Na foreksie zapanował zastój
Zgodnie z przewidywaniami specjalistów od rynku walutowego, poniedziałkowe notowania na rynku międzybankowym przebiegały bez znacznych wahań kursów. Ceny walut oscylowały wokół poziomów z piątku. Jedyny zaś czynnik, który mógłby ożywić rynek, tzn. nowe wiadomości dotyczące przepływów prywatyzacyjnych związanych z transakcją sprzedaży akcji TP SA, ostatecznie nie wystąpił.
NOTOWANIA na foreksie rozpoczęły się od nieznacznego umocnienia złotego względem dolara. Na otwarciu kurs dolara ustalił się na 4,5360 zł w porównaniu z ceną piątkową 4,5460 zł. Kurs euro z kolei otworzył się na praktycznie takim samym poziomie, na jakim zakończył piątkową sesję — 3,9512 zł wobec 3,9517 zł. Na fixingu dolar kosztował 4,5418 zł, euro 3,9481 zł. Około godziny 16.15 ceny tych walut wynosiły odpowiednio 4,5380 zł i 3,9445 zł.
Według analityków walutowych główną przyczyną zastoju na polskim foreksie było poniedziałkowe święto odkrycia Ameryki obchodzone w USA, w związku z którym część tamtejszych rynków finansowych była nieczynna. Krajowemu rynkowi nie pomogło też umocnienie euro na rynkach zagranicznych wynikające z obaw o kolejną interwencję w obronie tej waluty.
W TRAKCIE wczorajszego przetargu bonów skarbowych doszło do spadku rentowności tych instrumentów. W stosunku do wyników aukcji sprzed tygodnia średnia rentowność bonów 52-tygodniowych spadła o 0,01 pkt proc. do 18,084 proc., a bonów kwartalnych o 0,029 pkt proc. do 17,014 proc. Najniższa przyjęta cena przetargowa za bony roczne wyniosła 8449,11 zł za 10 tys. wartości nominalnej, a średnia ważona cena przetargowa wyniosła 8454,19 zł. W przypadku instrumentów kwartalnych ceny te wyniosły odpowiednio 9584,50 i 9587,65 zł. Wartość zamówień, które wpłynęły na przetarg, wyniosła nieco ponad 1 mld zł, przy wartości nominalnej oferty 300 mln zł.
SPADEK rentowności bonów na aukcji wyglądał nieco dziwnie na tle wzrostu rentowności papierów skarbowych na rynku wtórnym, jaki nastąpił po zapowiedziach w miniony piątek o możliwym zaostrzeniu polityki pieniężnej w przyszłym roku w celu zmniejszenia presji inflacyjnej. Według analityków wzrost na przetargu cen bonów nie jest niczym nadzwyczajnym i jest tłumaczony m.in. dużą dysproporcją między popytem a podażą tych instrumentów na rynku pierwotnym (MF wykupuje bony o nominale 1 mld, a sprzedaje za zaledwie 300 mln zł, co rodzi problemy z ulokowaniem przez inwestorów uwolnionych środków).