Na podbój chińskiej prowincji

opublikowano: 09-10-2019, 22:00

Dolina Perłowej Rzeki to dobre miejsce dla polskich firm, które myślą o Chinach. W trzech miastach mieszka 70 mln osób.

Za Wielkim Murem wszystko jest wielkie. Przez ostatnie cztery dekady PKB Chin rośnie w średniorocznym tempie 10 proc. W ciągu ostatnich 20 lat wybudowano 100 tys. km autostrad — 5 tys. rocznie. Z północy na południe przecina kraj szybka kolej o długości 10 tys. km.

Bartosz Michalak z Polsko-Chińskiego Forum Współpracy
zainteresowanym biznesem w Chinach poleca książkę Yung Liu „East meets West”,
która w formie graficznej pokazuje różnice kulturowe między Wschodem a
Zachodem.
Zobacz więcej

FUNDAMENT POD BIZENS:

Bartosz Michalak z Polsko-Chińskiego Forum Współpracy zainteresowanym biznesem w Chinach poleca książkę Yung Liu „East meets West”, która w formie graficznej pokazuje różnice kulturowe między Wschodem a Zachodem. FOT. MACIEJ GOCŁOŃ

— Pociąg porusza się z prędkością 330 km na godzinę, co oznacza, że z Warszawy do Rzeszowa dojechałby w godzinę — zachwalał osiągnięcia Chińczyków Bartosz Michalak z Polsko-Chińskiego Forum Współpracy.

Dla porównania — pasażerowie PKP pokonują ten odcinek w pięć godzin. Bartosz Michalak, który w Rzeszowie prowadził warsztaty „Praktyczne aspekty współpracy z Chinami”, zaznaczył, że Polacy mają swój udział w osiągach chińskiej superszybkiej kolei, gdyż pociągi wytwarzane są przez polską firmę.

Prowincja wielka jak kraj

— Dla wielu polskich przedsiębiorców wejście do Chin jest marzeniem. Często jest to jednak po prostu zjawisko, które nazywam chińskim złudzeniem. Jeśli ktoś dzwoni do mnie i pyta, jak dostać się na chiński rynek, od razu wiem, że mam do czynienia z przedsiębiorcą, który jest dopiero na początku drogi do tego celu — stwierdził Bartosz Michalak.

Dlaczego? Bo „chiński rynek”… nie istnieje. Są natomiast dziesiątki i setki lokalnych rynków o różnej specyfice gospodarczej, społecznej i kulturowej. Chiny formalnie podzielone są na ponad 30 regionów, z których spora część jest autonomiczna. Większość prowincji jest wielkości średniego europejskiego kraju. Miast zamieszkanych przez ponad milion osób jest w Chinach ponad 120. Niektóre powstały w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat.

— Nie mówmy o podboju Chin, ale podboju jednej prowincji lub nawet miasta, bo aglomeracji z 10 mln mieszkańców jest mnóstwo — wyjaśnił Bartosz Michalak.

Delta Rzeki Perłowej

Za szczególnie interesujące z punktu widzenia zagranicznych inwestorów ekspert uważa Pekin z prowincją Hebei, Shandong, Jiangsu i Zhejiang. Polskim przedsiębiorcom poleca natomiast prowincję Guangdong, a w szczególności miasta w delcie Rzeki Perłowej: Shenzhen, Hongkong, Guangzhou. Łącznie mieszka tu 70 mln osób.

Shenzhen jeszcze w 1978 r. było wioską rybacką, dzisiaj uchodzi za jedno z najnowocześniejszych miast w Chinach, gdzie cały transport miejski jest elektryczny, a e-samochodów jest 10 razy więcej niż w Polsce. Shenzhen wyrasta na światowe centrum nowych technologii i na mapie świata zaczyna znaczyć więcej niż Dolina Krzemowa. Hongkongu właściwie nie trzeba przedstawiać — to miasto zeuropeizowane, o „zachodnim” sposobie myślenia i bycia.

Guangzhou, dawniej znane jako Kanton, ma wielowiekowe tradycje kupieckie. Miasto jest otwarte na przybyszów, o czym najlepiej świadczy fakt, że stanowią 40 proc. populacji, co jest najwyższym odsetkiem wśród chińskich miast.

Różnice kulturowe

— Ten region Chin różni się od innych prowincji z tego względu, że historycznie to tutaj dochodziło do kontaktów z zagranicznymi kupcami. Charakteryzuje się większą otwartością na cudzoziemców, łatwiej tu pokonać różnice kulturowe, jakie dzielą ludzi Zachodu i Chin — powiedział Bartosz Michalak.

Różnice kulturowe mogą stanowić poważną barierę w rozwoju biznesu — zwłaszcza w przypadku przedsiębiorców niemających doświadczenia w relacjach z Chińczykami. Bartosz Michalak mówi, że gdy po wizycie w Chinach przedsiębiorca lub samorządowiec dzwoni zachwycony, że wszystko świetnie poszło, bo gospodarze uśmiechali się i kiwali przyjaźnie głowami, to od razu wyczuwa problemy.

— Kultura chińska, generalnie kultura krajów azjatyckich jest daleko mniej ekspresyjna niż nasza, zachodnia. Chińczycy są bardzo wstrzemięźliwi w okazywaniu emocji, często nie mówią tego, co myślą, nie mają w zwyczaju mówić „nie”. Dlatego tłumaczy języka chińskiego nazywa się interpretatorami, bo muszą przekazać nie słowa, lecz znaczenie wypowiedzi — wyjaśnił Bartosz Michalak.

Chińskie społeczeństwo i sposób organizacji firm jest daleko bardziej shierarchizowany niż w zachodnich korporacjach, przy czym znacznie mniejszą rolę odgrywa indywidualizm, a duże znaczenie ma kolektyw.

— Chińczycy dużą wagę przykładają do sieci kontaktów. Jeśli nawiązujemy z kimś relację, najlepiej zostać wprowadzonym, przedstawionym przez kogoś. Dla Chińczyków ważne jest zaufanie do kontrahenta. Odnoszę wrażenie, że właśnie z tych względów z szacunkiem odnoszą się do firm rodzinnych — mówi Bartosz Michalak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu