Spadek WIG20 na otwarciu sesji o 1,4 proc. nie sygnalizował tempa przeceny na GPW, jakie pojawi się wraz z upływem czasu. Wystarczyło jednak, że czołowe parkiety i amerykańskie kontrakty pogłębią zniżki, aby podaż zaatakowała z większym impetem i zepchnęła indeks blue chipów o ponad 3 proc. Druga strona rynku nie wykazywała większej desperacji w obronie wczorajszych poziomów, co skutkowało znalezieniem się warszawskiej giełdy w europejskim ogonie. Przecenie na rynku akcji towarzyszyło osłabienie złotego. Po południu za dolara trzeba było płacić nawet ponad 3,14 zł., a za euro 4,17 zł.
Najsłabiej z dużych firm zachowywał się początkowo KGHM, na którego akcjach po publikacji przez Alcoa bardzo kiepskich kwartalnych wyników, pojawiła się silna presja sprzedających. Lubińskiemu kombinatowi nie pomagała też zniżkująca cena miedzi w Szanghaju i Londynie oraz słabe zachowanie innych koncernów górniczych. W spadkach towarzyszył mu PKO BP, który nie potrafi przerwać fatalnej passy, jaka dotknęła jego papiery na ostatnich sesjach. Mimo, że ten przedstawiciel naszego sektora finansowego nie jest typowany do grona spółek, które rozczarują wynikami za poprzedni kwartał, nie jest też podejrzewany o ryzykowne transakcje, to jednak stał się celem sprzedających, którzy ponownie starają się zepchnąć jego kurs poniżej 30 zł. Do tego grona dołączył Pekao SA. Duże zlecenia sprzedaży, jakie pojawiły się na jego walorach po godzinie 11 sprowadziły go do czołówki spadających firm z WIG20.
Trochę lepiej sytuacja rano przedstawiała się w segmencie małych spółek, gdzie zagraniczne podmioty mają znacznie mniejsze zaangażowanie, a o ich wycenach nie decydują kontrakty. Początkowo dobrze radziły sobie firmy Romana Karkosika, ale mocnej kondycji nie starczyło im do końca notowań. Nadal świetną postawą wyróżnia się Krosno, którego akcje na przestrzeni zaledwie czterech dni przyniosły 90 proc. zysku. Na przeciwległym biegunie znalazł się dzisiaj Petrolinvest, przerywając szybki marszy na północ, jaki był jego udziałem na ostatnich sesjach.
Z podażą nie radziły sobie też inne europejskie parkiety. Szok wywołany fatalnym raportem aluminiowego koncernu Alcoa, cieniem kładł się na notowania spółek górniczych. Spadały kwotowania BHP Billiton, Rio Tinto, czy Anglo American. Podobnie jak w trakcie wczorajszej sesji w USA bardzo kiepsko prezentowała się też branża finansowa. Pretekstem do przeceny były spekulacje o słabych wynikach wielu banków w poprzednim kwartale. Bardzo mocne zniżki były udziałem Barclays i UBS. Z kolei kłopoty banku Santander z hiszpańską prokuraturą, badającą utratę przez niego 2,3 mld euro swoich klientów w piramidzie Bernarda Madoffa, przyczyniały się do wyraźnego spadku indeksu IBEX35.
Ujemne saldo bilansu handlowego USA za listopad okazało się znacznie mniejsze od prognoz i wyniosło ok. 40 mld USD. Na co wpływ miały taniejące surowce i ograniczenie konsumpcji za oceanem. Nie to jednak, moim zdaniem, było powodem zmniejszeniem skali spadków w Warszawie. Raczej cele założone przez sprzedających zostały osiągnięte, co przełożyło się na ograniczenie ich aktywności. Drożejąca dzisiaj ropa zmotywowała PKN Orlen do udanego finiszu i pozwoliła mu wyjść nad kreskę. Dzięki niemu, TP SA i zmniejszeniu strat przez banki i KGHM, WIG20 odrobił znaczną część strat i zakończył notowania zniżką o 1,43 proc.
Pewne nadzieje na przerwanie fatalnej passy na GPW rodzi zbliżające się
posiedzenie EBC i jego decyzja w sprawie stóp procentowych w strefie euro. Także
czwartkowa publikacja kwartalnego raportu biotechnologicznej firmy Genentech
może być powodem do ocieplenia nastrojów na rynkach. Zagrożeniem natomiast
będą dane o grudniowej sprzedaży detalicznej w USA jaką poznamy w trakcje
jutrzejszej sesji.