracują z wieloma instytucjami. Warto opracować kompleksową strategię przyciągania inwestycji. Większość projektów trafia do województw dolnośląskiego i mazowieckiego. Trzeba współpracować z samorządami i wesprzeć regiony, które nie są tradycyjnie postrzegane jako dobre lokalizacje inwestycji. Wiadomo, że większe ośrodki mają lepiej rozwiniętą infrastrukturę i bazę pracowników. Ale to zamknięte koło. Pierwsza inwestycja pociąga następne — mówiła Katarzyna Kacperczyk.

Wtajemniczonych w wieloletnie konflikty między MG a MSZ, dotyczące tego, kto ma się zajmować promocją gospodarczą Polski, mogło zaintrygować, że pani wiceminister jednym tchem wymieniła swój resort z instytucją z placu Trzech Krzyży. Ale to nie powinno dziwić.

— Ostatnie kilka lat to bezprecedensowy okres w dyplomacji ekonomicznej — mam na myśli nie tylko MSZ i placówki dyplomatyczne, ale działania resortów gospodarki, rolnictwa, infrastruktury przy wspieraniu przedsiębiorców na rynkach zagranicznych. Myślę, że udała nam się koordynacja działań. W 2014 r. i do połowy 2015 r. wsparliśmy ponad 3 tys. przedsiębiorstw, a nasze placówki odpowiedziały na ponad 100 tys. zapytań przedsiębiorców — pochwaliła siebie i kolegów z innych resortów Katarzyna Kacperczyk. Ilona Antoniszyn-Klik kontynuowała wątek pomocy publicznej dla polskich firm. Coraz więcej rodzimych spółek inwestuje w strefach i korzysta z pomocy publicznej, jaką jest zwolnienie z CIT. Krajowi przedsiębiorcy są największym inwestorem w specjalnych strefach ekonomicznych (SSE). Na koniec 2014 r. wartość ich inwestycji wyniosła 19,4 mld zł, czyli prawie 20 proc. W tym roku na 136 zezwoleń wydanych w czternastu SSE 80 otrzymały firmy z polskim kapitałem. Na 2015 wszystkich ważnych zezwoleń 1047 mają rodzime spółki.

Kiedy innowacje

Wątek zwycięskich Polaków pociągnął Jacek Czerniak, dyrektor zarządzający Departamentu Klientów Globalnych Citi Handlowego. — Musimy stawiać na innowacje i to już się dzieje, przybywa centrów R&D. W ubiegłym roku z Polski zostało zgłoszonych 450 patentów, w tym 152 przez zagraniczne firmy. Niewiele osób wie, że używając

jednego z popularnych smartfonów, korzysta z oprogramowania, które powstało w Polsce. Polskie firmy są często lepsze od zagranicznych. Ale wydajemy 1 proc. PKB na innowacje, podczas gdy największe gospodarki świata — 4 proc. — powiedział Jacek Czerniak. Zastrzeżenia do statystyk dotyczących innowacyjności wniósł Maciej Reluga. — Te statystyki nie są do końca prawdziwe. Gdyby były zwolnienia podatkowe od działalności B+R, wydatki na pewno szybko by urosły — wytknął ekonomista. Zanim jednak firmy zaczną inwestować w innowacyjność, wykorzystają rezerwy wzrostu w Polsce, a jest ich sporo.

— Co prawda siła robocza za 15 lat nie będzie na takim poziomie jak dziś, ale wystarczy wzrost aktywności zawodowej (dziś nieco ponad 50 lat), uwolnienie zatrudnienia w sektorze rolniczym (10 proc. siły roboczej, a wkład do PKB wynosi 3 proc.), wzrost wydajności, m.in. przez robotyzację. Wykorzystajmy moment, który nadchodzi. Za chwilę stopa bezrobocia spadnie do historycznie niskiego poziomu, a już dziś mamy do czynienia z rynkiem pracownika. Koszty pracy będą musiały urosnąć, to się wydarzy samoczynnie — stwierdził Maciej Reluga.

Wąskie gardło

Prowadzący debatę Grzegorz Nawacki — jak to dziennikarz — chciał jednak posłuchać o wadach i barierach.

— To pytanie pod niewłaściwym adresem. My coraz więcej robimy w Polsce. Jakie by były niedogodności, pozytywy przeważają. Atutem są zasoby ludzkie, chęć działania. Już poprawiła się infrastruktura. Prawo można by nieco ulepszyć, ale da się żyć z tym, które mamy obecnie. Rośnie wydajność i stosunek wydajności do kosztów pracy jest korzystny. Firmy, które chcą sprzedawać tylko w Polsce,

mają duży rynek, te które — jak my — chcą eksportować, mają dostęp do rynku — odparł Jacek Siwiński. Wywołana do tablicy poczuła się przedstawicielka rządu.

— Często słyszymy, że prawo w Polsce jest skomplikowane, ale proszę pamiętać, że członkostwo w UE obliguje nas do adaptacji przepisów przez instytucje i administrację. To proces, ale jest na dobrej drodze. Natomiast — nie chcę mówić, że problemem, ale wyzwaniem — może być dostępność wykwalifikowanych kadr. Powinniśmy postawić na to nacisk w obecnej perspektywie unijnej i zachęcać do współdziałania biznesu z polskimi uczelniami, bo brak kadr może stać się wąskim gardłem w inwestycjach i polskich, i zagranicznych — stwierdziła Katarzyna Kacperczyk. Także Jacek Czerniak stwierdził, że wyższe uczelnie powinny budować pomost do biznesu.

— W USA system działa najlepiej. Co roku w Polsce jest 450 tys. absolwentów. Mamy bardzo duży budżet unijny i należy wydać go na edukację, innowacje, cyfryzację, infrastrukturę. Sam rozmawiałem z inwestorem, który szuka pracowników. W dużym mieście w Wielkopolsce bezrobocie jest kilkuprocentowe. W oddalonym o 80 km mieście w Zachodniopomorskiem sięga 20 proc. Chociaż inwestor oferował dowóz pracowników, nie znalazł ich i musiał zatrudnić obcokrajowców — opowiedział dyrektor zarządzający Departamentu Klientów Globalnych Citi Handlowego. W podobnym duchu wypowiedział się Artur Wiza.

— Szukamy miejsca pod inwestycję dla spółki zależnej, która chce zatrudnić 300 programistów. Zaczynamy analizować miasta, których dotychczas nie braliśmy pod uwagę, bo w Warszawie czy Krakowie na dwa ogłoszenia mamy jednego kandydata do pracy. Dlatego jeździmy na uczelnie techniczne i apelujemy, by kształcić informatyków — mówił przedstawiciel Asseco. Ilona Antoniszyn-Klik przypomniała, że MG przewiduje w obecnych programach unijnych pieniądze dla klastrów edukacyjnych łączących średnie i wyższe szkoły zawodowe, przedsiębiorców i strefy ekonomiczne. Wspomniała o wielu podpisanych umowach.

— Mam osobiste doświadczenia w USA, gdzie uczelnie z sukcesem współpracują z biznesem. Tam nie ma żadnych porozumień, a jednak wszystko działa. Potrzebna jest zmiana świadomości profesorów. Dopóki nie damy na uczelniach etatów praktykom biznesu, będzie z tym ciężko — stwierdziła Katarzyna Kacperczyk. A Jacek Czerniak podał pozytywne przykłady: „Uniwersytet w Poznaniu ma placówki na Tajwanie i w Korei, skąd ściąga studentów”.

Zgrany zespół

Potem znów zrobiło się sportowo. Recepty na sukces Polski, które na zakończenie debaty dali goście „PB”, mógłby sobie wziąć do serca Adam Nawałka. — Kadra narodowa nie zmieniła się tak bardzo przez ostatnie 3-4 lata, a jednak się udało. Liczy się wiara poparta pracą, konsekwencja we wdrażaniu planów, mniej egoizmu i więcej współdziałania — mówił Jacek Czerniak.

Trzeba jednak wpuszczać świeżą krew.

— Ważny jest dobry miks: dobrzy liderzy, także z zagranicznych klubów, czyli inwestorzy zagraniczni, bo grają w innych ligach i mają doświadczenie, ale również młodzi, którzy wchodzą na boisko pierwszy raz i bardzo chcą się wykazać. Do tego potrzebujemy dobrego trenera, więc ludzie powinni dobrze wybierać — zaznaczyłaIlona Antoniszyn-Klik, która w nadchodzących wyborach będzie się ubiegać o mandat posła z listy PSL na Dolnym Śląsku. Także Maciej Reluga uważa, że w kadrze coś się zmieniło. — To mentalność. To spowodowało, że wykorzystano szanse, które dotychczas niekoniecznie były wykorzystywane. Na tym budują firmy. Gdyby do tego dodać współpracę sektora publicznego i uczelni, osiągną sukces — powiedział główny ekonomista BZ WBK.

O współpracy mówił także Jacek Siwiński.

— Od której strony bym nie zaczął, zawsze mi wychodzi, że najważniejsza jest współpraca wszystkich ze wszystkimi: biznesu polskiego, zagranicznego, administracji, samorządów. Polska jest jednym wielkim przedsiębiorstwem. W firmie, jeśli wszyscy nie działają na rzecz jednej strategii, nic nie wychodzi. Można to przenieść na poziom kraju — podpowiedział Jacek Siwiński. Katarzyna Kacperczyk wymieniła trzy czynniki.

— To stabilność i przewidywalność, bo żadna gospodarka nie lubi rewolucji. Warto o tym pamiętać przy okazji wszelkich wyborów: tak w biznesie, jak i w polityce. Poza tym potrzeba więcej edukacji — na uczelniach, ale też wśród polskich przedsiębiorców w regionach, mniejszych ośrodkach. Na koniec, potrzebne jest mądre wykorzystanie perspektywy finansowej, ostatniej tak dużej — powiedziała wiceminister spraw zagranicznych. Artur Wiza wrócił do piłkarskiej retoryki.

— Każdy przedsiębiorca, który odniesie sukces, świętuje krótko i myśli o przyszłości. Za nami eliminacje, przed nami finały, trzeba się przygotować — przypomniał przedstawiciel Asseco. Do pracy, rodacy! © Ⓟ

2015 Tyle ważnych zezwoleń wydały specjalne strefy ekonomiczne w Polsce...

1047 ...a tyle zezwoleń otrzymały rodzime spółki.

CZAS NA PATRIOTYZM GOSPODARCZY

Czas na patriotyzm gospodarczy to cykl debat z udziałem najważniejszych przedstawicieli administracji i biznesu organizowany od trzech lat przez „PB”. Tegoroczną edycję zainaugurowaliśmy 28 września na Stadionie Narodowym. Relacje ze wszystkich debat do przeczytania i obejrzenia na patriotyzm.pb.pl

2015 Tyle ważnych zezwoleń wydały specjalne strefy ekonomiczne w Polsce...

1047 ...a tyle zezwoleń otrzymały rodzime spółki.

CZAS NA PATRIOTYZM GOSPODARCZY

Czas na patriotyzm gospodarczy to cykl debat z udziałem najważniejszych przedstawicieli administracji i biznesu organizowany od trzech lat przez „PB”. Tegoroczną edycję zainaugurowaliśmy 28 września na Stadionie Narodowym. Relacje ze wszystkich debat do przeczytania i obejrzenia na patriotyzm.pb.pl