Minęło sześć dni od ostatniej sesji na GPW, więc trzeba zrobić podsumowanie. Mimo świąt na świecie sporo się wydarzyło. W Iraku nasiliły się ataki terrorystyczne, w Pakistanie usiłowano zabić prezydenta kraju, w Europie Romano Prodi otrzymał przesyłkę z ładunkiem wybuchowym, a kilka samolotów nie wystartowało z Paryża do USA w obawie przed atakiem terrorystycznym. To są jednak wydarzenia ostatnio tak „normalne”, że świat finansów ich nie dostrzeże.
Prawdziwą tragedią było trzęsienie ziemi w Iranie, ale niczyje interesy finansowe nie zostały tam zagrożone. Obawiano się, jak zwykle w czasie dłuższych świąt, ataków terrorystycznych na obszarze naszej cywilizacji i nic takiego nie nastąpiło. Tak naprawdę obawy duże nie były, histerii nie dało się zauważyć, ale jakieś odreagowanie na giełdach mogło nastąpić.
Osobny temat to dane makro, które w Wigilię dotarły na rynek oraz pojawienie się BSE w Stanach Zjednoczonych. Ta druga sprawa może być kosztowna dla amerykańskich farmerów i dla całych Stanów. Nawet, jeśli nie pojawią się następne przypadki, to rolnictwo amerykańskie może ponosić konsekwencje przez pół roku, a spożycie wołowiny spadnie. W Unii Europejskiej walka z BSE pochłonęła 6 mld euro. Nie liczyłbym jednak na to, że ewentualne osłabienie przeniesie się na inne sektory, poza spożywczym. Nawet McDonalds w piątek odzyskał 0,5 proc. po pięcioprocentowym spadku w Wigilię. Bardziej istotne były dane makro. Najważniejszą informacją było to, że niespodziewanie i do tego znacznie spadły listopadowe zamówienia na dobra trwałego użytku. To jest bardzo zła informacja — taki spadek zamówień przed świętami bardzo źle rokuje na przyszłość.
Jednak teraz mówimy o tym, co będzie się działo dzisiaj, a nie za miesiąc, więc trzeba uczciwie powiedzieć, że byki mają zdecydowaną przewagę. Nieznaczny spadek w Wigilię, kiedy po informacji o BSE i zamówieniach na dobra trwałego użytku indeksy powinny ostro zanurkować, i odrobienie strat podczas sesji piątkowej wyraźnie pokazuje, że złe informacje nadal są lekceważone. Co prawda wolumen był bardzo mały — szczególne w piątek, kiedy był najmniejszy od 5 lat, więc może się okazać, że przy normalnym handlu rynek zachowa się zupełnie inaczej, ale ja bym na to nie liczył. O danych z Wigilii mało kto będzie pamiętał, a wszyscy będą czekali na koniec roku i cieszyli się, że terroryści nie zaatakowali. Teoretycznie dzisiaj na rynek powinno trafić sporo danych makro. Teoretycznie, dlatego że każde źródło podaje inne terminy publikacji raportów. Europejskie dane jak zwykle zostaną pominięte, ale jeśli w USA ogłoszone będą nowe wartości indeksu Chicago PMI i indeksu zaufania konsumentów, to jakiś wpływ na rynek powinny wywrzeć. Nie za duży, bo koniec roku i „window dressing” powinny ograniczyć handel. Na nasz rynek dane nie wpłyną, bo napłyną po prostu za późno.
W Polsce sesja przed Wigilią była całkiem sensowna. Obrót był przyzwoity, a indeksy (mimo oczekiwania na święta) wzrosły. Pozostaje tylko pytanie: czy miał wpływ ostatni dzień handlu akcjami bez podatku, czy też było to przygotowanie do czegoś bardziej poważnego. Sprawdzimy już niedługo, ale niekoniecznie w tym tygodniu, co widać było po wczorajszym, świątecznym handlu. Oczywiście najbardziej logiczne byłoby pójście za ciosem i pociągnięcie indeksów wyżej, szczególnie że nastąpiło już wybicie z flagi. Zarówno opór na WIG (21 tys. pkt), jak i na WIG20 (1600 pkt) jest już tuż-tuż. Gdyby popyt był uparty i opory pękły, to rynek dostałby dwa sygnały. Po pierwsze okazałoby się, że podatek nie będzie miał większego znaczenia, a po drugie, że indeksy będą niedługo testowały szczyty.
Najbardziej niepokoi duża, dodatnia baza na kontraktach. Taki optymizm zazwyczaj bardzo źle się kończy. Tak będzie i tym razem, ale sytuacja dużej bazy może utrzymywać się nawet kilka dni. Wygląda na to, że prawdziwa gra rozpocznie się dopiero w przyszłym tygodniu.