Rozpoczyna się czwarty rok recesji na rynku amerykańskich nieruchomości. Niestety, nic nie wskazuje, by negatywne tendencje, obserwowane od dłuższego czasu, w najbliższych miesiącach miały się odwrócić. To o tyle ważne, że dopóki sytuacja się nie unormuje, nie ma co liczyć na powrót hossy na światowe rynki akcji.
I choć — co na pierwszy rzut oka może wydawać się paradoksem — w ostatnich tygodniach na Wall Street rosły ceny akcji spółek z sektora budowlanego i nieruchomości, to była to wyłącznie reakcja na spekulacje o możliwym wydłużeniu przez nową administrację Białego Domu z dwóch do pięciu lat okresu, w którym przedsiębiorstwa będą mogły odpisywać od dochodu poniesione w przeszłości straty. Mogłoby to przynieść ulgę firmom, które mniej gotówki oddadzą fiskusowi.
Jedna jaskółka wiosny nie czyni, a tego typu działań musi być więcej. Za oceanem postuluje się m.in. zwiększenie aktywności lokalnych władz w przejmowaniu licytowanych domów, a także wprowadzenie ułatwień proceduralnych dla klientów indywidualnych, którzy uczestniczą — zwykle bez powodzenia — w aukcjach domów sprzedawanych przez banki. Na razie górą są tu nastawione spekulacyjnie instytucje, co niestety ma prawie same negatywne konsekwencje. Dwie podstawowe to większa presja na ceny nieruchomości przy niskiej konkurencji i groźba, że jak tylko rynek będzie chciał odbić, zaleje go podaż ze strony dużych inwestorów.
Ich zasoby finansowe zresztą są coraz mniejsze, na co wskazuje dramatyczny spadek liczby sprzedanych domów jednorodzinnych w grudniu (największy od dwudziestu lat) i największy od 40 lat spadek średnich cen transakcyjnych. Dziennie amerykańskie banki przejmują ponad trzy tysiące nieruchomości, których nie potrafią spłacać ich właściciele. Obraz rynku jest więc fatalny i inwestorom pozostaje tylko nadzieja, że za jakiś czas (raczej w przyszłym, niż w tym roku) działania amerykańskich władz przyniosą skutek. Impuls do solidnych wzrostów na giełdach znów powinien przyjść właśnie z rynku nieruchomości. To sugeruje, że z zakupami akcji na długi termin należy jeszcze poczekać.
W którym segmencie rynku analitycy i eksperci typują kolejną bańkę inwestycyjną dowiesz się z czwartkowego Pulsu Biznesu.