Na czarnej liście jest 91 spółek z SSE

Katarzyna Kozińska
opublikowano: 2002-10-10 00:00

Większość dużych firm, które otrzymały zezwolenie na inwestycje w specjalnych strefach ekonomicznych w 2000 r., przygotowywała się do tego co najmniej rok wcześniej. Jeśli uwierzy w to Bruksela, może zgodzi się na wyższy próg dopuszczalnej pomocy dla nich.

Ministerstwo Gospodarki (MG) poprosiło spółki zarządzające specjalnymi strefami ekonomicznymi (SSE) o odpowiedź na kilka pytań, próbując ustalić prawdziwe intencje inwestorów, którym Komisja Europejska (KE) chce zmniejszyć wielkość ulg inwestycyjnych. Dotyczy to firm dużych oraz operujących w sektorze motoryzacji, które otrzymały zezwolenie na inwestycje w 2000 r. KE podejrzewa, że większość chciała w ostatniej chwili skorzystać z lepszych warunków inwestycyjnych, które zostały zaostrzone od 1 stycznia 2001 r.

Na liście spornych spółek, którą resort gospodarki rozesłał do SSE, znalazło się 91 przedsiębiorstw. Resort nie udostępnia jej, tłumacząc, że jest modyfikowana. Woli nie publikować „czarnej listy”, bo to na pewno wywołałoby lawinę pytań ze strony inwestorów. Na razie jeszcze nie wszyscy, których to dotyczy, wiedzą o nowym problemie.

MG próbuje ustalić przede wszystkim, kiedy inwestorzy po raz pierwszy zainteresowali się możliwością zainwestowania w SSE i czy są na to dowody. Data sprzed 2000 r. ma być dla KE dowodem rzetelności i uczciwości inwestorskiej. Nagroda: próg dopuszczalnej pomocy publicznej — 75 proc. zamiast 50 proc. wartości inwestycji.

— Niektóre spółki uznaje się za duże, oceniając zagraniczne firmy matki, gdy tymczasem w Polsce ich inwestycje nie należą do dużych. Trzeba to brać pod uwagę — mówi Mariusz Błędowski, dyrektor zarządzający SSE Euro-Park Mielec.

Inwestorzy są zdezorientowani. Nie bardzo rozumieją, dlaczego mają udowadniać, że powodem ich zainteresowania nie były wyłącznie korzyści płynące z lokalizacji w obszarze ulg podatkowych, skoro takie ulgi przyznano właśnie po to, żeby przyciągnąć inwestorów.

Rozpoczęcie inwestycji było poprzedzone wielomiesięcznymi przygotowaniami i negocjacjami.

— Jesteśmy rozczarowani. Przenosimy działalność z Katowickiej SSE, chociaż logistycznie ten region mniej nam odpowiada. Został wybrany ze względu na przyszłe korzyści, ale projekt planowaliśmy już od 1996 r. — podkreśla Lech Skomorowski, prezes spółki Hobas, która buduje w KSSE fabrykę rur kanalizacyjnych.

— Zależy nam przede wszystkim na ugruntowaniu pozycji rynkowej. Dzięki ulgom projekt zwraca się szybciej niż planowaliśmy, ale bez nich też będzie rentowny — mówi Robert Koperczak, dyrektor finansowo-ekonomiczny w spółce Duda-Bis z branży mięsnej.

Duda-Bis dostała zezwolenie w lutym 2000 r. Większość podmiotów podjęła rozmowy w 1998 lub 1999 r.

— Tu naprawdę nikogo nie da się oszukać. Żeby otrzymać najmniejszy upust w podatku, trzeba wyłożyć spore pieniądze, zatrudnić ludzi, uruchomić produkcję — mówi szef jednej z zainteresowanych firm.

Anna Jaworska, odpowiedzialna za promocję Starachowickiej SSE, przypomina, że kilka stref zaczęło działać dopiero w 1998 r.

— 2000 rok był trzecim rokiem naszej działalności. Nabieraliśmy wiatru w żagle. Wydaliśmy wtedy 26 zezwoleń, ale zaledwie dwie firmy zaliczają się do dużych przedsiębiorstw. W kilku strefach było podobnie — mówi Anna Jaworska.