Flauta — to słowo dobrze oddaje sytuację na rynku gruntów inwestycyjnych w ostatnim półroczu. Wprawdzie kilku deweloperów, jak Robyg czy ML System, kupiło niewielkie działki za kilka milionów złotych każda, ale żadnej większej transakcji nie odnotowano, choć analitycy spodziewali się m.in. wyprzedaży działek z portfeli banków czy deweloperów w tarapatach. Okazuje się jednak, że po ubiegłorocznym chaosie sytuacja na rynku jest spokojniejsza, a inwestorzy i sprzedający — ostrożniejsi.

— Firmy cierpliwie podchodzą do realizacji inwestycji. Wiele transakcji jest blisko zamknięcia, ale ugrzęzły w lawinie formalności. Poza tym słaba kondycja gospodarki, trudności z uzyskaniem finansowania i relatywnie niewielki popyt ze strony najemców sprawiły, że po działki nie ustawia się kolejka chętnych — mówi Paweł Nowak z agencji CBRE.
— Spodziewam się, że od września zacznie się zamykanie transakcji, które są w trakcie due diligence czy negocjacji. Finalnie ten rok może się zakończyć z podobnym rezultatem jak poprzedni. Obecnie prowadzimy sprzedaż około 10 działek inwestycyjnych o łącznej wartości około 340 mln zł — mówi Emil Domeracki z działu gruntów agencji Colliers.
Jednym z ważniejszych zadań Colliersa jest upłynnienie lub znalezienie partnera do zagospodarowania 8,5-hektarowej działki po Stoczni Nauta w centrum Gdyni, gdzie mają powstać mieszkania, sklepy i biura. Agencja jeszcze do końca lipca czeka na oferty zainteresowanych, potem przystąpi do negocjacji i we wrześniu przyszłość tego atrakcyjnego terenu powinna już być znana.
— Właściciele działek, zamiast sprzedawać, coraz częściej decydują się na współpracę z deweloperami. Nie brakuje chętnych do takiej kooperacji. Na rynku pojawiają się też nowi inwestorzy. Tworzą się fundusze, które głównie chcą kupować tereny inwestycyjne. Na rynek wchodzą zagraniczni deweloperzy, ale są dość ostrożni. Żeby kupić jedną działkę, analizują dziesiątki ofert — mówi ekspert Colliersa.
Partnerską strategię przyjął m.in. Polnord (ostatnio ogłosiłporozumienie z Semeko), Polski Holding Nieruchomości (szuka dewelopera do zabudowy nabrzeża Dalmoru w Gdyni oraz wieżowca w Warszawie) i z konieczności Gant (realizuje osiedle z węgierskim Futurealem). Wbrew oczekiwaniom, na rynku nie pojawiła się lawina działek wypychanych przez banki. W ubiegłym roku sprzedano warszawską zajezdnię Inflancka po hiszpańskiej Lubasie i na tym się skończyło.
— Doszło już do takich transakcji, ale nikt nie ma interesu, by o nich informować. Jednak większość z nich jest ciągle przed nami. Na razie popyt na działki pod mieszkaniówkę jest znikomy i bardzo wybiórczy — mówi Paweł Nowak.