"Na hossę trzeba jeszcze poczekać"

PIOTR GÓRALEWSKI
opublikowano: 2012-02-27 08:45

Mimo ostatniego ożywienia nadal jesteśmy ostrożni w prognozach dla rynku. Nadal oczekujemy, że w przypadku Polski wzrost gospodarczy wyniesie około 2,5 proc. rok do roku (szybszy w I półroczu, wolniejszy w drugim). W Eurolandzie spodziewamy się niewielkiej recesji (-0,5 proc. PKB), a gospodarka USA urośnie o 2 proc.

Działania Europejskiego Banku Centralnego (LTRO w grudniu i zapowiadana kolejna transza 29 lutego 2012 r.) poprawiają sytuację banków i powoli doprowadzą do wzrostu bazy kapitałowej. Niski koszt finansowania dla banków (1 proc.) jest i będzie wykorzystywany do zakupu aktywów dających wyższą stopę zwrotu. Doprowadziło to do dalszego spadku rentowności obligacji krajów peryferyjnych i zmniejszenia obaw inwestorów o przyszłość. Dzięki temu rosną ceny akcji.

Akcjom sprzyjają również działania innych banków centralnych. Bank Anglii (BoE) zapowiedział wzrost wartości programu skupu obligacji z 275 mld GBP do 325 mld GBP, czyli o 18 proc. Ludowy Bank Chin zdecydował o obniżeniu stopy rezerw obowiązkowych, a Bank Japonii o zwiększaniu luzowania monetarnego, by pomóc gospodarce. Jednak w opozycji do tych działań nadal będziemy mieć bardzo słabą pozycję kapitałową banków, która nie pozwala na to, by rozwój gospodarczy krajów strefy euro był wspomagany kredytem. Jednocześnie sektor prywatny cały czas się delewaruje. Dodatkowo będzie odczuwalna presja na ograniczanie deficytów budżetowych państw Eurolandu. Dlatego nie spodziewamy się szybkiego wejścia na ścieżkę wzrostu. Czeka nas okres niższego wzrostu gospodarczego w regionie i Eurolandzie. Dlatego uważamy, że nie ma podstaw, by uważać obecny wzrost na GPW, a także zagranicznych rynkach, za początek nowej i długiej hossy.