Na przeszkodzie stoją długi

Anna Bytniewska
opublikowano: 2005-09-08 00:00

URE twierdzi, że nie ma prawa wydać zgody Ekoenergizowi na obrót gazem w całej Polsce. Spółka czeka więc na zmianę władz URE.

Urząd Regulacji Energetyki (URE) zareagował na publikację „PB” o kłopotach Ekoenergizu z uzyskaniem jego zgody na obrót gazem na terenie całego kraju. Lech Gizelbach, prezes Ekoenergizu, twierdzi, że regulator uniemożliwił mu podpisanie umowy na import 20 mln m sześc. środkowoazjatyckiego gazu. W przyszłym roku byłoby to nawet 500 mln m sześc. paliwa tańszego niż to, którym obraca Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG).

— Bez rozszerzonej koncesji nie możemy przesłać gazu do klienta, którym miała być firma Opoczno — mówi Lech Gizelbach.

URE twardo powiedział: nie.

— Prawo mówi, że podmiot ubiegający się o koncesję musi spełniać warunki ekonomiczne, gwarantujące prawidłowe funkcjonowanie na rynku. Ustaliliśmy, że przedsiębiorstwo nie ma odpowiednich środków. Nie mogliśmy więc rozszerzyć koncesji — wyjaśnia Zdzisław Muras, dyrektor departamentu przedsiębiorstw energetycznych URE.

— Zgodnie z prawem, koncesję może otrzymać firma, która ma infrastrukturę, czyli gazociągi. Jesteśmy małą firmą. Musieliśmy się zadłużyć, by go wybudować — mówi szef Ekoenergizu.

Dodaje, że przez pięć lat firma zaopatrywała Morliny w gaz bez żadnych zakłóceń.

— URE znalazł wtedy podstawy do wydania nam koncesji na obrót gazem w rejonie Ostródy. Dlaczego teraz odmawia jej rozszerzenia? — pyta Lech Gizelbach.

Jego zdaniem, koncesja na całą Polskę pozwoliłaby spółce pozyskać inwestora i rozwinąć działalność.

— Mamy chętnych do współpracy, także kapitałowej — twierdzi Lech Gizelbach.

URE ripostuje.

— Dlaczego Ekoenergiz nie odwołał się od decyzji prezesa URE? — pyta Zdzisław Muras.

— Mała spółka, która próbuje przebić się na rynku, nie ma szans z obecnymi władzami URE i PGNiG — odpowiada Lech Gizelbach.