Krajowa Izba Rozliczeniowa i TP SA są już gotowe do wprowadzenia zabezpieczeń przekazu informacji uwierzytelnianych podpisem elektronicznym. Jednak ustawa o podpisie pozostanie martwym zapisem.
W połowie sierpnia ma wejść w życie ustawa o podpisie elektronicznym. Umożliwi ona bankom, ich klientom, firmom i innym instytucjom podpisywanie umów na odległość. Jednak ustawa może jeszcze przez wiele miesięcy pozostać zbiorem martwych przepisów.
— Nie ma w niej zapisów technicznych. To, jakim sprzętem, systemami informatycznymi, programami i zabezpieczeniami ma dysponować firma korzystająca z podpisu elektronicznego, miało być zapisane w rozporządzeniach. Tymczasem w Ministerstwie Gospodarki nie zapadły nawet decyzje dotyczące liczby rozporządzeń — mówi Jarosław Tymowski, wiceprezes Krajowej Izby Rozliczeniowej (KIR.)
Krajowa Izba Rozliczeniowa jest gotowa do uczestnictwa w wymianie dokumentów podpisywanych elektronicznie.
— Stworzyliśmy system zarządzania certyfikatami kluczy publicznych - Szafir, który umożliwia bankom, klientom bankowości elektronicznej, firmom, instytucjom i osobom fizycznym zabezpieczanie informacji i uwierzytelnianie jej podpisem elektronicznym — zapewnia Jarosław Tymowski.
Również TP SA już w sierpniu może zacząć wydawać kody służące jako podpis elektroniczny.
— Musimy jednak mieć zarówno zgodę resortu gospodarki, jak i Centrastu, który wydaje firmom certyfikaty dopuszczenia naszych systemów i urządzeń do zabezpieczania i przekazu danych. Obawiamy się, że może to potrwać co najmniej kilkanaście tygodni — mówi Elżbieta Włodarczyk, kierownik ośrodka zarządzania kluczami KIR.
Szybko nie skorzystamy więc z dobrodziejstw ustawy. Tym bardziej że warunkiem jest połączenie firm i urzędów, np. podatkowych, systemem informatycznym. Państwo nie kwapi się z ich sfinansowaniem. Banki też raczej nie będą skłonne do udostępnienia klientom podpisu elektronicznego.
— Najprostsza karta z mikroprocesorem i czytnikiem podłączanym do komputera, który umożliwia generowanie szyfru i podpisu, kosztuje minimum 100-180 zł. Nie sądzę, by banki były gotowe sfinansować klientom taki sprzęt — wyjaśnia jeden z bankowców.
— Zaproponowaliśmy PKO BP testy umożliwiające płynne przejście do wykorzystania dokumentów podpisanych elektronicznie. Jednak bank stwierdził, że zraził się już przy testach z kartami z chipem i teraz zaczeka, aż podpis elektroniczny wprowadzą inni — mówi Elżbieta Włodarczyk.