Na emerging markets kupują przyszłość

Kamil ZatońskiKamil Zatoński
opublikowano: 2017-08-03 22:00
zaktualizowano: 2017-08-03 20:31

Wskaźnik EV/EBITDA spółek, uwzględnionych w indeksie MSCI Emerging Markets, urósł do poziomu najwyższego od 2009 r.

Relacja kapitalizacji firmy powiększonej o dług netto do wyniku operacyjnego, powiększonego o amortyzację, to popularny sposób na ocenę przewartościowania lub niedowartościowania akcji. Według niektórych ekspertów, poziomem granicznym jest wartość wskaźnika równa 10, według innych — 7. Dla MSCI Emerging Markets to obecnie niemal 10, przy średniej dla ostatnich ośmiu lat równej 8. Julian Mayo z towarzystwa Charlemagne Capital uważa, że mniejszą wagę trzeba przykładać do EV/EBITDA, a większą do dyskontującego przyszłość wskaźnika cena do prognozowanych zysków, który dla emerging markets wynosi obecnie 13,8. I choć to o 15 proc. więcej niż średnia za ostatnie 5 lat, to jednocześnie o 20 proc. mniej niż przed załamaniem rynku, do jakiego doszło w 2007 r. W lipcu dostępne na polskim rynku fundusze akcji globalnych rynków wschodzących zarobiły średnio 2,9 proc., a inwestujące tylko na europejskich emerging markets — 2,1 proc. Stopa zwrotu za 12 miesięcy to — odpowiednio — 11,8 i 20,4 proc.