Statystyczny Polak w 2012 r. wpłaci do budżetu państwa 6877,82 zł — szacuje Ministerstwo Finansów w ustawie budżetowej. To łączna kwota zapłaconych wszelkiego rodzaju podatków: VAT, PIT, CIT i akcyz. Ponieważ pieniądze te giną w wielkim worze, jakim jest budżet państwa i zaczyna mleć je machina biurokratyczna, postanowiliśmy dokładnie policzyć, na co rząd ostatecznie wyda tę sumę.

Telewizor dla emeryta
Najwięcej wpłacimy na ZUS, czyli głównie na rozdzielane przez niego emerytury i renty. Żeby zasypać dziurę w powszechnym systemie emerytalno-rentowym, statystyczny Kowalski w 2012 r. zapłaci 1248 zł. Mógłby za to kupić średniej klasy 32-calowy telewizor. Może jednak warto się poświęcić — dzięki temu wydatkowi utrzymanie ma ponad 7 mln ludzi.
— Gdyby nie decyzja o podwyższeniu wieku emerytalnego, ta kwota w najbliższych kilkunastu latach znacząco by rosła. Reforma daje szanse zmniejszenia tego obciążenia — mówi Rafał Antczak, wiceprezes Deloitte. Niewiele mniej kosztuje nas obsługa długu publicznego. Na spłatę odsetek od zadłużenia każdy Polak zapłaci 1117 zł.
O ile wypłacane emerytury i renty wracają do gospodarki, bo świadczeniobiorcy wydają je na życie, o tyle obsługa długu publicznego po wypłaceniu często znika w czarnej dziurze — jest wypłacana zagranicznym instytucjom finansowym.
— Politycy zaciągali duże długi, więc teraz musimy spłacać duże odsetki. W racjonalnie rządzonym państwie rząd ma deficyt tylko w czasie kryzysu, a w okresie silnej koniunktury osiąga nadwyżkę. Tymczasem w Polsce, nawet gdy gospodarka była rozgrzana, mieliśmy deficyt — mówi Rafał Antczak.
Szkoły na dietę
Na system edukacji w 2012 r. statystyczny Kowalski wyda 1007 zł. Czy to dużo? Za prywatne kształcenie na pewno płacilibyśmy więcej, ale ten koszt ponosilibyśmy przez kilkanaście lat. W systemie publicznym musimy płacić przez całe życie. Ponadto, według części ekonomistów, kilka „stówek” można by podatnikom zaoszczędzić.
— W Polsce liczba nauczycieli utrzymuje się od lat na stałym poziomie, mimo że uczniów dość szybko ubywa, czyli wydajność pracy nauczycieli spada. Potrzebne jest dostosowanie — przekonuje Aleksander Łaszek, ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju.
Pensje urzędników administracji centralnej i samorządowej kosztują każdego Polaka 700 zł rocznie. To prawie dziesięciokrotnie więcej, niż za pośrednictwem państwa wydajemy na rozwój i modernizację transportu kolejowego. Za pensje urzędników moglibyśmy kupić niedużą wierzę Hi-Fi. Za pieniądze na kolej — najwyżej słuchawki.
Przywileje albo weekend
Sporo pieniędzy zaoszczędziłby podatnik, gdyby w Polsce nie było grup zawodowych posiadających przywileje emerytalne. W 2012 r. każdy Polak dopłaci do KRUS 411 zł, do emerytur mundurowych — 345 zł, a do emerytur górniczych — 207 zł. Gdyby grupy te dostawały świadczenia według powszechnych zasad, koszt tych emerytur byłby mniej więcej o połowę niższy, czyli statystyczny Polak zaoszczędziłby prawie 500 zł rocznie. Na weekend w górach z pewnością by wystarczyło.
— Gdyby zlikwidować przywileje emerytalne, można by przeznaczyć oszczędności na obniżenie podatków dochodowych, a więc i kosztów pracy. To byłby silny impuls dla całej gospodarki — przekonuje Rafał Antczak.
Żeby w Polsce było bezpiecznie i spokojnie, każdy obywatel musi zapłacić państwu w 2012 r. 1016 zł. Najwięcej kosztuje nas wojsko — Kowalski płaci za nie 589 zł, czyli mniej więcej tyle, ile za dwa pełne, spore baki benzyny (dla niezmotoryzowanych — taka kwota pozwala na przejechanie samochodem osobowym zwykle około 1,2-1,3 tys. kilometrów). Na policję z budżetu państwa idzie 210 zł (jak dwa wyjścia z rodziną do kina), a na ochronę zdrowia 103 zł (jedno wyjście do kina).
Za komfort trzymania przestępców z dala od praworządnych obywateli, czyli za więziennictwo, płacimy rocznie po 63 zł, a za to, żeby do Polski nie przyjeżdżali nieproszeni goście z niepożądanymi towarami — po 33 zł (łącznie musimy poświęcić dwa wyjścia na piwo z kolegami lub na wino z koleżankami).