Potrafi wymusić łapówkę, bezczelnie okłamać, błysnąć knajackim językiem… A jak mu podskoczysz, to ci nie zapłaci. Co z takim robić?
Ponad dwa lata temu Ad Rem Fundacja Wspierania Komunikacji Marketingowej (organizator m.in. słynnych 70. urodzin Koziołka Matołka) zaaranżowała imprezę. Za pieniądze darczyńców — w dużej mierze publiczne.
— Jak zwykle: pro publico bono. Prowadzimy przecież działalność non profit — zaznacza Nina Kowalewska, prezes zarządu fundacji i właścicielka New Communications.
Przedsięwzięcie należało rozliczyć. Księgowa Ad Rem zebrała faktury i zaczęła je sumiennie regulować. Pech chciał, że — omyłkowo — pewnej firmie kateringowej zapłaciła po dwakroć (zamiast 11 tys. zł przelała 22 tys. zł). Nazajutrz — gdy tylko dostrzegła w rachunkach uchybienie — złapała za telefon i połączyła się z właścicielem. Poinformowała, że ponownie zaksięgowała wystawioną przezeń fakturę — za co serdecznie przeprosiła. Niezwykle ponoć uprzejmy jegomość odrzekł jowialnie: „Droga pani. Nie ma problemu! Oddam, co nie moje. Jutro wpłynie przelew na konto fundacji”. Potem nie odbierał telefonu. Mijały tygodnie. Kateringowych pieniędzy na fundacyjnym rachunku ani widu, ani słychu — po dziś dzień. Ad Rem już drugi rok szarpie się w sądzie z bezczelnym usługodawcą.
— Muszę przyznać, że to wyjątkowo ułożony i kulturalny człowiek. Ale większego chama w życiu nie widziałam — skarży się rozżalona Nina Kowalewska.
Plaga
Szefowa Ad Rem przebywa w Niemczech. Akurat kilka dni temu — na kolacji — utyskiwała z tego powodu wśród zachodnich przyjaciół i — o zgrozo — nikogo nie zaskoczyła. Pewien Niemiec nawet rzucił przy stole:
— Korowody z płatnościami Polaków? To standard.
Rozgorzała dyskusja. Prezes Kowalewska usłyszała cierpkie słowa: najpoważniejsi polscy biznesmeni potrafią nie płacić faktur po kilka miesięcy. Dlaczego? Nie wiadomo, przecież mają pieniądze. Bardziej złośliwi znajomi pani Niny dopatrywali się osobliwego hobby płatniczego u naszych przedsiębiorców. Inni komentowali krótko: chamstwo biznesowe!
— Pracuję dla Superbrands i „Financial Times”. Moi zagraniczni partnerzy są przerażeni chamskimi zwyczajami płatniczymi w Polsce. Nawet pan sobie nie wyobraża, jakie to żenujące, gdy słyszę, że znowu jakaś polska firma zalega im z płatnościami — ubolewa pani Kowalewska.
Wojciech Błaszczyk, wiceprezes Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, nie zaprzecza: bezkarność dłużników w Polsce to istna plaga. Jego zdaniem wynika ona głównie z opieszałości sądów i nieskutecznej egzekucji wyroków. Ściągnięcie długu przez komornika graniczy u nas z cudem.
— Polski dłużnik jest cwany. Zwykł mawiać kontrahentowi: „Siedź cicho, to ci zapłacę. Może w ratach, może połowę. Nie? To się bujaj po sądach!” — relacjonuje Błaszczyk.
Według niego zaleganie z płatnościami stało się w Polsce chamskim sposobem renegocjacji warunków współpracy — głównie przez drastyczne cięcia zapisanych w umowie należności.
— Najbardziej przeraża bezsilność wierzycieli — dodaje zrezygnowany szef PKPP Lewiatan.
Bez pardonu
Jacek Kazimierski, prezes Elite Cafe:
— Chamstwo to rodzaj bezczelności w prowadzeniu biznesu — za wszelką cenę. Niestety tego typu zachowań wokół nie brakuje.
Agnieszka Szpara, dyrektor generalny Medicover:
— Ono może przybierać różne formy. Ludzie z tzw. kontaktami najczęściej wyobrażają sobie, że mają prawo do specjalnego traktowania. Często domagają się przywilejów, czasami wręcz żądają łapówek. Istnieje też inny gatunek, nie uznający słowa „nie”. Nie interesuje go, co rzeczywiście chce się kupić lub sprzedać. Ich zdanie jest najważniejsze. Koszmar!
Najbardziej obcesowa w kwestii chamstwa jest Magdalena Marzec–Mróz, właścicielka Media Metropolis. Na wielu przedsiębiorcach nie zostawia suchej nitki:
— Sama jestem arogancka. Wiem. Taką mam zresztą opinię na rynku. Niektórzy mówią nawet: „arogancka i skuteczna”. To oczywiście nie ma nic wspólnego z chamstwem. Wie pan, jakie jest chamstwo? Brak kompetencji, potworna wręcz zarozumiałość i — przede wszystkim — nieprzyznawanie się do błędów. Zwalanie winy na innych — podwładnych, podwykonawców — za poniesione porażki na gruncie zawodowym jest najbardziej chamską, nagminną i rażącą cechą Polaków.
Szefowa Media Metropolis łapie oddech i dalej strzela niczym kałasznikow w biznesowe chamstwo. Oto jeszcze jedno zjawisko, które burzy jej krew: zachowania mężczyzn w relacjach biznesowych z kobietami. Według niej Polacy, szczególnie właściciele firm, w ordynarny sposób manifestują swą wyższość nad kobietami. Pozwalają sobie na chamskie odzywki. Nie chodzi jej nawet o przeklinanie, tylko ten ton…
— Zwykle w mailach. Są sprawy w biznesie, o których powinno się mówić na osobności — prosto w oczy. Mężczyźni się tego boją i czasami, jak coś napiszą, to… Odrażające! Człowiek wtedy nie wie, co robić? Odpisać w równie chamskim stylu? Pójść, strzelić w pysk? Czy może już nigdy więcej nie się odezwać?
Gafy ze wsi
Już w „Panu Tadeuszu” Gerwazy wyjaśniał Zosi: „Prawda, że się wywodzim wszyscy od Adama/Alem słyszał, że chłopi pochodzą od Chama/Żydowie od Jafeta, my szlachta od Sema/A więc panujemy jako starsi nad obiema”. Czy ten stereotyp chama — prostaka pochodzącego ze wsi — jest wciąż aktualny? Według niezmordowanej w obnażaniu chamstwa Magdaleny Marzec — niestety tak — także na gruncie biznesowym. Zauważa ona, że takim często „odbija sodowa”, gdy tylko poczują władzę:
— Co tu dużo mówić. Słoma wyłazi. Nie mówię, że ludzie w mieście jej nie mają. Tu chodzi bardziej o pochodzenie — co się w życiu robiło, w którym pokoleniu pojawiły się pieniądze.
Szefowa Media Metropolis różnicuje klientów. Wymarzeni to firmy rodzinne, gdzie dzieci kontynuują biznes rodziców. Wiedzą, jak wydawać własne pieniądze, szanują je. Najgorsi bywają w korporacjach, gdzie większość ludzi pochodzi z małych miasteczek i wsi, bo są tańsi. To oni z reguły są chamscy i nieodpowiedzialni.
Czy to aby nie sterotyp?
— Ani zasobność portfela, ani pochodzenie nie ma nic do rzeczy. Gdybym miał tworzyć ranking chamstwa, toby to poszło raczej w drugą stronę. Wśród największych chamów znaleźliby się najbogatsi — za arogancję i grubiaństwo, wynikające z myślenia, że za pieniądze można wszystko — oponuje prezes Elite Cafe.
W pewnym sensie popiera go Danuta Raczkiewicz-Chenczke, zarządzająca agencją 180 stopni PR:
— Ktoś, kto się dorabia i pochodzi z grupy mniej uprzywilejowanej, może popełniać błędy, ale to nie musi oznaczać, że jest gorszy. Z drugiej strony — nawet w świecie dużego biznesu mogą się pojawiać zachowania, które można by określić mianem braku zasad. To ludzie w białych kołnierzykach.
Jej zdaniem chamstwo jest cechą z gruntu indywidualną, nie należy jej przypisywać konkretnej grupie społecznej. To braki w dwóch obszarach: estetycznym (brak kindersztuby) oraz etycznym (brak zasad):
— Zbyt często staramy się wrzucić do tego worka ludzi, których powinno się cenić za pewnego rodzaju przedsiębiorczość. Ich zachowania mogą przybierać jednak charakter gaf, nietolerowanych w towarzystwie — przestrzega przed łatwym osądem.
Swe refleksje Danuta Raczkiewicz sumuje wtrętem o męskości chamstwa:
— Wcale nie jesteśmy takie święte. W biznesie jest po prostu mniej kobiet. Dlatego statystycznie takich postaw w wykonaniu męskim jest po prostu więcej. Trudno je przyporządkować do płci. Chyba każdy słyszał określenie „ale chamka!”.
Próżne słowa
Internet. Grupa dyskusyjna pl.praca.dyskusje. Narzeka użytkownik „madzik”: „Wczoraj napadła mnie firma X. Szkolenie z zarządzania sprzedażą, takiego z wyższej półki. Oczywiście proszę państwa, się robi. Termin — dzisiaj. Dla określonych firm i zapotrzebowań nie wykorzystuje się posiadanego know-how (w sensie — papierowego know-how), nie robi się oferty od sztancy, tylko od podstaw opracowuje koncepcję szkolenia. Trenerzy i ja dostaliśmy zadyszki, bo termin był zabójczy, ale udało się ową koncepcję opracować. Dziś koło 16.00 dzwonię zapytać, czy klient aby nie zbiera się do domu, bo ja tu walczę i właśnie jestem na etapie jakichś 3/4. Klienta nie ma. Pojechał sobie na koncert U2. Wróci pojutrze i dopiero wtedy odczyta. Czasami nosi mnie, żeby zorganizować szkolenie pt. Chamstwo w biznesie albo Wieśniactwo jako metoda public relations. Ehhh, szkoda gadać!”.
— Takie przypadki to dla mnie chamstwo największe i podstawowa słabość polskiego biznesu. U nas nie można polegać na danym przez kontrahenta słowie — komentuje Wojciech Błaszczyk, wiceprezes PKPP Lewiatan
Z doświadczenia członków organizacji, którą reprezentuje, wynika, że niedotrzymywanie ustnych umów (tzw. gentlemen’s agreement) — to jedna z najpoważniejszych chorób toczących polskie środowiska biznesowe.
— Ludzie często zmieniają zdanie lub „zapominają” o danym słowie. Mówiąc krótko: pamiętajcie, do zawierania umów zatrudniajcie dobrych prawników. Nigdy nie zostawiajcie warunków umowy w formie ustnej, bo druga strona — w przypadku konfliktu — zawsze się ich wyprze! Na tym polega polskie chamstwo. Bo w cywilizowanym świecie ustne umowy po prostu działają, obowiązują. W Londynie przez telefon załatwia się wielomilionowe transakcje. A w Warszawie? Wstyd — załamuje ręce Błaszczyk.
Wynik stresu
Tadeusz Dorda, prezes zarządu Podlaskiej Wytwórni Wódek Polmos, twierdzi, że nie należy przesadzać z krytyką polskiej obyczajowości biznesowej. Wręcz przeciwnie — jest dobrze. Pociesza?
— Długo mieszkałem w Stanach Zjednoczonych i muszę stwierdzić, że chamstwo wcale nie jest polską domeną. Tam widziałem takich zachowań o wiele więcej. W ogóle nie przesadzałbym z polskim grubiaństwem. Wbrew powszechnym opiniom nie ma go tak dużo i — miejmy nadzieję — że nie będzie — zapewnia Dorda.
— Szczerze mówiąc: rzadko się spotykam w Polsce z tym zjawiskiem. Na płaszczyźnie zawodowej obcuję wyłącznie z ludźmi wysokiej kultury — Jerzy Motz, prezes agencji reklamowej Euro RSCG Marketing House, zdaje się potwierdzać optymizm szefa podlaskiego Polmosu.
Prezes Dorda wybiela rodzimych przedsiębiorców. Uważa, że chamstwa nie można różnicować na biznesowe i pospolite:
— Chamstwo jest chamstwem. I tyle. To wynik stresu. Nie należy nikogo przekreślać z powodu jakiegoś głupiego zachowania. Może ten człowiek ma po prostu problem? Zawsze zakładam, że ludzie są z natury dobrzy.
— Jak pan reaguje na chamstwo?
— Zależnie od sytuacji. Oczywiście najłatwiej unikać konfrontacji. Ale zdarza się, że nie można, bo od tego zależy kontrakt.
— Co wtedy?
— W ogóle wychodzę z założenia, że z ludźmi, którzy zachowują się po chamsku należy i warto rozmawiać. Po wymianie kilku zdań może się nagle okazać, że mamy do czynienia z wrażliwą osobą, która miała akurat zły dzień.
A jak „koresponduje” z chamstwem Jerzy Motz?
— Zawsze staram się być profesjonalny — ucina.
Odmiennie zachowuje się Nina Kowalewska:
— Moja córka mawia, że nie należy się ze mną kopać na asertywność. Z brakiem kultury osobistej potrafię sobie poradzić. Proszę mi wierzyć, po prostu nie toleruję tego pod żadną postacią. Na tym polu jestem bezkompromisowa.
Więcej umiaru zachowuje Agnieszka Szpara:
— Chama trzeba ignorować — jedyna skuteczna metoda. Zawsze tak robię.
— Ale jak to wygląda?
— Ze stoickim spokojem przechodzę nad takim zachowaniem do porządku dziennego. Nie reaguję na żadne odzywki.
Kwestia buca
Z chamstwem w prowadzeniu interesów można i trzeba sobie radzić — bez względu na skalę i formę. Marne to pocieszenie. Na plecach czuć już bowiem oddech innego potwora. Idzie nowe!
Oto post na blogu „trixy” (trixy.blox.pl): „Buc. Zawiera w sobie wszystko co najgorsze: chamstwo, skąpstwo, głupotę, posunięty do granic snobizm, nie popartą niczym przesadną wiarę we własne możliwości, szpanerstwo, brak wyobraźni, infantylność, braki w dobrym wychowaniu i »słomę w butach«... Bucostwo dotyka facetów bez względu na jakiekolwiek różnice społeczne, kulturowe, wiekowe czy edukacyjne. Niestety! Buca można już spotkać wszędzie!”. W biznesie — też?
