Tradycji stało się zadość. W USA komentarze po orędziu prezydenta o stanie państwa nie były zbyt entuzjastyczne, ale indeksy w środę wzrosły. Trudno powiedzieć, że z powodu orędzia, bo konkretów w nim zabrakło, ale jako pretekst do kontynuacji hossy wystąpienie prezydenta mogło służyć.
Bardzo dobre dane makro z rynku nieruchomości też nie były bezpośrednim impulsem zwyżki, ale myślę, że trochę rynkowi pomogły. Handel był nieco dziwny. Doskonałe wyniki nie przekładają się na wzrosty kursów, ale nie zawsze, bo wynik J.P.Morgan znacznie wzmocnił sektor bankowy, a to z kolei bardzo pomogło całemu rynkowi. Inwestorzy stosują rotację: raz wchodzą w jeden sektor, potem w drugi, więc chwilowa słabość nic nie znaczy. Poza tym rosną kursy tych spółek, które mają za chwilę podać wyniki. Tak jakby inwestorzy nie widzieli, co dzieje się po podaniu raportów. A może liczą, że w przypadku ich spółki będzie inaczej?
Jest też i inne wytłumaczenie: fundusze dopuszczają do książkowej korekty nawet po doskonałych wynikach, po prostu odsuwając popyt w dół. Zarządzający wiedzą, że krótkoterminowi inwestorzy będą realizowali zyski, więc po co mają im dużo płacić? Wydźwięk sesji jest bardzo „byczy”. Wydawało się, że indeksy poszukają miejsca do chwilowej stabilizacji, ale jak widać, nic z tego. Hossa trwa nadal.
Po sesji wyniki podało bardzo dużo spó- łek z sektora wysokich technologii. Były generalnie dobre, ale widać już wyraźnie pewną tendencję. Rynek nagradzał wyniki i prognozy wyjątkowo odbiegające od oczekiwań analityków, a karał wyniki nieco tylko lepsze lub zgodne z przewidywaniami.
Do pierwszej grupy należały eBay, Xilinx i Symantec. Do drugiej: Qualcomm, Siebel i Silicon Graphics. Reakcje inwestorów były bardzo różne i jedynie od nastroju zależało, co stanie się podczas normalnej sesji. Na dzisiaj kierunek powinien ustawić Microsoft, który wczoraj po sesji podawał wyniki.
Wczoraj w Eurolandzie od rana panował lekki optymizm po środowej sesji w Ameryce i po porannych raportach kwartalnych takich spółek, jak Siemens, Novartis czy SAP. Inwestorzy czekali przede wszystkim na Nokię. Mimo że jej wynik też był dobry, rynek niespecjalnie się tym przejął. Ciągle wzmacniające się euro trochę psuło nastroje i nie pozwalało na większe wzrosty indeksów. Ze wzmacniającym się euro będzie jeszcze duży problem, ale zapewne dopiero w drugim kwartale. Na wykresach indeksów nie ma nawet śladu sygnału końca trendu wzrostowego.
Dziś nie ma żadnych danych makro, nie ma również wyników spółek. Poza tym jest piątek, co zazwyczaj spowalnia handel. Trudno oczekiwać, by w takim dniu doszło do przełomu, o ile nie nastąpią poważne zawirowania na rynku walutowym. Wpłynęłoby to jednak bardziej na giełdy europejskie niż na amerykańskie. Zapowiada się spokojna sesja.
U nas fundusze miały wczoraj szansę, by w końcu doprowadzić do wygenerowania sygnału kupna/sprzedaży. Indeksy doszły do takiego miejsca w formacji diamentu, że praktycznie każda zmiana doprowadzała do jego opuszczenia. Mało tego, kontrakty pokonały linię trendu wzrostowego, a WIG20 na niej stanął. Wydawało się, że powstanie techniczny sygnał sprzedaży/kupna lub otrzymamy potwierdzenie, że rynek ma zamiar długo jeszcze trwać w trendzie bocznym. Sesja była niezwykle nudna, a obrót był mały, co sugerowało, że rynek wybierze to ostatnie rozwiązanie. Jednak sygnał kupna w ostatnich 30 minutach został niespodziewanie wygenerowany. Widać, że gdzieś była pułapka.
Mały obrót znacznie zmniejsza znaczenie sygnału, ale gdyby dzisiaj obroty wzrosły a WIG20 przełamał 1688 pkt (a najlepiej zamknął się nad 1700 pkt), otrzymalibyśmy potwierdzenie. Gdyby jednak tak się nie stało, trend boczny będzie trwał. Wtedy kursy spółek, po których oczekuje się dobrych wyników, będą rosły, a słabszych spadały. Mam wrażenie, że taki podział staje się coraz bardziej widoczny.